Luz, blues i bandżo
Nie rezygnują z ulicznych koncertów, a zaczynali od muzyki warszawskiej i piosenek Grzesiuka, potem przeszli okres mocniejszej muzyki i wreszcie czas Appalachian Music Bluegrass. - Staramy się powiązać to, co robimy z pasją – opowiada Tomek.
Foto: fot. Grażyna Wielowieyska
Majka i Tomek prowadzą sklepik z galanterią pończoszniczą na jednym z warszawskich bazarków. Każdą wolną chwilę, nawet w pracy, wykorzystują na granie Appalachian Music Bluegrass. Muzyka , który ich fascynuje opiera się głównie na tradycyjnych, starych utworach ludowych, pochodzenia angielskiego, szkockiego, irlandzkiego, które wraz z emigrantami w XVIII i XIX wieku dotarły do Ameryki Północnej. – W końcówce lat 60.-70. nie było podwórka w Warszawie, na którym młodzież nie grałaby na gitarach – opowiada Tomek, do dziś nie rozstaje się z gitarą i harmonijką ustną.
Włóczyli się po Starówce, kawiarenkach, grywali ze znajomymi. W 1982 założyli mały zespół, pojechali nad morze i grywali na deptakach. - Byłam zafascynowana muzyką folkową. Przez muzykę nasze życie jest kolorowe. Zawsze jesteśmy gotowi do grania na deptakach, na ulicach - mówi Majka.
Jak przebiega nauka gry na bandżo i czy muzyka pozwala przenieść się w czasie, dowiesz się słuchając całego reportażu Grażyny Wielowieyskiej "Gitara, bandżo i pończochy". Zapraszamy!