Biuro rzeczy zagubionych i znalezionych w "Listach na M."

Przy okazji pierwszego dnia września w "Listach na M." nie skupialiśmy się na szkole. Zamiast tego Justyna Grabarz zapytała o najciekawsze i najbardziej niecodzienne rzeczy, jakie zdarzyło się nam znaleźć lub zgubić. 

Biuro rzeczy zagubionych i znalezionych w "Listach na M."

Justyna Grabarz

Foto: Cezary Piwowarski/Polskie Radio

Punktem wyjścia do kolejnego spotkania w "Listach na M." była wiadomość wysłana na Myśliwiecką 3/5/7 z Gliwic we wrześniu 1990. Jego autorka, Danusia, pozdrowiła na przykład Łukasza, któremu zamierzała też przekazać znalezione na ulicy kluczyki do samochodu. 

Posłuchaj audycji Trójki

Co gubimy oraz znajdujemy?

Jedną z najczęściej gubionych i znajdowanych rzeczy jest - co raczej nie dziwi - portfel. W telefonach do Trójki pojawiły się opowieści o portfelach pozostawianych w kościele czy na dachu samochodu. Pojawiły się też jednak dowody osobiste, czapki, długopisy. Zdarzyło się też, że ktoś zgubił... płytę. - Byłem ze znajomymi w Szczecinie w kawiarnii i zakupiłem płytę Depeche Mode "Black Celebration". Wyszliśmy z tej kawiarni, płytę zostawiłem. (...) Niestety wróciłem po kilkudziesięciu minutach i płyty nie było; czar prysł - wspomina słuchacz.

Michał Kowarski wybrał się natomiast z trójkowym mikrofonem do Biura Rzeczy Znalezionych. Na jego skład trafiły między innymi walizki, komplet kół, wentylator, grill elektryczny, czy masa telefonów komórkowych. - Każdego roku trafia do nas kilkaset sztuk (zagubionych przedmiotów - red.). W zeszłym roku mieliśmy ich ponad 800. Zdarzają się hulajnogi elektryczne, instrumenty muzyczne, były też takie rzeczy jak spadochron - wymienia jeden z pracowników biura i dodaje, że w przeszłości trafiły do nich również dość niecodzienne zguby. - Nawet scenariusze filmowe w segregatorach, na szczęście wróciły do producenta. Zdarzały się też dokumentacje biegłych sądowych.

Kamil Kucharski