Maciej Buchwald: robić "1670", to jak być trenerem reprezentacji Polski
Wystartował trzeci sezon serialu "1670". A Katarzyna Borowiecka w audycji "Wszystko Wszędzie Teraz" rozmawiała z jego reżyserem, Maciejem Buchwaldem, o kulisach realizacji.
Maciej Buchwald
Foto: zasoby prywatne Macieja Buchwalda
"1670" to komediowy serial komediowy zrealizowany w konwencji mockumentu. Głównym bohaterem jest zaściankowy szlachcic Jan Paweł Adamczewski (Bartłomiej Topa), właściciel "mniejszej połowy" wsi Adamczycha. Jego marzeniem jest zostanie "najsłynniejszym Janem Pawłem w historii Polski, najpotężniejszego państwa na świecie". Ma żonę Zofię (Katarzyna Herman), oraz trójkę dzieci: Anielę (Martyna Byczkowska), Jakuba (Michał Balicki, od drugiego sezonu Filip Zaręba) i Stanisława (Andrzej Kłak). Reżyserami serialu są Maciej Buchwald i Kordian Kądziela, za scenariusz odpowiada Jakub Rużyłło.
Serial, który żyje własnym życiem
5 sierpnia miała miejsce premiera trzeciego sezonu serialu "1670". W ostatnich latach stał się nie on tylko niekwestionowanym telewizyjnym hitem, ale wręcz zjawiskiem kulturowym.
- Ten serial żyje już swoim życiem: każdy ma swoje wyobrażenia na jego temat, każdy kocha w nim inne rzeczy. Ludzie kłócą się na forach, czy to dobrze, że np. z tą postacią stało się to, a nie coś innego. Miałem teraz spotkanie nad morzem z grupą fanek, które mi mówiły, że jest duża kłótnia na temat pewnych wątków, przede wszystkim miłosnych. I to było niesamowite - mówiły o tych postaciach, jak o żywych ludziach! To dla mnie z jednej strony jest trochę przytłaczające, ale też niesamowite i urocze - mówił Maciej Buchwald. - Często porównuję robienie tego serialu, oczywiście przy zachowaniu skali, do… bycia trenerem reprezentacji Polski. Wszyscy kibice wiedzą najlepiej, jak ma grać reprezentacja. I jak nasi przegrają, to jesteś nieudacznikiem. I tutaj też każdy wie, jak ten serial ma wyglądać, jakie tam powinny być żarty… Więc jest to trudne, a jednocześnie masz za sobą rzesze tych kibiców, co jest też ogromnym wsparciem - tłumaczył.
Panorama 1670 i fanfiki
Z okazji premiery we Wrocławiu, w Hali Stulecia otwarto wystawę, której najważniejszym elementem jest Panorama 1670 - oczywiście o 1670 mm dłuższa "od tej drugiej". Nie zmienia to faktu, że "ta druga" Panorama, czyli Racławicka, bardzo współpracowała i pomagała. Co, jak przyznał gość Katarzyny Borowieckiej, było dla niego bardzo ważne i dało dodatkową motywację przy realizacji serialu. Zresztą taką sympatię i wsparcie ekipa dostaje także od innych instytucji, np. przy premierze kolejnego sezonu "1670", Muzeum Narodowe wrzuciło a propos swojej kolekcji żarty nawiązujące do serialu.
- A jeśli chodzi o fanów, to mamy niesamowite grupy, które tworzą różnego rodzaju sztukę pod tytułem "Postacie z serialu jako kotki" lub "Postacie z serialu jako kucyki Pony". Jest też jedna fanka, która robi sztukę poświęconą wyłącznie fantazyjnemu wątkowi, którego nie ma w serialu: miłości księdza Jakuba do Marcina. Ojciec Jakub jest zresztą bohaterem chyba największej ilości fanfików. Jest ikoną stylu, mody, swobody tożsamościowej, co jest wspaniałe. To też jest trochę czasami szalone, bo ludzie tatuują sobie motywy z serialu, teksty, wizerunki postaci - opowiadał. - Siedzimy nad tym serialem ponad pięć lat non stop i zdarzają się różne momenty, bo nie jest proste robić to wszystko. Również w sensie realizacyjnym to jest duży, trudny serial. I kiedy czasami, w momentach zwątpienia, zauważasz te wszystkie rzeczy, to wraca ci pewność, że jest dla kogo to robić. Bo chyba najgorsze dla artysty robienie w pustkę i obojętność. To, że są zachwyty i krytyka - ktoś uważa, że to wspaniały serial, ktoś uważa, że nie jest wspaniały, że trzeci sezon jest najlepszy, albo, że najgorszy - to jest ok. To dużo lepsza sytuacja, niż gdybyśmy to wypuścili i nikt by o tym nic nie mówił. To byłoby przykre, a ten cały wysiłek kompletnie zbyteczny - przyznał.
I cóż, że ze Szwecji?
Operatorem w "1670" jest Szwed, Nils Croné, który zresztą zagrał dwa małe epizody w pierwszym i drugim sezonie. A w trzecim sezonie serialu pojawiła się postać Szweda. - Kilka osób napisało, że "to fajnie, że Nils dostał taką dużą rolę". Ale to jest Leif Edlund, szwedzki aktor, który zresztą znał się z Nilsem jeszcze ze Szwecji, i został przez niego polecony. I na planie był jak ten Szwed w wiosce: kompletnie nic nie rozumiał. Więc Nils robił dodatkowo za tłumacza - przyznał Trójkowy gość. - To było bardzo śmieszne, bo my mówiliśmy po polsku, a on nie wiedział co się dzieje. Oczywiście, kiedy reżyserowałem, mówiłem do niego po angielsku, ale czasami czegoś nie rozumiał. Wtedy podchodził do niego Nils i gadali po szwedzku. I cała ekipa stała nie rozumiejąc, o czym oni gadają. To było komiczne, bo mogli mówić wszystko - kto wie, czy się z nas nie śmiali, czy nie planowali buntu szwedzkiego… - opowiadał ze śmiechem.
- Skończyło się to dobrze: ludzie bardzo polubili ten wątek, ja też go bardzo lubię. Fajnie, że ta postać przyjęła się w naszym serialu: dzięki niej przekonujemy się, jakie polskie słowa są rozumiane na całym świecie - dodaje.
Całej rozmowy można posłuchać »TUTAJ«.
Piotr Radecki