Zaorski na Festiwalu Dwa Teatry: przez piłkę można pokazać każdy konflikt
Jubileuszowy, 25. Festiwal Dwa Teatry w Sopocie zakończy się w poniedziałek, 22 czerwca. A na antenie Trójki Barbara Marcinik rozmawiała na żywo z gościem specjalnym - znakomitym reżyserem Januszem Zaorskim. Czy kogoś dziwi, że tematem przewodnim, chociaż ściśle połączonym z Festiwalem, była piłka nożna?
Janusz Zaorski
Foto: Julia Piecyk
Janusz Zaorski (1947) jest reżyserem filmowym, telewizyjnym, teatralnym i radiowym, scenarzystą i producentem filmowym, okazjonalnie także aktorem. Twórca m.in. filmów "Uciec jak najbliżej" (1972), "Pokój z widokiem na morze" (1977), "Matka Królów" (1982), "Piłkarski poker" (1988), "Szczęśliwego Nowego Jorku" (1997). W latach 1991-1993 prezes Komitetu ds. Radia i Telewizji, w latach 1994-1995 przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.
Kino rozrywkowe, które okazało się dokumentem
Janusz Zaorski nigdy nie ukrywał, że jest wielkim pasjonatem piłki nożnej. Jeden z jego najgłośniejszych filmów to "Piłkarski poker" z Januszem Gajosem w roli głównej, ukazujący kulisy polskiej piłki nożnej i rozgrywek ligowych. Chociaż nakręcony pod koniec lat 80. XX wieku, wciąż okazuje się zaskakująco aktualny.
- Piłka nożna to był bardzo prosty wybór: okna pokoju i kuchni wychodziły na stadion warszawskiej Gwardii. Byłem krnąbrnym dzieckiem, ale uspokajałem się, kiedy widziałem jak się porusza 22 piłkarzy plus na czarno ubrany sędzia - wspomina reżyser w rozmowie z Barbarą Marcinik początki swojej fascynacji i miłości do piłki nożnej. I odnosi się do niesłabnącej popularności słynnego, dzisiaj już kultowego "Piłkarskiego pokera". - Okazało się, że ten film jest najbardziej cytowany w programach publicystycznych, informacyjnych jako… dokument. Nakręciłem film rozrywkowy, a okazało się, że zrobiłem dokument. To niesamowite, że on jest cały czas aktualny. Dlaczego? Bo w piłce nożnej są olbrzymie, bajońskie pieniądze. A tam, gdzie są bajońskie pieniądze, są olbrzymie przekręty - tłumaczy.
Poligon do rozważań o nacjonalizmie i patriotyzmie
Janusz Zaorski zrealizował również film dokumentalny poświęcony Emanuelowi Olisadebe, który w latach 2000-2004 był czołowym piłkarzem polskiej reprezentacji. Rozegrał 25 spotkań w reprezentacji Polski, a strzelając osiem bramek w eliminacjach, był też głównym autorem awansu do finału Mistrzostw Świata w Korei w 2002 roku.
- To był półgodzinny dokument o tym, że piłkarz z Nigerii nie tylko przyjechał grać w warszawskiej Polonii, ale też, po uzyskaniu obywatelstwa, był najlepszym napastnikiem w reprezentacji Polski. Film nazywał się "Biało-czerwono-czarny" i mówił o tym, jak to jest, że grając w klubie jest wygwizdywany, rzuca się w niego bananami, wydaje się odgłosy jakie wydają małpy w dżungli, ale jak gra w reprezentacji Polski to jest "nasz kochany Olisadebe". A więc jaka jest różnica między szowinizmem, nacjonalizmem i patriotyzmem i podobnymi zachowaniami. Te tematy bardzo mnie interesują, a piłka nożna jest fantastycznym poligonem do tego typu rozważań - przyznaje.
