"Piosenka brzmi jak dżungla". Historia Destiny's Child i "Say My Name"

Destiny’s Child było jednym z najpopularniejszych projektów muzycznych lat 90. Tuż przed premierą wielkiego hitu "Say My Name" w zespole doszło jednak do wielu napięć, a praca nad samą piosenką okazała się wyjątkowo żmudnym procesem. Tę historię opowiedział Kuba Ambrożewski w audycji "Piosenka do Wyjaśnienia".

"Piosenka brzmi jak dżungla". Historia Destiny's Child  i "Say My Name"

Destiny's Child w "Piosence do Wyjaśnienia".

Foto: PAP/EFE

Grupa Destiny’s Child pod koniec lat 90. była jedną z największych marek R&B, choć jej działalność nie była wolna od kontrowersji i napięć. Tuż przed premierą hitowej piosenki "Say My Name" z zespołu usunięto dwie członkinie, a samo powstawanie utworu okazało się dużym wyzwaniem. Historię tego przeboju przedstawił Kuba Ambrożewski w audycji "Piosenka do Wyjaśnienia".

R&B z brytyjskim posmakiem w tle

Piosence od samego początku towarzyszyła trudna atmosfera. Przed premierą singla w zespole doszło do konfliktu, który zakończył się zwolnieniem dwóch wokalistek projektu.

- R&B z brytyjskim posmakiem i niesmakiem w tle. Ta druga kwestia wiąże się z rozłamem w zespole, który wydarzył się dokładnie w momencie premiery tego singla. Kwartet Destiny’s Child, znany również jako zespół, z którego wywodzi się niejaka Beyoncé, święcił wielkie triumfy pod koniec lat 90. Na wysokości albumu "The Writing’s on the Wall" doszło do konfliktu między dwiema wokalistkami a menedżerem Mathew Knowlesem - tatą Beyoncé - opowiada Kuba Ambrożewski.

Artystki zostały usunięte z zespołu, a w teledysku doszło do znaczącej podmiany.

- LeToya i LaTavia zostały przez niego usunięte z zespołu, a w teledysku do "Say My Name" jak gdyby nigdy nic fani ujrzeli dwie nowe dziewczyny. Przeoczyć to było trudno, ponieważ klip był emitowany z dużą częstotliwością - mówi prowadzący audycji "Piosenka do Wyjaśnienia".

Wokalistki Destiny’s Child pracowały nad piosenką z uznanym producentem Rodneyem Jerkinsem. To właśnie dzięki nim zetknął się on z nowym gatunkiem muzycznym, który stał się dla niego inspiracją.

- Singiel wyróżniał się nietypowym ujęciem rytmicznym zaczerpniętym z brytyjskiej muzyki klubowej. Autor tego podkładu, producent Rodney Jerkins, pracował przez jakiś czas w Londynie ze Spice Girls. Pewnego wieczoru dziewczyny zabrały go do klubu i to właśnie tam Rodney usłyszał muzykę two-step, charakteryzującą się nieregularnymi akcentami rytmicznymi, czyli synkopą - mówi Ambrożewski.

Posłuchaj audycji w Trójce:

"Piosenka brzmi jak dżungla"

Praca nad utworem okazała się żmudna. Beyoncé określiła pierwszą wersję mianem "dżungli", a sam producent ostatecznie wyrzucił nagranie do kosza i postanowił przygotować wszystko od nowa.

- Pierwsza wersja "Say My Name" nie przypadła dziewczynom z Destiny’s Child do gustu. Beyoncé skomentowała, że piosenka brzmi jak dżungla, co jest tym zabawniejsze, że jungle to podgatunek brytyjskiej elektroniki. Jerkins też nie był z siebie zadowolony. Ostatniego dnia w studiu wyrzucił całe nagranie do kosza i przygotował podkład raz jeszcze, zupełnie od zera - mówi Ambrożewski.

Mimo że wytwórnia nie była przekonana do wydania piosenki jako singla, ostatecznie utwór okazał się ogromnym przebojem.

- Wytwórnia nie była przekonana, czy utwór powinien być singlem, ale po jego wydaniu sprzedaż albumu wzrosła o niebagatelne 7 milionów egzemplarzy. Więc chyba było warto - puentuje prowadzący "Piosenki do Wyjaśnienia".

Mateusz Wysokiński