The Kills: Ten romantyzm dawał nam siłę!
– Żyliśmy o chlebie i tanim winie, przepełnieni rockandrollowymi mitami - tak wyglądały początki współpracy Alison Mosshart i Jaimego Hince'a, którzy dla wspólnej muzyki porzucili wszystko.
The Kills
Foto: materiały promocyjne
Dodaj do playlisty
Początki The Kills są wręcz romantyczne. Ona Amerykanka, tajemnicza, piękna i niebezpieczna. On Brytyjczyk, jej "partner w muzycznej zbrodni" i najlepszy przyjaciel. Oboje dla swego nowego zespołu, niemalże z dnia na dzień, pozrywali inne znajomości, pozostawili wszystko. Cały świat ograniczyli do swojego duetu. Nie mieli grosza przy duszy, żyli muzyką, sztuką, nadzieją.
– Żyliśmy o chlebie i tanim winie, przepełnieni rockandrollowymi mitami. Mieszkaliśmy na squacie, nie mieliśmy pieniędzy, ale to nie by problem. Otaczali nas wtedy ludzie przekonani, że nam się nie uda – tacy przyziemni, nudni, zwykli ludzie wyśmiewający marzenia i plany ich realizacji – mówi Annie Gacek Jamie Hince.
Ale to właśnie ten romantyzm, jak podkreślają, dawał im siłę i na przekór wszystkim zaczęli działać i realizować swoje plany, postanowili postawić się w jednym rzędzie z najlepszymi i największymi. Co ciekawe właśnie wtedy zaproponowano im niezwykle intratną propozycję – 500 tys. funtów za wykorzystanie ich piosenki w reklamie piwa. Odmówili bez wahania. Nie widzieli między swoją muzyką a taką reklamą żadnych wspólnych punktów.
Na jeden ze swoich pierwszych klipów wydali... 40 dolarów. Nagrali go w piwnicy dziadka Alice w całkowicie chałupniczymi metodami. Dziś ich teledyski reżyseruje nie kto inny jak Sophie Miller, pracująca przy klipach największych gwiazd.
W niezwykle długim wywiadzie The Kills opowiadali jednak nie tylko o swoich trudnych początkach, determinacji i bezkompromisowości. Także o sukcesach i porażkach, o tym jak poważnie traktują sztukę, nie tylko swoją. W ciągu 10 lat nagrali w sumie cztery albumy, których historii nie mogło zabraknąć w tej rozmowie, dotyczących też najnowszego krążka - "Blood Pressures". Tematy najważniejsze sąsiadowały z zupełnie błahymi – dowiedzieliśmy się, dlaczego Alison Mosshart nie powinna nigdy brać się za odkurzanie i skąd właściwie wzięły się ich pseudonimy: VV i Hotel.