Przebój napisany niemal od ręki. Blondie i "Call Me"

Blondie mają w swoim dorobku wiele przebojów, ale "Call Me" bez wątpienia należy do największych z nich. Utwór powstał na potrzeby ścieżki dźwiękowej do filmu "Amerykański żigolak". O kulisach jego powstania opowiedział Kuba Ambrożewski w audycji "Piosenka do Wyjaśnienia".

Przebój napisany niemal od ręki. Blondie i "Call Me"

Blondie w "Piosence do Wyjaśnienia".

Foto: PAP/Photoshot

Pod koniec lat 70. Blondie należeli już do najważniejszych zespołów nowej fali, a Debbie Harry była jedną z najbardziej rozpoznawalnych wokalistek tamtego okresu. Ich sukces zwrócił uwagę Giorgio Morodera, który pracował wówczas nad ścieżką dźwiękową do filmu "Amerykański żigolak". Z tej współpracy narodziło się "Call Me" - jeden z największych przebojów w historii Blondie. O kulisach powstania utworu w audycji "Piosenka do Wyjaśnienia" opowiedział Kuba Ambrożewski. 

Giorgio Moroder sięga po Blondie

Choć "Call Me" ukazało się pod szyldem Blondie, historia jego powstania była nietypowa. Za muzykę i produkcję odpowiadał Giorgio Moroder, natomiast Debbie Harry napisała tekst i melodię wokalną.

- Na początek wyjaśnijmy jedno; choć piosenka firmowana jest przez grupę Blondie, to bardziej precyzyjne by było określenie jej solowym utworem Debbie Harry, wyprodukowanym przez Giorgio Morodera. Włoski luminarz muzyki disco był pod koniec lat 70. w bardzo wysokiej formie i miał wzięcie również jako autor muzyki filmowej - mówi Kuba Ambrożewski.

Moroder przygotowywał wówczas ścieżkę dźwiękową do "Amerykańskiego żigolaka" z Richardem Gerem w roli głównej. Początkowo chciał nawiązać współpracę ze Stevie Nicks z Fleetwood Mac. Wokalistka nie mogła jednak zaangażować się w projekt ze względów kontraktowych. Wtedy wybór padł na Debbie Harry.

- Powierzono mu ścieżkę dźwiękową kryminalnego filmu "Amerykański żigolak" z Richardem Gerem w roli głównej. Moroder skomponował temat muzyczny zatytułowany "The Man Machine" - motoryczny utwór instrumentalny łączący rytm disco z brzmieniem rocka. Wyobraził sobie, że śpiewa go znana wokalistka. Do tej roli wytypował Stevie Nicks, jedną z liderek Fleetwood Mac. Nicks była jednak związana kontraktem, który nie pozwalał jej wziąć udziału w tym projekcie. Moroder zwrócił się więc do innej topowej gwiazdy – Debbie Harry stojącej na czele grupy Blondie i był to strzał w dziesiątkę – mówi Ambrożewski.

Posłuchaj audycji w Trójce:

Tekst napisany niemal od ręki

Debbie Harry obejrzała film i szybko przygotowała tekst oraz melodię wokalną. Powstała w ten sposób piosenka dobrze oddawała charakter otwierającej sceny "Amerykańskiego żigolaka". Więcej problemów pojawiło się dopiero podczas pracy nad instrumentalną częścią nagrania.

- Harry obejrzała film, a następnie niemal od ręki napisała słowa i melodię oddające klimat otwierającej go sceny. Moroder posłuchał jej wersji i z uznaniem pokręcił swym wąsem; od razu wiedział, że to murowany hit. Kiedy do studia wkroczył cały zespół, zaczęły się jednak schody. Blondie wywodzili się z punk rocka, a Moroder był wymagający i przyzwyczajony do określonego standardu. Na przykład tego, żeby zespół grał równo - mówi prowadzący audycji.

Ostatecznie partie instrumentalne nagrali muzycy współpracujący z Moroderem. Jednym z nich był Harold Faltermeyer, który w latach 80. zdobył ogromną popularność jako twórca muzyki filmowej, m.in. dzięki "Axel F" z filmu "Gliniarz z Beverly Hills". Jego partia klawiszowa nie przypadła jednak do gustu Jimmy'emu Destriemu z Blondie.

- Ostatecznie więc partie instrumentalne nagrali jego muzycy, w tym klawiszowiec Harold Faltermeyer, późniejszy król soundtracków z lat 80. Solówka Faltermeyera nie spotkała się z uznaniem klawiszowca Blondie Jimmy'ego Destriego, który podobno cierpiał, wykonując ją w trakcie koncertów. A że "Call Me" stało się gigantycznym przebojem, to wyjścia nie miał - puentuje Ambrożewski.

Czytaj także:

Mateusz Wysokiński