"John, syn Johna". Zdobywca Bookera Douglas Stuart o najnowszej książce
We "Wszystkich książkach świata" Michał Nogaś rozmawiał z Douglasem Stuartem - zdobywcą Bookera, autorem trzech powieści, z których każda ukazała się w Polsce. W przekładzie Macieja Studenckiego ukaże się niebawem jego najnowsza książka - "John, syn Johna". - Wiele tematów wynika z moich własnych, wciąż nierozwiązanych spraw z młodości. Złożyła się na to samotność, którą odczuwałem jako młody mężczyzna, a także poszukiwanie miłości i ludzi takich jak ja - mówił pisarz.
Douglas Stuart opowiedział Michałowi Nogasiowi o książce "John, syn Johna"
Foto: MARTYN PICKERSGILL/AFP/East News
Michał Nogaś w audycji "Wszystkie książki świata" rozmawiał z Douglasem Stuartem. Nad swoją debiutancką powieścią "Shuggie Bain", która ukazała się w 2020 roku, pracował przez dziesięć lat. Książka stała się wydawniczym bestsellerem, otrzymała Nagrodę Bookera w 2020 oraz została przetłumaczona na 38 języków.
Posłuchaj audycji Trójki:
- Zdobywca Bookera - Douglas Stuart i jego "John, syn Johna"
- Wszystkie wydania audycji "Wszystkie książki świata"
"John, syn Johna" - nowa powieść Douglasa Stuarta
W tym roku Stuart opublikował swoją trzecią powieść - "John, syn Johna", za którą zdążył otrzymać kolejną nominację do Bookera. Książka we wrześniu ukaże się w Polsce w przekładzie Macieja Studenckiego nakładem Wydawnictwa Poznańskiego. To po raz kolejny opowieść o mężczyznach, o ludziach niepewnych swej tożsamości, przynależności, szukających własnego ja. Tym razem Stewart zabiera czytelników na wyspy, na Hebrydy Zewnętrzne.
John-Calum Macleod, syn Johna, powraca do domu po długiej nieobecności, by zaopiekować się swoją babcią. Młody mężczyzna jest pełen obaw - co, jeśli powrót na smagane wiatrem wzgórza jest tak naprawdę skazaniem samego siebie na wieczną stagnację?
Jego ojca, surowego diakona, martwią długie włosy syna i jego niechęć do bycia zbawionym. Szybko okazuje się, że zbudowanie pomostu między tak odległymi sobie światami nie będzie łatwe. Obaj mężczyźni przeczuwają, że kruchy porządek ich rodzinnego życia niebawem legnie w gruzach.
Douglas Stuart we "Wszystkich książkach świata"
W książce "John, syn Johna" szkocki autor pochodzący z Glasgow i mieszkający od dawna w Nowym Jorku ponownie uważnie przygląda się kwestiom, które w prozie interesują go od zawsze najbardziej - odmienności, byciu poza społeczeństwem, potrzebie życia na własnych zasadach oraz zmowie milczenia, która może, choć wcale nie musi, rozsadzać małe wspólnoty od środka.
- Zanim zacząłem pisać tę powieść, nigdy wcześniej nie byłem na Hebrydach Zewnętrznych. To archipelag u północno-zachodnich wybrzeży Szkocji, do którego dotarcie potrafi być sporym wyzwaniem. Zdałem sobie jednak sprawę, że chociaż pisałem o tym, co oznacza bycie Szkotem i przynależność do klasy robotniczej, to w naszych dyskusjach o klasach społecznych często pomijaliśmy obszary wiejskie. A w Szkocji wieś to przede wszystkim region Highlands i wyspy - miejsca bardzo często spychane na margines.
Kiedy więc w 2019 roku zaczynałem pracę nad książką, wyruszyłem w podróż, dając sobie początkowo dwanaście tygodni na odwiedzenie wysp. Pomyślałem, że jeśli uda mi się napisać z tego opowiadanie, będzie wspaniale. Jeśli wyjdzie z tego powieść - jeszcze lepiej - mówił pisarz w rozmowie z Michałem Nogasiem.
- Kiedy - mniej więcej na etapie trzech czwartych mojej podróży - dotarłem na wyspę Harris, leżącą niemal na samym szczycie archipelagu, okazało się, że to miejsce, w którym krzyżują się naprawdę fascynujące rzeczy. Pierwsza z nich to tkactwo tweedu oraz język gaelicki, który w Szkocji ma status języka mniejszościowego. Przetrwał tam również dawny, tradycyjny styl życia w małych gospodarstwach rolnych oraz - co niezwykle ciekawe - bardzo żarliwa odmiana kalwinizmu, czyli prezbiterianizm. Kiedy tam dotarłem, od razu zrozumiałem, że właśnie tego szukałem i to tutaj będzie rozgrywać się akcja powieści - opowiadał Stuart.
Rytm wyspiarskiego życia
- Ponieważ jestem Szkotem, wydawało mi się, że potrafię opisać każde oblicze mojego kraju. Ale natychmiast po przybyciu na wyspę dotarło do mnie, że tamtejsza mentalność jest zupełnie inna. Ludzie myśleli inaczej niż my na stałym lądzie. Dorastałem w samym centrum miasta, więc mój sposób myślenia był na wskroś wielkomiejski. Przyjechałem na wyspę z gotowym wyobrażeniem o tempie i fabule. Myślałem, że to na nich zbuduję swoją powieść. Tymczasem pierwszą rzeczą, do której musiałem przywyknąć, był rytm wyspiarskiego życia. To miejsce, w którym rządzi przede wszystkim długa, międzypokoleniowa pamięć. Ludzie szanują swoich dziadków i przodków, a wszystko, co robisz, rzutuje na całą rodzinę, ponieważ wyspiarskie rody żyją tam od stuleci - opowiadał gość Michała Nogasia.
