"Listy na M." i kartki od żołnierzy nadesłane z dawnej Jugosławii
"Głosuję na piosenkę Metaliki Nothing Else Matters" - to tekst z kartki pocztowej wysłanej do trójkowej listy przebojów 21 sierpnia 1992 r. Takich kartek o identycznej treści, podpisywanych ze stopniem wojskowym np. "szeregowy Krzysztof, Adam, Jarosław…" , wysłano w jednej kopercie 30 sztuk. Wszystkie zostały opatrzone pieczęcią wojskową, a w środku był też list z pozdrowieniami dla "Niedzwiedzia" i pani Marii.
Kartki nadesłane przez polskich żołnierzy z terenu dawnej Jugosławii
Foto: Trójka
Dodatkowo autor listu opisał upalne lato 1992 r. i życie, które po wojnie wracało powoli do normy na tych terenach. Trzeba wiedzieć, że min. w 1992roku w Slunju w dzisiejszej Chorwacji stacjonował Polski Kontyngent Wojskowy w Siłach Ochronnych ONZ. Polski batalion działał w ramach prób rozjemczych pomiędzy siłami chorwackimi a zbuntowanymi serbskimi formacjami. Polscy żołnierze za pomocą anteny satelitarnej słuchali m.in. "Listy przebojów Trójki".
Posłuchaj audycji Trójki
- "Listy na M." - wszystkie wydania audycji
- "Teraz Pieszo". O przygotowaniach do wyprawy Pawła Turskiego
Kartki od żołnierzy przesłane na Myśliwiecką
Po ponad 30 latach Hannie Dołęgowskiej i Michałowi Nogasiowi udało się dotrzeć do autora jednej z tych kartek pocztowych. Tym samym w "Listach na M." usłyszeliśmy pana Wojciecha - starszego chorążego sztabowego rezerwy, obecnie mieszkającego na Mazowszu. - Byłem w kontygencie, w siłach rozjemczych. Aczkolwiek z siłami rozjemczymi miałem mało wspólnego, bo byłem od naprawy sprzętu. (...) Myśmy stali na granicach zwaśnionych stron - wspominał bohater audycji.
- Służbę na misji w Jugosławii zacząłem w kwietniu 1990 roku, jak się nie mylę, skończyłem w grudniu 1992 r. Przesłużyłem 20 miesięcy można powiedzieć, była to moja jedyna misja wojskowa. Może i dobrze, bo w ten czas byłem młodym małżonkiem, trochę na przekór małżonce pojechałem na misję do Jugosławii - wspomina pan Wojciech.
- Powiem tak: dla człowieka szukającego przygód zawsze znajdzie się przygoda, która może bardzo zaważyć na życiu. Byłem młodym małżonkiem i bardzo mi zależało na nowo powstałej rodzinie. Chciałem jak najspokojniej przejść ten konflikt: nie wychylałem się, wypełniałem swoje obowiązki. (...) Były sytuacje, które przyprawiały o trwogę. Słyszeliśmy jak przez nasz teren przelatywały pociski, ale wierzyliśmy, że wykonujemy dobrą rzecz i nic nie ma prawa się nam stać - dodaje rozmówca Michała Nogasia.
Kamil Kucharski