"To był bardzo powolny proces". Solvej Balle we "Wszystkich Książkach Świata"
Solvej Balle była gościnią Michała Nogasia w audycji "Wszystkie Książki Świata". Duńska pisarka opowiedziała o swojej septologii "O objętości czasu", której bohaterka, Tara Selter, zostaje uwięziona w pętli czasu i każdego dnia budzi się ponownie 18 listopada. Balle zdradziła, skąd wziął się pomysł na tę niezwykłą historię i jak wyglądał trwający wiele lat proces jej powstawania.
Solvej Balle we "Wszystkich Książkach Świata".
Foto: PAP/Abaca
Solvej Balle była gościnią Michała Nogasia, któremu opowiedziała o swojej septologii "O objętości czasu". Bohaterka cyklu zostaje uwięziona w pętli czasu i nieustannie przeżywa ten sam dzień - 18 listopada. Jak zdradziła duńska pisarka, pomysł na tę historię narodził się już w 1986 roku, jednak od pierwszej koncepcji do rozpoczęcia właściwej pracy nad książkami minęło wiele lat.
"Doskonale pamiętam, jak wpadłam na ten pomysł"
Początki "O objętości czasu" sięgają 1986 roku. Balle była wówczas świeżo po wydaniu swojej pierwszej powieści, gdy pojawiła się koncepcja historii o kobiecie uwięzionej w jednym, nieustannie powtarzającym się dniu.
- To zaczęło się prawie 40 lat temu, w 1986 roku. Doskonale pamiętam, jak wpadłam na ten pomysł. Właśnie wydałam swoją pierwszą powieść i zaczęłam pisać krótkie opowiadania i teksty. Pojawiła się myśl, żeby napisać książkę, której akcja toczy się w ciągu jednego, ciągle powtarzającego się dnia. Początkowo był to zarys, który się rozwijał, a po drodze pojawiało się wiele inspiracji. W pierwotnym zamyśle chodziło o kobietę uwięzioną w jednym dniu. I nie wiedziałam jeszcze wtedy, że to będzie 18 listopada, jak ostatecznie znalazło się to w książce. Przez długi czas zakładałam, że to będzie 17 października. Na początku, przez wiele pierwszych lat, pozostawało to w sferze luźnych planów - mówiła Balle.
Pomysł dojrzewał jednak bardzo długo. Jak przyznaje pisarka, przez lata czuła, że nie jest jeszcze gotowa, aby w pełni go rozwinąć. Zamiast tego skupiała się na innych projektach, co sprawiło, że przyszła septologia stopniowo schodziła na dalszy plan.
- Czasem jednak wpada się na pomysł, co do którego czuje się, że z czasem się rozwinie, podczas gdy inne pozostaną jedynie niezrealizowanymi koncepcjami. Bardzo powoli uświadamiałam sobie jednak, że ten konkretny pomysł nie nadawał się na książkę, którą chciałam napisać w tamtym momencie. Miałam też dziwne przeczucie, że powinnam zebrać wszystkie myśli w jednym miejscu i pozwolić im dojrzeć, zupełnie tak, jakbym nie była jeszcze gotowa, żeby je w pełni rozwinąć. Pisałam więc wiele innych rzeczy - mnóstwo krótkich opowiadań i tekstów, które chciałam wtedy skończyć. Potem ten projekt zszedł na dalszy plan, wracałam do niego od czasu do czasu, opowiadałam o nim ludziom, potem znów odkładałam na bok. To był bardzo powolny proces - mówi autorka.
Posłuchaj audycji w Trójce:
"Miałam przeczucie, że pewnego dnia będę musiała napisać tę książkę"
Mimo upływu lat Balle zachowała w pamięci moment narodzin pomysłu. Szczególnie zapamiętała sytuację, w której podczas rozmyślania nad historią o zatrzymaniu czasu zauważyła, że przestał działać jej budzik.
- Z tamtego okresu pamiętam tylko jedno – pomysł przyszedł mi w kuchni mieszkania, które dzieliłam z dwiema innymi kobietami. Byłyśmy młodymi studentkami, a moje kolejne wspomnienie dotyczy nieco późniejszej chwili. Nie wiem, czy było to tego samego dnia, czy trochę później. Pamiętam jednak, że kiedy rozmyślałam nad tym pomysłem, to spojrzałam na budzik i czas się zatrzymał. To było dziwne, bo w takich momentach myślisz: "O rany, wpadłam na pomysł o zatrzymaniu czasu, a teraz mój budzik przestaje działać". A zwyczajnie wypadła z niego bateria, nie ma w tym nic mistycznego. Ale człowiek myśli, że wydarzyło się coś bardzo dziwnego - mówi gościni audycji.
Jednym z elementów, które zmieniały się wraz z dojrzewaniem koncepcji, była data powtarzającego się dnia. Początkowo Balle brała pod uwagę 17 października. Dopiero podczas właściwej pracy nad historią uznała, że odpowiednią datą będzie 18 listopada.
- Miałam przeczucie, że pewnego dnia będę musiała napisać tę książkę. Kiedy zaczęłam o niej na poważnie myśleć, to był 17 października. Na początku myślałam, że akcja będzie się dziać latem, ale uznałam, że to nie pasuje, więc wybór padł na 17 października. Jednak kiedy zaczęłam pisać, powoli dochodziłam do wniosku, że to musi być inny dzień, a kiedy dotarłam do 18 listopada, poczułam, że to jest to, że to jest właśnie ta data - mówi Balle.
Całości rozmowy można posłuchać w tym miejscu.