Płyty tygodnia: 17-23.10.2011
Przed południem: Beirut - The Rip Tide; po południu: Cool Kids Of Death - Plan ewakuacji
Zach Condon z zespołu Beirut
Foto: Fot. Wikipedia/Tamara
Przed południem Beirut - The Rip Tide
Trzeci album wybitnego muzyka, wokalisty, multiinstrumentalisty i aranżera, którego debiut w wieku 19 lat albumem "Gulag Orkestar" był sensacją w całym amerykańskim indie-światku.
Od poprzedniej pełnowymiarowej płyty Zacha Condona, czyli Beirutu, "The Flying Club Cup", minęły cztery lata, przerwane znienacka meksykańsko-elektroniczną EP-ką "March Of The Zapotec / Holland" - może trochę artystycznie kontrowersyjną, ale świadczącą nadto dobitnie, że nawet jeśli na początku kariery Condon był trochę pod wrażeniem otrzymanego z drugiej ręki folkloru bałkańskiego typu Bregović, na wschodnioeuropejskiej egzotyce bynajmniej nie zamierzał spocząć. Jasne, że słowo "world music" czasem ciśnie się na usta, ale sprawa jest trochę bardziej skomplikowana, a w każdym razie nie tak oczywista. Drugi album, wspomniany "The Flying Club Cup" ze swoimi utworami - jakby malowanymi sepią pocztówkami z fin de siecle'owej Europy - to już było niekwestionowane świadectwo dojrzałości młodego muzyka. który swoje inspiracje czerpał nie tylko z "trąbiastej", pompatycznej tradycji Bałkanów czy XIX-wiecznych habsbursko-galicyjskich orkiestr dętych (patrz: "Marsz Radetzky'ego"), ale także ze szlachetnej sztuki baroku. Bo barok, to nie tylko były organy Bacha (który też, zresztą wprowadzał do swych utworów dźwięki trąb, co warto przypomnieć), ale i bezprecedensowy awans instrumentów dętych - całych sekcji tych instrumentów uwiecznionych, stosownie, w postaci dmących w trąby - na rzeźbach - aniołków. "The Rip Tide" jest ze swymi sekcjami dętymi trochę taką właśnie dźwiękową, bardzo finezyjnie wykonaną rzeźbą, pełną aluzji do sztuki przeszłości. Czy jest to jakiś komentarz do rzeczywistości? Owszem jest, wystarczy wsłuchać się w teksty "Goshen" czy "East Harlem".
Utwory:
1. A Candle's Fire
2. Santa Fe
3. East Harlem
4. Goshen
5. Payne's Bay
6. The Rip Tide
7. Vagabond
8. The Peacock
9. Port Of Call
prsa:repo
Po południu Cool Kids Of Death - Plan ewakuacji
Cool Kids of Death postanowili uciec, być może nawet bezpowrotnie. Na płycie zatytułowanej "Plan Ewakuacji", zakwestionowali dużą część tego, co do tej pory uchodziło za esencję ich stylu. Słychać, że nagraniom towarzyszyło mocne postanowienie unikania wszelkich ogranych patentów, kategoryczny zakaz używania oswojonych i odczarowanych emblematów dawnego CKOD - jakby zespół uświadomił sobie, że każda, nawet najszlachetniejsza idea, może z czasem stać się pustym gestem parodiującym dawny przekaz. Zamiast do końca kariery bazować na sprawdzonych rozwiązaniach, narażając się na zarzuty o wtórność i demencję, zespół dokonał niezwykle odważnej stylistycznej wolty, która dała mu zupełnie nowe supermoce.
"Plan Ewakuacji" to pozycja przełomowa i wyjątkowa, fundująca oryginalną jakość - przemyślany, kunsztowny, ale i niesłychanie przebojowy soundtrack do gorzkich wynurzeń na niepokojące tematy.
Utwory:
1. Intro
2. Chrystus
3. Karaibski
4. Plan ewakuacji
5. Dalej pójdę sam
6. Biała flaga
7. Matka noc
8. Wiemy wszystko
9. Na kredyt
10. Pas
11. Nie mam nic
12. Złe rzeczy
13. Wyłącz to