"To modlitwa za kulturę". Hiszpańskojęzyczny album od Cypress Hill
Choć reprezentanci Cypress Hill wielokrotnie nawiązywali do swoich latynoskich korzeni, przez ponad trzy dekady swojej działalności nie nagrali pełnoprawnego albumu studyjnego z utworami w języku hiszpańskim. Do teraz, bowiem zmienił to wydany z końcem lipca jedenasty krążek formacji.
B-Real i spółka wrócili do swoich latynoskich korzeni
Foto: Reynaud Julien/APS-Medias/ABACA/Abaca/East News
Płyta "Dios Bendiga", czyli jedenasty krążek studyjny od Cypress Hill, ukazał się 24 lipca. Choć to pierwszy pełnoprawny album studyjny rapowej formacji w języku hiszpańskim, nie jest to ich pierwszy tego typu album w ogóle. Przypomnijmy, że w 1999 roku wydana została bowiem kompilacja "Los Grandes Éxitos en Español", czyli największe przeboje zespołu nagrane w języku hiszpańskim.
Posłuchaj audycji Trójki
"To coś więcej niż zbiór piosenek". Cypress Hill o nowym albumie
"Dios Bendiga", jak można wyczytać w zapowiedzi albumu, jest hołdem dla latynoskich korzeni Cypress Hill. Ma również pełnić rolę hymnu siły i oporu, nieść nadzieję i wzywać do jedności w obliczu obecnej sytuacji na świecie.
"To coś więcej niż tylko zbiór utworów; to modlitwa za naszą kulturę. Ten album stanowi przypomnienie, że nasze dziedzictwo nie jest tylko trendem, ale też boską spuścizną i przyszłością o zasięgu globalnym" - mówi o albumie B-Real, czyli jeden z wokali rapujących w składzie. "Żyjemy w historycznych czasach dla latynoskiego rapu, poprzez ten projekt chcieliśmy zaprezentować brzmienie, które oddaje hołd naszej historii i niezłomności" - dodaje raper.
Nagranie albumu w całości w języku hiszpańskim i polegając na naszych instynktach było dla nas wyzwaniem. Udowodniliśmy sobie jednak, że jesteśmy w stanie sprostać każdej sytuacji. Chcieliśmy też okazać wdzięczność i wywiązać się z obietnicy złożonej naszym latynoskim fanom. Powrót do naszych korzeni był czymś, co zawsze chcieliśmy zrobić; teraz nadszedł na to właściwy moment" - dodał w komunikacie prasowym Eric Bobo, perkusista Cypress Hill.
Kamil Kucharski/mat. prasowe