Ogromna cena mówienia własnym głosem, czyli o książce "Będziesz wrzeszczeć"
Punk rock i szeroko pojęta alternatywa zawsze były symbolem nieskrępowanej wolności, sprzeciwu wobec skostniałych zasad. Ale czy naprawdę tak było? O książce, która ukazuje lekceważone, deprecjonowane i w efekcie, zapomniane albo wręcz specjalnie pomijane fragmenty tamtej rzeczywistości, z jej autorką, Magdaleną Czubaszek w audycji "Plik Tekstowy" rozmawia Max Cegielski.
Magdalena Czubaszek gościnią Maksa Cegielskiego w audycji "Plik Tekstowy"
Foto: Piotr Podlewski / Polskie Radio
Koniec lat 70. i lata 80. XX w. Podziemna scena muzyczna pulsuje, buntownicza i niepokorna. Zakazane teksty, małe kluby, a w nich chłopaki z gitarami, przy mikrofonach, w świetle reflektorów. A gdzie są dziewczyny? To ich śladem ruszyła Magdalena Czubaszek, laureatka Konkursu Reporterskiego Wydawnictwa Poznańskiego. Szukała ich w skrawkach cudzych opowieści, na starych blogach i forach internetowych. Odsłuchiwała koncerty nagrane na kasetach, przeglądała zapomniane recenzje na mikrofilmach. Rozmawiała z wokalistkami, pianistkami, basistkami: z tymi, które grały, i z tymi, które zamilkły, bo nikt nie traktował ich poważnie. Z tymi, które pamiętają wszystko, i z tymi, które wolałyby zapomnieć. Tak powstała opowieść o tym, co znaczyło być dziewczyną w środowisku, które domagało się wolności, ale stosowało własną, niepisaną hierarchię. O scenie, która krzyczała "precz z władzą", ale jednocześnie twardo egzekwowała własną - bo podziemie też miało szklany sufit. Czy dziewczynom udało im się go przebić i jaką cenę za to zapłaciły?
Czy można wykorzenić w sobie mizogina?
Jak się okazuje, ku zaskoczeniu autorki, ale również autora audycji, różne znane postaci nie chciały, żeby ta książkę powstała. - Tak, od początku, kiedy myślałam o tym temacie. To jakiś paradoks, bo mamy środowisko alternatywne, które przecież powinno być bardzo wolnościowe, uznające, że tutaj jest miejsce dla wszystkich. Może nie od razu, że "walczymy z komuną", bo co do tego zdania są podzielone, ale jednak… No i się okazuje, że jedni byli bardziej uprzywilejowani, niż inni - i kobiety ewidentnie miały trudniej, miały gorzej - mówi Magdalena Czubaszek, autorka książki "Będziesz wrzeszczeć. Dziewczyny na polskiej scenie alternatywnej lat 80.". - Nie wiem, jak jest teraz. I nie wiem, czy niektórzy, kiedy przeczytali tę książkę, to sobie uświadomili. Kamil Sipowicz, z którym też jest rozmowa w tej książce, też dzieli się taką wątpliwością, że nie wie, czy to w ogóle jest możliwe, wykorzenić z siebie tego mizogina. No, to jest grubo, że on w ogóle to pomyślał i to powiedział - stwierdza.
Magdalena Czubaszek "Będziesz wrzeszczeć. Dziewczyny na polskiej scenie alternatywnej lat 80." Przemoc, ignorancja i brak szacunku
Kamil Sipowicz, znany jest słuchaczom przede wszystkim jako wieloletni partner i mąż Kory. Jednak jest on również dziennikarzem, badaczem, m.in. autorem książki "Hipisi w PRL-u". I osobą, która w latach 70. i 80. była w środowisku alternatywnym, znała je i, można powiedzieć, nim "nasiąkła". Prowadzący zwrócił uwagę na dużą różnicę pokoleniową, a co także za tym idzie, na spotkanie dwóch bardzo różnych wrażliwości.
- Ja urodziłam się później, w roku 1989, więc jest różnica między nami, w naszym podejściu i w tym, jak widzimy rock’n’rolla, punk rocka i w ogóle rolę kobiet na tej scenie. I to uprzywilejowanie wynikające z tego, że jest się facetem, znaczy miało się z tego tytułu łatwiej, często było się faworyzowanym i nie spotkało się przemocowych zachowań. Nie sądzę, żeby miał takie sytuacje, że jechał pociągiem i się bał, bo naprzeciwko siadał gość i się onanizował, że kiedy grał z zespołem, to brat mu mówił, że się nie liczy, że tu tylko pomaga, że kiedy sobie poszalał łóżkowo-imprezowo, to był nazwany słowem na k… To po prostu inna płeć: tu mężczyzna, tu kobieta. Te podziały też dziś, ale szczególnie wtedy, w czasach komunizmu, były tak silne, że po prostu kobieta, już tym samym, że wchodziła na scenę, że tam była, je łamała - tłumaczy rozmówczyni Maksa Cegielskiego. - Nawet, jeśli wszyscy teraz powiedzą "myśmy je dobrze traktowali". Zresztą wiele osób tak właśnie mówiło. A ja idę na koncert zespołu Oczy Czarne - one naprawdę miały mega grube przejścia - które po latach jednak się zebrały i grają. One zawsze miały małe, kameralne koncerty, cichutko nagłośnione, a chłop, który mi mówił, że "tu się nic nie działo", przeszkadza w tym występie: stoi na środku z kolegą, gadają, śmieją się. Aż wokalistka musi użyć mikrofonu i powiedzieć "Halo, chłopcy, czy my już możemy, czy mam poczekać?". To właśnie jest różnica tej wrażliwości - opowiada.
- To jest pewien rodzaj ignorancji i braku szacunku, z którym, jak jesteś kobietą, to uczysz się po prostu żyć, i na różne sposoby sobie z tym radzisz. Czasami to internalizujesz i uważasz, że to się należy, albo masz "syndrom oszusta" - dodaje.
Cena poza męską wyobraźnią
- W ogóle w punk rocku zawsze był taki vibe, że jak zacząłeś chodzić w skórze, czy słuchać jakiś zespołów, to zawsze znalazł się jakiś kolega, który musiał zadać pytanie "no dobra, to wymień trzy pierwsze płyty The Clash". I już egzamin, czy masz prawo nie tyle się etykietować, co w ogóle tu być. (…) Kobiety, które chciały grać na własnych zasadach, mówić własnym głosem - to absolutnie było niemożliwe. A jeżeli było możliwe, to za taką cenę, że, jak myślę, żaden mężczyzna nie mógłby sobie tego wyobrazić. A dzisiaj także z trudem - wskazuje Magdalena Czubaszek.
Całej rozmowy można posłuchać »TUTAJ«.
Piotr Radecki