Co kryją w sobie polskie wędliny

  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Mail
Co kryją w sobie polskie wędliny
Konsumenci chcą spożywać tradycyjne wyroby Foto: sxc.hu

W składzie produktów mięsnych, jak się okazuje, niekoniecznie przeważają te elementy, których byśmy się spodziewali. Co jemy, gdy kupujemy polskie wędliny?

Posłuchaj

"Za, a nawet przeciw", 3 listopada 2011
+
Dodaj do playlisty
+

Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych przeprowadziła badania wędlin produkowanych z wołowiny i wieprzowiny. Skontrolowano 108 zakładów przetwórczych, blisko 18 proc. produkowanych przez nie wyrobów miało inny skład niż deklarowany. Jakość stale się pogarsza.

Dorota Balińska-Hajduk, Dyrektor Biura Kontroli Jakości Handlowej IJHARS, podkreśla, że nie ma przepisów krajowych ani unijnych regulujących kwestie parametrów fizyko-chemicznych. Oznacza to, że nie ma zasady, która by określała, ile procent składu wędliny powinno stanowić mięso. - Wyroby są produkowane według deklaracji zakładów przetrwórczych. Ale z naszych informacji wynika, że mimo wszystko około 50 proc. skontrolowanych zakładów stosuje polskie normy, które od wielu lat są dobrowolne. Druga połowa ma własne normy odbiegające od polskich - wyjaśniła w Trójce.

Ale w czym problem?

- Są dwie kwestie: znakowanie i skład - kontynuowała Balińska-Hajduk. Znakowanie oznacza, że na opakowaniu producent ma obowiązek wymienić wszystkie użyte składniki, nie pomijając także alergenów.

Druga rzecz to skład, czyli procentowa zawartość wody, tłuszczu i białka, i te wielkości powinny być zgodne z deklarowaną na opakowaniu.

Tymczasem w około 5 proc. artykułów stwierdzono obecność niezadeklarowanych surowców mięsnych. Do takich należy MOM - mięso oddzielane mechanicznie. - Zgodnie z przepisami MOM nie należy do kategorii mięsa. W jego skład wchodzi wszystko to, co uda się oddzielić od kości już po rozbiorze.

Każdy może zostać kontrolerem

Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności, podkreślił, że zakłady, które umieszczają na swoich opakowaniach fałszywe informacje, nie ujawniają całego składu lub skład realny rozmija się z deklarowanym - dopuszczają się przestępstwa i powinny ponieść karę. - Kara finansowa została trzy lata temu zwiększona i obecnie może sięgać 10 proc. rocznego obrotu firmy. Żaden duży producent raczej nie pozwoli sobie świadomie na fałszowanie - stwierdził.

Gość Kuby Strzyczkowskiego zwrócił także uwagę na fakt, że udział wydatków na żywność w portfelu przeciętnej polskiej rodziny wzrósł w ciągu ostatnich dwóch lat, co świadczy o ubożeniu społeczeństwa. Nie dziwi więc, że konsumenci szukają produktów tańszych, nawet kosztem jakości, a producenci konkurują między sobą przede wszystkim pod względem ceny.

- Pamiętajmy, że kupując, podejmujemy decyzję i warto poświęcić kilkanaście sekund na przeczytanie składu tego, co kupujemy - podsumował.

Dodajmy jeszcze jeden ciekawy wniosek z kontroli IJHARS - produkty z wieprzowiny i wołowiny sprzedawane pod tą samą nazwą, ale produkowane w różnych zakładach i w różnych regionach Polski, są różne pod względem parametrów jakościowych, smaku i wyglądu. Jak się okazuje, znaczenie ma także GDZIE kupimy konkretny produkt.

Jakich słów nie wolno używać na opakowaniach produktów żywnościowych? Czy nazwy firm, które oszukują, powinny zostać podane do publicznej wiadomości i czy wysoka cena gwarantuje jakość?

Dowiesz się, słuchając całej audycji "Za, a nawet przeciw, 3 listopada 2011", w której wypowiadali się także słuchacze i eksperci: dr Grzegorz Russak z Polskiej Izby Produktu Regionalnego i Lokalnego, Witold Choiński - prezes Związku Polskie Mięso, prof. Krzysztof Krygier (SGGW) i Agnieszka Jarosz z Instytutu Żywności i Żywienia..

Polecane