"Mario kochana, błagam! Przeczytaj to". O kempingach w "Listach na M.""

Wypoczynek pod namiotem wciąż ma wielu zwolenników, a kempingi nie tracą na popularności. W audycji "Listy na M." Mateusz Tomaszuk wrócił do listu słuchaczki Eweliny z 1989 roku, w którym słuchaczka opisała swoje poszukiwania radia odbierającego Trójkę podczas wakacyjnego pobytu na kempingu. Jej historia stała się pretekstem do wspomnień słuchaczy o dawnych wyjazdach, namiotach i wakacyjnych wieczorach spędzanych przy radiu.

"Mario kochana, błagam! Przeczytaj to". O kempingach w "Listach na M.""

"Listy na M."

Foto: Program Trzeci Polskiego Radia

Kemping nad morzem, poranna kawa z turystycznego czajnika, wieczorne ognisko, gitara i radio, bez którego trudno było wyobrazić sobie sobotę. W "Listach na M." wróciliśmy do 1989 roku za sprawą niezwykłego listu 15-letniej Eweliny ze Staszowa. Podczas wakacji w Sopocie nastolatka chodziła od namiotu do namiotu, szukając odbiornika, na którym mogłaby posłuchać Listy Przebojów Trójki. Pytała obcych ludzi o możliwość dołączenia do wspólnego słuchania, bo nie chciała przegapić ani sobotniej audycji, ani głosu Marka Niedźwieckiego. Historia Eweliny stała się pretekstem do rozmowy o dawnych i współczesnych kempingach.

"Mario kochana, błagam! Przeczytaj to"

List słuchaczki Eweliny przytoczył na antenie Mateusz Tomaszuk. Jego autorka opowiedziała, jak wielkie znaczenie miała dla niej Lista Przebojów Trójki i jak wiele była gotowa zrobić, aby nie przegapić kolejnego notowania - nawet podczas wakacyjnego pobytu na sopockim kempingu.

– Kochana Mario! Piszę do Ciebie jako wierna, choć dopiero 15-letnia słuchaczka "Listy". Chodzę do pierwszej klasy Liceum Ogólnokształcącego w Staszowie. Listę odkryłam przy 295. notowaniu. Teraz słuchanie kolejnych notowań jest już moim przyjemnym nałogiem. Bo wiesz, gdy nie mogę słuchać Listy z przyczyn ode mnie niezależnych, po prostu źle się czuję, ale na szczęście takie sytuacje zdarzają się niezmiernie rzadko. Mario, opowiem Ci pewne śmieszne zdarzenie. Otóż w wakacje 1988 roku, tak jak co roku, byłam pod namiotem w Sopocie, w Kamiennym Potoku, na kempingu nr 19. To jest dość dobry, międzynarodowy kemping. No i w końcu przyszła sobota: LISTA!!! Pochodziłyśmy z koleżanką po alejkach, zaczepiłyśmy kilku obcokrajowców z samochodami, jednak ich samochodowe radia nie odbierały Trójki. Pochodziłyśmy jeszcze trochę, pytałyśmy, szukałyśmy i nic. To znaczy nawinął się jakiś chłopaczek z radiem, ale powiedział nam, że niestety wyczerpały mu się baterie. No i tym sposobem nie słuchałam Listy. Za tydzień byłyśmy mądrzejsze. Poszłyśmy na pobliski kemping krajowy, na którym Listy słuchano w bardzo wielu namiotach – zasuniętych i raczej dla nas niedostępnych. Kilku chłopców zaproponowało nam posłuchanie disco, a my: :Nie, nie, może innym razem".

Cóż, chęci mieli. Ale my znów nie mogłyśmy posłuchać miłego głosu pana Marka, którego proszę ode mnie pozdrowić, oraz naszego ukochanego kącika i naszej ukochanej Marii. Chcemy się trochę podlizać, ponieważ chcemy prosić o przekazanie pozdrowień. Od Eweliny W. ze Staszowa dla całej klasy I C z Liceum Ogólnokształcącego w Staszowie. Droga Mario, jeżeli możesz, bardzo proszę o przeczytanie tego ogłoszenia, bo powiedziałam ludziom w klasie, żeby w sobotę słuchali Listy. Sama rozumiesz, jak to będzie, jeśli tego nie przeczytasz. Głupio zrobiłam, że powiedziałam im o tym, więc pozostaje mi tylko cierpliwe czekanie. Mario kochana, błagam! Przeczytaj to. Pozdrawiam, Ewelina – przeczytał Mateusz Tomaszuk.

Posłuchaj audycji w Trójce:

Czy słuchacze nadal jeżdżą pod namioty?

W odpowiedzi na historię Eweliny odezwali się słuchacze Trójki, którzy opowiedzieli o swoich współczesnych doświadczeniach z kempingami. Jeden z nich podkreślił, że wyjazd pod namiot może być szczególnie wartościowy dla rodzin z młodszymi dziećmi. Sam wybiera taką formę noclegu również podczas festiwali muzycznych.

- My z dziećmi cały czas jeździmy pod namioty. Mamy dwa czy trzy namioty w tym momencie. Chciałem polecić rodzicom z młodszymi dziećmi wyjazdy na pole namiotowe, bo to jest świetna sprawa. Dzieci w naturalny sposób poznają rówieśników. Siłą rzeczy, kiedy są pod namiotem, przebywają na świeżym powietrzu. Sam jeżdżę na festiwale zawsze pod namiot, bo to jest najlepszy sposób spędzania czasu w wakacje - mówi słuchacz.

Podobnymi doświadczeniami podzielił się pan Dawid. Jak opowiada, jego pięcioletni syn doskonale odnalazł się podczas wypoczynku nad jeziorem, bez ekranów i zasięgu, za to z grami, wspólnym gotowaniem i czasem spędzanym na świeżym powietrzu.

- Akurat w sobotę byłem z pięcioletnim synem nad jeziorem Górzno. Niesamowite przeżycie dla młodego. Zero ekranów, zero zasięgu, tylko szachy, karty, warcaby, grill i kuchenka gazowa. Polecam - opowiadał słuchacz.

Pani Gosia z Mogilna wróciła natomiast pamięcią do 1982 roku. Obawiała się wówczas, że wyjazd na szkolny biwak oznacza konieczność zrezygnowania ze słuchania Listy Przebojów Trójki. Rozwiązaniem okazało się radio na baterie, które od tego momentu towarzyszyło jej podczas kolejnych wyjazdów. Na studiach zabrała je ze sobą nawet na Giewont.

- Rok 1982, początek liceum, fajna klasa, superwychowawca. Już we wrześniu pierwszy biwak nad jeziorem w miejscowości Gołąbki. Chciałam jechać, ale co z Listą Przebojów? Ktoś poradził, że są radia na baterie, i tak się zaczęło. Tych biwaków było wiele, wszyscy słuchaliśmy Trójki. A potem, na studiach, weszłam nawet na Giewont z radiem w plecaku - napisała pani Gosia.

Mateusz Wysokiński