Zamieszki na angielskich ulicach
Wsparcie od byłego szefa nowojorskiej policji, eksmisje chuliganów i mobilne ekrany, wyświetlające zdjęcia poszukiwanych. To brytyjskie pomysły na poradzenie sobie z falą zamieszek, które zdestabilizowały kilka angielskich miast.
Zniszczona fabryka mebli w Croydon, Londyn
Foto: (fot. PAP/EPA/FACUNDO ARRIZABALAGA)
W ciągu kilku burzliwych dni w brytyjskich miastach zginęło 5 osób, a ponad 1700 zostało zatrzymanych. Wśród nich przeważająca większość to młodzież, sfrustrowana brakiem pracy i niezadowolona ze swojej sytuacji finansowej.
Leszek Wielgo i Dariusz Rosiak prosto z Londynu, ze studia BBC, komentowali ostatnie, gorące dni w Anglii. - To czy wszystkie środki prewencyjne zadziałają, będziemy wiedzieli później. Trzeba poczekać. Na razie jest po prostu spokojniej. Sytuacja jest pod kontrolą – mówi Dariusz Rosiak.
Jego zdaniem właśnie teraz widać inną konsekwencję rozruchów. - Zbierają się ci, którzy chcą pomóc poszkodowanym i upamiętnić ofiary. Chcą pokazać, że Londyn to nie tylko miasto płonących budynków – dodał Rosiak.
Leszek Wielgo powiedział, że również na scenie politycznej widać zmiany. - Opozycja nie chce atakować rządu. Ed Miliband, lider Partii Pracy, czuje, że społeczeństwo w tej sprawie jest zjednoczone. Nie chce więc niszczyć tej jedności – wyjaśnił.
Leszek Wielgo dodał, że jak większość londyńczyków, na początku tygodnia obudził się w mieście, którego wcześniej nie znał. - To co widzimy, to nagła eksplozja tego, co wrzało od wielu lat. Jeśli chodzi o główną siłę sprawczą tych zamieszek, to były to gangi - mówi.
O tym jak doszło do tego, że wybuchły zamieszki i czym są "wyspy biedy" w Londynie dowiesz się słuchając audycji.
W Raporcie o stanie świata także amerykańsko-światowe problemy z długiem i dyscypliną ekonomiczną - oraz być może piękniejąca polityka w Tajlandii.