"Książka przypadkowo okazała się prorocza". M.T. Anderson w Trójce
W audycji „Wszystkie Książki Świata” Michał Nogaś rozmawiał z amerykańskim pisarzem M.T. Andersonem, autorem wydanej w 2002 roku książki "Feed". Autor opowiedział o wizjach przyszłości, wpływie Stanisława Lema na jego twórczość oraz o tym, co najbardziej motywuje go do pisania.
M.T. Anderson we "Wszystkich Książkach Świata"
Foto: screen/youtube.com/NIU STEAM
"Feed" M.T. Andersona ukazał się w 2002 roku, ale ponad dwie dekady później przedstawiona w nim wizja świata wydaje się zaskakująco aktualna. Amerykański autor książek dla dzieci i młodzieży był gościem Michała Nogasia w audycji "Wszystkie Książki Świata". Opowiedział o tym, co zaskoczyło go w rozwoju technologii, jak na jego twórczość wpłynął Stanisław Lem i co najbardziej motywuje go do pisania książek.
"Wiele osób mówi mi, że ta książka zupełnie przypadkowo okazała się prorocza"
Anderson przyznaje, że nie chciał, aby świat przedstawiony w "Feed" okazał się tak bliski otaczającej nas rzeczywistości. Jedną z rzeczy, których nie był w stanie przewidzieć, było natomiast to, że Donald Trump zostanie prezydentem USA.
- Wiele osób mówi mi, że ta książka zupełnie przypadkowo okazała się prorocza. I przepraszam, bo nie chciałem mieć racji. Napisałem ją 25 lat temu i jestem nieco zaskoczony i przygnębiony tym, jak to się potoczyło. Być może najdziwniejszą rzeczą, na którą ktoś zwrócił mi uwagę, a nie czytałem tej książki od wielu lat, było coś, co dostałem na dawnym Twitterze: "Hej, czy przewidziałeś, że Trump zostanie prezydentem?". Okazało się, o czym zapomniałem, że prezydent w książce nazywa się Trumbull. Musiałem więc odpowiedzieć "nie". Odpowiedziałem, że nie, że nie wyobrażałem sobie, że Trump zostanie prezydentem, to wykracza poza moje możliwości przewidywania = mówi gość audycji.
Technologia nie była jednak dla Andersona najważniejszym tematem książki. Miała przede wszystkim znaczenie symboliczne. Za "Feed" stały również młodzieńczy gniew autora oraz jego sprzeciw wobec wszechobecnego marketingu i mechanizmów kapitalizmu.
- Sama technologia nie była dla mnie aż tak istotna. W książce miała ona wymiar symboliczny. Chodziło mi bardziej o uczucie, które towarzyszyło mi w czasach, gdy byłem nastolatkiem, a mówimy tu o latach 80. Oto wrażenie z tamtych lat – że głos reklamy już przeze mnie przemawiał, a sposób, w jaki rozumiałem własne nadzieje, marzenia i pragnienia, miał swoje odzwierciedlenie w obrazach reklamowych. Czułem się tak, jakbym częściowo został ukształtowany przez amerykańską reklamę. Technologia była dla mnie pretekstem do podjęcia tego tematu. Myślę, że jedną z moich największych inspiracji jest tutaj polski pisarz Stanisław Lem, który robił coś podobnego. Jego książki to nie tylko opowieść o planetach pokrytych świadomym oceanem, ale też historie o zupełnie innych sprawach. Chciałem więc, by ten element science fiction stał się symbolem tego, co już wtedy czułem, a także mojego gniewu wobec głosu, który bez przerwy mi szeptał: "Jeśli to kupisz, będziesz kochany", "Jeśli to kupisz, ludzie będą się do Ciebie garnąć". To była właśnie młodzieńcza złość. Będąc nastolatkiem, byłem wściekły, jak marketing mnie zastraszał. Czułem, że muszę znaleźć sposób, by o tym opowiedzieć. Myślę, że jednym z najlepszych powodów, żeby napisać książkę, jest chęć dania komuś w mordę, kiedy nie można tego zrobić. I to jest doskonały przykład takiej sytuacji – napisałem ją właśnie pod wpływem tego gniewu. Wydaje mi się, że żeby przepowiedzieć przyszłość, wcale nie trzeba znać się na technologii. Trzeba rozumieć kapitalizm i to, dokąd on zmierza. I niestety myślę, że to w ten sposób przypadkowo udało mi się przewidzieć rzeczy, które faktycznie się wydarzyły – mówi pisarz.
