"Próba siłowego wprowadzenia Berka i przejęcie kontroli". Radykalny plan rządu na TK?
Publicysta Andrzej Bartkiewicz wskazuje, że w przypadku zablokowania ślubowania Macieja Berka koalicja rządząca może podjąć próbę siłowego wprowadzenia sędziego do Trybunału Konstytucyjnego w celu przejęcia w nim większości. Jak wskazał, pozwoliłoby to na zawieszenie prezesa Bogdana Święczkowskiego.
Artur Bartkiewicz ("Rzeczpospolita"), Adam Traczyk (More in Common Polska)
Foto: YT/Trójka
OGLĄDAJ. Artur Bartkiewicz ("Rzeczpospolita"), Adam Traczyk (More in Common Polska) w "Pulsie Trójki".
Spór o Macieja Berka w TK
Prezydent Karol Nawrocki nie zaprosi Macieja Berka na zaprzysiężenie dopóki nie przedstawi on dokumentu o swojej działalności radcowskiej. Taka deklaracja padła ze strony rzecznika prezydenta Rafała Leśkiewicza. Od dziś wybrany przez sejmową większość były szef Komitetu Stałego Rady Ministrów powinien rozpocząć pracę jako sędzia Trybunału Konstytucyjnego. Maciej Berek wcześniej przedstawił pismo od dziekana OIRP, z którego wynika, że został wpisany na listę radców ponad 20 lat temu.
"Donald Tusk dużo zaryzykował"
Artur Bartkiewicz ("Rzeczpospolita") powiedział na antenie Trójki, że Donald Tusk dużo zaryzykował forsując wybór Macieja Berka do Trybunału Konstytucyjnego. - Pamiętamy przecież, że jednym z głównych zarzutów Koalicji Obywatelskiej pod adresem PiS-u było upolitycznienie Trybunału. Krytykowano wówczas umieszczanie tam osób, które przeszły do TK bezpośrednio z Sejmu - tak jak Krystyna Pawłowicz czy Stanisław Piotrowicz. W tym przypadku sytuacja wydaje się jeszcze poważniejsza, ponieważ kandydat przechodzi do Trybunału Konstytucyjnego wprost z rządu. Skoro Donald Tusk zdecydował się na taki ruch, to musiał zrobić to po to, aby doprowadzić w TK do jakiegoś przełomu - przyznał.
Zdaniem publicysty jeżeli prezydent nie odbierze od Macieja Berka ślubowania i sędzia nie zostanie dopuszczony do orzekania przez prezesa TK Bogdana Święczkowskiego, koalicja rządząca może zdecydować się na radykalny krok. - Prawdopodobnie nastąpi próba - być może nawet siłowego - wprowadzenia Macieja Berka do Trybunału Konstytucyjnego i przejęcia nad nim kontroli - wskazał. Andrzej Bartkiewicz wyjaśnił, że wejście Macieja Berka do TK oznaczałoby, że większość w tej instytucji "stanowiliby już nowi sędziowie". - Wiemy, że trwa bunt części "starych" sędziów przeciwko Bogdanowi Święczkowskiemu. Dopuszczenie nowych sędziów do pracy umożliwiłoby więc zawieszenie Bogdana Święczkowskiego w funkcjach prezesa Trybunału i ewentualne postawienie mu zarzutów. Wydaje się, że właśnie do takiego scenariusza zmierzamy - przyznał.
"Rząd zyskałby sprawczość"
Gość "Pulsu Trójki" podkreślił, że z politycznego punktu widzenia walka o TK jest dla rządu bardzo istotna. - Skoro w TK zasiadałaby większość sędziów wybranych przez obecną koalicję - którzy nie są wierni PiS-owi i co do których można się spodziewać, że będą orzekali inaczej - rząd może spróbować dokonać pewnych reform za pomocą Trybunału Konstytucyjnego. Chodzi o zmiany, których nie udało się przeprowadzić drogą ustawową, ponieważ prezydentem był najpierw Andrzej Duda, a teraz Karol Nawrocki. Pierwszym z brzegu przykładem jest kwestia ustawy aborcyjnej. Pamiętajmy, że prawo aborcyjne w Polsce zostało zaostrzone wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego. Gdyby teraz Trybunał zebrał się ponownie, uznał tamto orzeczenie za nieważne i wydał nowe, doszłoby do zmiany prawa bez konieczności uchwalania ustawy. Tak samo mogłoby stać się ze zmianami w sądownictwie - Trybunał mógłby uznać reformy PiS-u za niekonstytucyjne, co automatycznie by je cofnęło. W ten sposób, na kilka miesięcy przed wyborami, rząd zyskałby sprawczość, której brak mu zarzucano z powodu braku "własnego" prezydenta. Wiemy, że rządzący długo czekali na zmianę lokatora Pałacu Prezydenckiego, wierząc, że wygra Rafał Trzaskowski, i odkładali trudne reformy na ten czas. Tak się jednak nie stało, dlatego teraz otwiera się rezerwowa ścieżka przez Trybunał - tłumaczył Andrzej Bartkiewicz.
"Kwadratura koła w TK"
Adam Traczyk (More in Common Polska), nawiązując do "siłowego" przejęcia TK, stwierdził, że "na pewno nikt nie chce oglądać takich scen w najważniejszych instytucjach publicznych, w których spory polityczne koniec końców rozstrzygane są przy pomocy policji". - Jednocześnie wokół Trybunału mamy do czynienia z nieustannym stanem łamania prawa, czego przecież też nie możemy tolerować. Jest to więc pewna kwadratura koła - ocenił.
Zdaniem publicysty "faktycznie kandydatura Macieja Berka miała być chyba sygnałem, że tę sprawę należy w jakiś sposób przeciąć - już abstrahując od tego, w jaki konkretnie". - Maciej Berek ma prawdopodobnie stanąć na czele sędziów wybranych w tej kadencji, czyli wybranych legalnie przez Sejm, którzy powinni być dopuszczeni w prawidłowy sposób do orzekania. A wiemy, że czwórka z nich nie została dotychczas zaprzysiężona przez prezydenta. Mamy tutaj więc niezwykle chaotyczną i nieprzejrzystą sytuację. Zadaję sobie pytanie: ile jeszcze zwykły Kowalski, taki szary obywatel, rozumie z tego wszystkiego? O co w ogóle toczy się ta walka, poza tym, żeby "nasze było na wierzchu"? - zastanawiał się Adam Traczyk.
- Prezydent stawia twardy warunek. Bez tego nie zaprzysięgnie Macieja Berka
- "Śmieją się, kiwają głową z zażenowaniem". Tak w Europie komentują aferę w Orlenie
- Kiedy tańsze paliwa? Romowicz apeluje do prezydenta: proszę podpisać nasz projekt
Źródło: Trójka
Prowadząca: Monika Suszek
Opracowanie: Paweł Michalak