"Rozmowa w Trójce" o punkcie zwrotnym dla platform (anty)społecznościowych

Australia ograniczyła nieletnim dostęp do Facebooka, a Francja i inne kraje próbują to zrobić. W USA, ale także we Włoszech, toczą się procesy przeciw platformom społecznościowym. O zmianie podejścia do technologii z Sylwią Czubkowską rozmawia Agnieszka Lichnerowicz.

"Rozmowa w Trójce" o punkcie zwrotnym dla platform (anty)społecznościowych

Sylwia Czubkowska gościnią Agnieszki Lichnerowicz w porannej "Rozmowie w Trójce"

Foto: Jerzy Dudek/Dzien Dobry TVN/East News

Sylwia Czubkowska jest dziennikarką specjalizującą się tematyce cyfryzacji. Wielokrotnie nominowana i wyróżniana za swoje publikacje, jest m.in. autorką książek "Chińczycy trzymają nas mocno. Pierwsze śledztwo o tym, jak Chiny kolonizują Europę, w tym Polskę" (2022) oraz "Bóg techy. Jak wielkie firmy technologiczne przejmują władzę nad Polską i światem" (2025). Od 2021 z Joanną Sosnowską prowadzi podcast "Techstorie".


Platformy społecznościowe szkodliwe jak papierosy

Wydaje się, że jeżeli chodzi o ochronę nastolatków dzieci do 16 roku życia przed różnymi szkodliwymi aspektami przebywania na platformach społecznościowych to społeczeństwa na całym świecie zaczynają tracić cierpliwość. Można powiedzieć, że to przypomina sytuację sprzed 15 lat dotyczącą papierosów i zakazu palenia w miejscach publicznych i restauracjach. Czyżby nadchodził taki moment dla platform zarządzających mediami społecznościowymi?

- Bardzo możliwe, że jest to właśnie taki punkt zwrotny - także pod kątem prawnym. Bo już zmienił nam się pobłażliwy stosunek do tego, jak funkcjonują platformy głównie społecznościowe, ale także inne: zachwyty się skończyły. Przykład z papierosami jest bardzo dobry: ludzie wiedzieli, że papierosy szkodzą, ale wprowadzenie 15 lat temu zakazu palenia papierosów w restauracjach wzbudzało ogromne opory społeczno-biznesowe. Straszono, że padną biznesy, że to zaburza kulturę spotykania się, ale szybko przyzwyczailiśmy się do dobrego i na przykład tego, że po powrocie z knajpy ubrania nie śmierdzą papierosami. Nie mówiąc już o zdrowiu… - mówiła Sylwia Czubkowska.

- Dzisiaj jest podobnie: wiemy, że jest tam [na platformach społecznościowych - red.] bardzo dużo skutków ubocznych mających negatywny wpływ na dzieci i ale nie tylko. Że bardzo często te usługi są zaprojektowane w sposób, który ma być skuteczny biznesowo - a że jest też szkodliwy, to trudno… Ale teraz mamy do czynienia z ogromną zmianą prawną. I nie ma chyba tygodnia, żeby nie był ogłaszany kolejny proces, albo wyrok w dużym procesie, przede wszystkim przeciwko Mecie, właścicielowi Facebooka. Ale na tapecie jest także TikTok, Snapchat, te procesy dotyczą także Google’a, właściciela YouTube’a - wymieniała.


Czy "tobacco moment" jest już bliski?

Te procesy dotyczą przede wszystkim Stanów Zjednoczonych, bo prawo przewiduje tam ogromne kary finansowe. Taki proces, wytoczony przez organizacje społeczne, trwa również we Włoszech. Skonstruowany bardzo podobnie do procesów amerykańskich, dotyczy usług, które celowo wpędzają w dłuższe użytkowanie - tzw. infinitive scroll, czyli niekończącego się scrollowania. Jednym z postulatów jest także zakaz zliczania lajków pod postami, czyli, żeby system nie pokazywał zaangażowania.

Jednak na gigantach cyfrowych nie jest łatwo wymusić jakiekolwiek zmiany. To jest o tyle zrozumiałe, że ich wprowadzenie sprawi, że przestaną na nas zarabiać. A to może oznaczać problemy finansowe. - Dopiero co skończył się proces w Nowym Meksyku gdzie łączne kary wyniosły prawie miliard dolarów - to bardzo dużo. I jesteśmy teraz na początku kolejnego, ogromnego procesu, wytoczonego przez 29 stanów. Meta jest w nim zagrożona kosmiczną karą nawet do 100 miliardów dolarów! - wskazała rozmówczyni Agnieszki Lichnerowicz. - Dlaczego to może być ten "tobacco moment"? System prawny w Stanach Zjednoczonych oparty jest na precedensie. I procesy takie właśnie, jak te z Nowego Meksyku czy wcześniejszy z Kalifornii (też przegrany przez Metę i Google’a), traktuje jako tak zwane procesy testowe. To znaczy, że na ich podstawie sądy amerykańskie mogą uznać, że jest wykładnia precedensowa we wszystkich innych podobnych procesach. A tych spraw jest już złożonych już kilka tysięcy - wyjaśniła.

Antytechnologiczny backlash i opór Big Techów

Jednak mimo tych wszystkich działań, nie wiadomo, kiedy, jak i czy w ogóle zmiany zostaną wdrożone. Chociaż przykład Australii napawa optymizmem i w skazuje, że jest to możliwe. Z drugiej strony siła Big Techów jest ogromna, a ich opór - bardzo silny. Przykładem może być Google, który mimo kilku przegranych procesów nadal ma pozycję dominującą na rynku przeglądarek.

- Nie wiem, jak to się skończy. Nawet uczestnicy tych procesów i sędziowie wydający wyroki nie wiedzą jak to się skończy. Ale ten backlash, czyli antytechnologiczny zwrot, bunt jest bardzo wyraźny. Żeby było jasne: to nie jest bunt antytechnologiczny, tylko bunt przeciwko patologizacji technologii. I to jest bardzo wyraźnie - stwierdziła.

 

Piotr Radecki