Posłuchaj audycji w Trójce:
- Wszystkie Książki Świata
- M.T. Anderson: "Feed" to przepowiednia, która zaczęła się spełniać na naszych oczach
O Lemie i sztucznej inteligencji
Wśród autorów, którzy najmocniej wpłynęli na Andersona, znalazł się Ray Bradbury. Szczególne znaczenie dla jego sposobu myślenia o science fiction miał jednak również Stanisław Lem, którego "Cyberiadę" przeczytał jeszcze jako dziecko.
- W młodości czytałem mnóstwo książek amerykańskiego pisarza Raya Bradbury’ego. Zrobił on na mnie ogromne wrażenie, zwłaszcza jego "Kroniki marsjańskie:. Na pierwszy rzut oka to zbiór opowiadań o tym, jak ludzie kolonizują Marsa. Ale tak naprawdę jest to książka o tym, jak skolonizowano Stany Zjednoczone i czym one są. To opowieść o małomiasteczkowej Ameryce, mimo że jej akcja rozgrywa się na Marsie. To była jedna z moich inspiracji. Uważam, że wielki wpływ wywarł na mnie Lem, szczególnie gdy jako 10-, 11-latek przeczytałem "Cyberiadę". Podobał mi się jej żartobliwy ton, ale też fakt, że opowieści o robotach mogą nabrać tak mocno politycznego charakteru. Zaczytywałem się też wtedy w klasykach science fiction, jak Isaac Asimov i jemu podobni. Naprawdę fascynowałem się fantastyką naukową, ale pociągała mnie idea imperatywu moralnego, który krył się za niektórymi z tych dzieł. Zastanawiam się czasem, co interesuje mnie w tym świecie. Kiedy myślę o tym, co jest dla mnie ważne i o czym chcę pisać, dochodzę do wniosku, że choć mój "Feed" jest romansem - opowiada o chłopcu i dziewczynie, którzy się w sobie zakochują - to wątek miłosny nie za bardzo mnie fascynuje. Niezbyt obchodzi mnie to, czy fikcyjne postacie się w sobie zakochują, czy nie. Tym, na czym naprawdę mi zależy, są pytania o sprawiedliwość, o to, czy ludzie cierpią niepotrzebnie, czy ludzie stają się najlepszą wersją samych siebie i czy możemy pomóc tym, którzy są wokół nas. Te kwestie mają dla mnie największe znaczenie i motywują mnie do pisania science fiction – mówi gość Michała Nogasia.
Spośród technologii, których rozwój najmocniej zaskoczył Andersona, na pierwszy plan wysuwa się sztuczna inteligencja. Pisarz przyznaje, że spodziewał się podobnego przełomu znacznie później.
- Tempo rozwoju sztucznej inteligencji mocno mnie zaskoczyło. Nie sądziłem, że za mojego życia stworzymy jeszcze wiarygodną sztuczną inteligencję. Powiedziałbym bardziej, że nastąpi to w 2040 roku. Muszę więc przyznać, że byłem oszołomiony, kiedy kilka lat temu pojawił się ChatGPT. Myślę, że to doskonały przykład technologii, której wiele osób wcale nie chce. Ale wszyscy w jakiś sposób ucierpimy z powodu tego, co z nami zrobi - mówi autor.
- Ogłoszono nominacje do IX edycji Pomorskiej Nagrody Literackiej "Wiatr od morza"
- Polskie wydawnictwo z prestiżową nagrodą. To pierwsze takie wyróżnienie dla Polaków
Mateusz Wysokiński