"Lubię mieszać rzeczy prozaiczne z tymi najwyższymi"
Także fundamentem, podstawą nagrodzonego w 2019 roku na Festiwalu Dwa Teatry w słuchowiska "Wielka improwizacja" (2019) była piłka nożna, chociaż w tytule słusznie można doszukiwać się nawiązań do dzieła Adama Mickiewicza. A punktem wyjścia jest prawdziwe wydarzenie: - W czasie meczu piłki nożnej Legia Warszawa - Cracovia, spotykają się Kazimierz Dejmek, grany fantastycznej przez Piotra Fronczewskiego i Gustaw Holoubek, w kreacji Jerzego Radziwiłowicza. Z jednej strony byli wspaniałymi znawcami sportu, a futbolu w szczególności, a z drugiej - rozmawiali o rzeczach najważniejszych. I gdzieś tu w tle jest marzec 68 i ta tytułowa Wielka Improwizacja. W efekcie Gustaw Holoubek dał się namówić, żeby zagrać w słynnych "Dziadach" Kazimierza Dejmka - mówi o genezie słuchowiska Andrzej Zaorski. - Bardzo lubię mieszać rzeczy prozaiczne, z tymi najwyższymi: Wielka Improwizacja, Adam Mickiewicz, "Dziady" i tak dalej. W zderzeniu z tym ludycznym widowiskiem, którym jest piłka nożna, nagle nabiera to zupełnie innych sensów. I to doceniło jury. Bardzo jestem z tego zadowolony, bo wiem i mam takie przekonanie, że poprzez piłkę nożna pokazać każdy konflikt, jaki się chce - stwierdza.
"Nasza pokomplikowana, nie prosta historia"
Na tegorocznym Festiwalu Dwa Teatry można obejrzeć spektakl Teatru Telewizji "Ezi" w reżyserii Janusza Zaorskiego. I tutaj ponownie piłka nożna odgrywa bardzo duża rolę, gdyż opowiada o spotkaniu Ernesta Wilimowskiego i Kazimierza Górskiego przed słynnym meczem Polska-RFN w czasie Mistrzostw Świata w 1974 roku.
- To jest opowieść o Erneście Wilimowskim, o tym, że jednego dnia jest się królem a następnego - żebrakiem. To był człowiek, który urodził się, kiedy Polski nie było na mapie, a więc był Niemcem. W wyniku plebiscytu i Powstania Śląskiego, te tereny były przyznane Polsce i on grał w reprezentacji Polski. Ale potem, w 1939 roku, Niemcy wkroczyli i znowu przejęli te tereny. I zmuszali go, żeby grał w ich reprezentacji. On nie chciał, więc jego matkę wysłano do Oświęcimia. Dopiero wtedy załamał się i zagrał w ich reprezentacji… Matkę wypuścili, więc on uratował kobietę, matkę, człowieka. Ale do niego, niestety, przylgnął stempel, że jest zdrajcą, że zdradził, zagrał dla III Rzeszy - opowiada Janusz Zaorski. - W moim przekonaniu ten spektakl, do którego znakomity tekst napisał Robert Talarczyk, w pewnym sensie go rehabilituje, honoruje, bo pokazuje człowieka i jego straszną mękę Andrzej Chyra wciela się w postać Eziego, czyli Ernesta Wilimowskiego, a Zbigniew Zamachowski jest trenerem Kazimierzem Górskim. Trenerem kochanym przez Polaków, który też miał swoje kłopoty, bo kiedy Rosjanie, a potem Niemcy wkraczali do Lwowa, musiał grać dla tych i dla tych. To wszystko jest nasza pokomplikowana historia. Nie taka prosta, nie biała albo czarna - wskazuje.
- Kazimierz Górski piłkarsko nie był tak uzdolniony jak Wilimowski, który zdobył cztery bramki w meczu przeciwko Brazylii na Mistrzostwach Świata. A grając w Ruchu Chorzów zdobył w jednym meczu 10 goli! To jest nieprawdopodobne: nikt tego nie pobije! I Wilimowski został wygumowany za PRL-u - dodaje.
Piotr Radecki