Na wyspach Stuart spędził 12 tygodni. Gdy zaczynał swoją podróż - znał dwie osoby. Gdy wyjeżdżał - znał ich setki. - Miejscowi okazali się niezwykle gościnni. Gdy tylko wspomniałem, że piszę, zapraszali mnie do domów, parzyli herbatę i robili obiad. A potem po prostu rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Musiałem nauczyć się wszystkiego. Od tajników hodowli owiec, po wspomniany kalendarz kościelny, tradycji i ich znaczenia, a także tego, jak to jest od strony psychologicznej - żyć w małej osadzie na samym krańcu kraju - mówił Stuart.
- Mamy wiele błędnych wyobrażeń na temat wysp i mnóstwo stereotypów dotyczących tego, jak wygląda życie ich mieszkańców. Ludzie ze stałego lądu chętnie narzucają wyspiarzom własne wizje. Uważamy, że prowadzą idealne, niemal romantyczne życie - mają dla siebie te piękne krajobrazy, morze, niebo i bliskość natury. Wydaje się to po prostu cudownym sposobem na życie. A jednak niemal natychmiast po przybyciu na miejsce uświadomiłem sobie, że tamtejsza codzienność wymusza bardzo praktyczne podejście. (...) Życie było tam często znacznie trudniejsze, ponieważ zarabianie, wyżywienie i utrzymanie rodziny wymagało o wiele więcej wysiłku. Plony zawodziły, ziemia okazywała się nieurodzajna. Naprawdę niełatwo jest być wyspiarzem i utrzymać swoich bliskich - tłumaczył. - Wyspy okazały się dla mnie naprawdę fascynujące - przyznał Douglas Stuart.
Powieść o relacji ojca z synem
Początek powieści brzmi: "Jej stopy stały się szkarłatne niczym cielęca wątroba". - Jest to fragment rozmowy między Johnem a Calem. Cal wciąż uczy się w szkole artystycznej, kiedy pewnego dnia dzwoni do niego ojciec i mówi, że stan babci jest bardzo ciężki, że jej stopy zrobiły się szkarłatne jak cielęca wątroba. Każe mu wracać do domu i się nią zaopiekować. A ponieważ Cal bardzo kocha babcię, natychmiast zostawia wszystko, odkłada swoje sprawy na bok i wraca. Ojciec i syn nie potrafią rozmawiać o prawdziwych emocjach, które ich łączą. Choć są sobie niezwykle bliscy i głęboko się kochają, jak to ojciec z synem, pozostają po prostu niedojrzali emocjonalnie - opowiadał autor książki.
- Z drugiej strony posługują się niezwykle precyzyjnym językiem do opisywania barw, jak na prawdziwych tkaczy przystało. Dlatego kiedy John mówi, jej stopy mają ten okropny szkarłatny kolor, Cal przyjmuje to bez wahania jako wyjątkowo trafne stwierdzenie. I to właśnie jest początek, który włącza historię w ruch - dodał.
"Wiele tematów wynika z moich własnych, wciąż nierozwiązanych spraw z młodości"
- Prawda jest taka, że mam sobie coś zarówno z Johna - ojca, jak i Cala - syna. Głęboko utożsamiam się również z babcią Ellą. Myślę, że Ella to po prostu wolny duch, osoba, która zawsze mówi prosto z mostu. Sam chciałbym taki być, nie bać się już niczego na świecie. Chociaż nie jestem ani Johnem, ani Calem, ani Ellą, to wiele tematów wynika z moich własnych, wciąż nierozwiązanych spraw z młodości. Złożyła się na to samotność, którą odczuwałem jako młody mężczyzna, a także poszukiwanie miłości i ludzi takich jak ja. Dorastałem jako gej w patriarchalnym, robotniczym środowisku, w którym wszyscy mężczyźni dookoła byli silnie heteroseksualni i heteronormatywni. W efekcie całą młodość spędziłem w przekonaniu, że jestem jedyną taką osobą. Osadzenie akcji i powieści na wyspie jest w pewnym sensie symbolem tego stanu rzeczy - przyznał Stuart.
- Napisałem tę powieść o ojcu i synu przede wszystkim po to, by zgłębić miłość, która ich łączy, bo John i Cal kochają się głęboko, ale jest też ogromny emocjonalny dystans, jaki potrafi zrodzić się między mężczyznami, zwłaszcza tymi, którzy znają się tak blisko. W tej książce był fakt, że rodzina mieszka w maleńkim gospodarstwie tuż nad brzegiem morza. Dla bohaterów to niezwykle klaustrofobiczne środowisko - opowiadał pisarz.
Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy Michała Nogasia z Douglasem Stuartem. Zapis audycji można znaleźć TUTAJ. Na kolejne wydania "Wszystkich książek świata" zapraszamy co niedzielę po godzinie 20 na antenę Trójki.
Ewelina Kołaczek