Ukryty głód stawia dzieci przed wyzwaniami ponad wiek. Rozmowa w "Klubie Trójki"
Na każde sto dzieci w Polsce około 6 żyje w skrajnym ubóstwie, doświadczając głodu - wynika z danych GUS. Nie zawsze jest to widoczne, dzieci często kamuflują swoją sytuację, nie przyznają, że nie mają co jeść. Niedożywienie odbiera im zdrowie, potęguje stres i poczucie wykluczenia. O głodzie, który sprawia, że za wcześnie wchodzą w rolę dorosłych - w "Klubie Trójki".
Głodna dziewczynka szuka jedzenia w pustej lodówce. Zdjęcie ilustracyjne.
Foto: Chameleons Eye / Rex Features/EAST NEWS
Gośćmi audycji Macieja Wasielewskiego w "Klubie Trójki" byli: dr Marta Czapnik-Jurak i Michał Helwak - autorzy raportu Federacji Polskich Banków Żywności pt. "Ukryty głód dzieci"; Katarzyna Błażejewska-Stuhr - dietetyczka kliniczna, psychodietetyczka oraz Jacek Lipiński z Fundacji PoDRUGIE, kierownik Domu dla Młodzieży, w którym przebywają młodzi dorośli pozbawieni własnych domów i rodzinnego wsparcia.
Posłuchaj audycji Trójki:
Wstyd sprawia, że część dzieci cierpi podwójnie
364 tys. dzieci cierpi na skrajne ubóstwo. Często widzimy je na co dzień. Chodzą z naszymi dziećmi do szkół, odwiedzają je w naszych domach. A mimo to, nie zawsze zauważamy, że cierpią z powodu głodu. Dlaczego?
Zdaniem ekspertów z Federacji Polskich Banków Żywności ten problem bardzo często jest maskowany. Dzieci wstydzą się, że są głodne. Rodzice wstydzą się, że potrzebują pomocy i nie zawsze się po tę pomoc zgłaszają. - Ten problem jest tabuizowany. Część ludzi nie chce, aby był widoczny. Przez ten wstyd wiele dzieci cierpi podwójnie. Bo nie dość, że nie dostają wsparcia w środowisku domowym, to nie dostają go jeszcze od instytucji, czy osób, które mogłyby pomóc, gdyby wiedziały, że ten problem istnieje - mówi dr Marta Czapnik-Jurak.
Gra statusów
- Ukrywając głód dziecko chroni swoją godność, swoje wyobrażenie o osobie, która zasługuje na szacunek - podkreśla Michał Helwak. - Dzieci chronią się przed ekspozycją, która pokazywałaby je jako wymagające opieki, gorsze. Maskują problem głodu, ponieważ w grze statusów, która dzieje się na szkolnym korytarzu, nie chcą być słabsze - dodaje i wyjaśnia, czym jest to zjawisko. - Polega to na tym, że to co ja wyciągam jako dziecko na korytarzu: torebka z drugim śniadaniem, w ogóle fakt czy ją posiadam, co jest w tej torebce to pokazuje, gdzie jestem na drabinie społecznej. I jeśli te dzieci nie mogą w tej grze statusów pokazać, że mają wysoki status albo nie niższy niż reszta klasy, to zaczynają to ukrywać. I mówią: ja nie mam, bo się najadłem w domu - tłumaczy ekspert. - Dzieciaki znajdują dużo wymówek, które pozwalają im przekierować uwagę od tej swojej trudnej sytuacji. Założyć jakąś zbroję, która będzie chroniła je przed wyśmiewaniem ze strony rówieśników i niebezpiecznym - w poczuciu dziecka - zainteresowaniem ze strony szkoły - podkreśla i dodaje, że żywność w szkole bywa też walutą. - Ja ci dam chipsy, a ty mi dasz gumę. Ja ci dam kanapkę, a ty mi dasz odpisać lekcję. Jeżeli nie mam tej waluty, nie przyniosłem nic z domu, albo nie mam pieniędzy, aby kupić w sklepiku szkolnym czy w automacie coś, to jestem poza grą - zaznacza problem.
Rzeczywistość w Domu dla Młodzieży
- Młodzież, która do nas trafia, często pochodzi z rodzin dysfunkcyjnych, w którym dominującym czynnikiem jest uzależnienie ich rodziców. I to uzależnienie determinuje funkcjonowanie domu - na pierwszym miejscu jest zaspokojenie potrzeb związanych z tym uzależnieniem, a nie zapewnienie dziecku dostępu do jedzenia - wyjaśnia Jacek Lipiński. - Jak to przekłada się na ich postrzeganie świata i funkcjonowanie? Obserwujemy kompulsywne objadanie się, podjadanie. Młodzież nakłada sobie niebotyczne porcje, których później nie jest w stanie skonsumować. Mimo pełnej jedzenia lodówki, często ukrywają jedzenie w pokojach: pod łóżkiem, w plecakach. To świadczy o mechanizmie, który zachodzi w ich głowach: gromadzą jedzenie mimo tego, że w danym momencie nie są głodni, natomiast podświadomie pojawia się u nich obawa, że tego jedzenia może zabraknąć - tłumaczy i przyznaje, że trudno jest wyjść z tego traumatycznego schematu.
Niedożywienie często maskowane jest otyłością
Jak podkreśla Katarzyna Błażejewska-Stuhr bardzo często niedożywienie maskowane jest otyłością. To taki paradoks. Osoby otyłe nierzadko cierpią na niedobory podstawowych witamin i składników odżywczych. - I nam się może wydawać, że ktoś choruje z powodu nadmiaru jedzenia, a jest de facto odwrotnie. Wiemy, że osoby najuboższe sięgają często po żywność tańszą, bardziej przetworzoną, która tej otyłości sprzyja - wyjaśnia dietetyczka i dodaje, że niedożywienie powoduje, że dziecko nie ma siły, energii, jest osłabione, jest mu zimniej. - Nie będzie mogło się rozwijać w sposób prawidłowy, nie będzie się mogło uczyć i skupić na nauce - podkreśla.
- Niedobory składników odżywczych powodują zaburzenia nastroju, anemię, która z kolei powoduje, że dzieci są bardziej apatyczne. My możemy myśleć, że są leniwe, ale one mają problemy z koncentracją i z nauką właśnie ze względu na te niedobory - zaznacza ekspertka.
Problem niedożywienia nie dotyczy wyłącznie rodzin ubogich
- Niedożywienie jakościowe, bo ten ukryty głód, o którym mówimy to jest właśnie niedożywienie jakościowe, to nie jest problem wyłącznie biednych rodzin - zaznacza Michał Helwak. Jego zdaniem ma on dwa źródła. Pierwszym jest sytuacja, w której rodzina nie może kupić dostatecznej ilości jedzenia a drugim są niskie kompetencje żywieniowe osób dorosłych, którzy nie są w stanie ani siebie ani swoich dzieci odżywić we właściwy sposób. - W najtrudniejszej sytuacji są dzieci, gdzie oba te problemy się nakładają, gdzie jest i mało pieniędzy i mało kompetencji - przyznaje ekspert.
- W Polsce edukacja zdrowotna i żywieniowa jest bardzo niska i często spotykam się z sytuacjami, kiedy osoby w najszczerszym poczuciu, że karmią swoje dzieci dobrze, dają im produkty wysoko przetworzone, które właśnie nie mają chociażby witaminy C - zwraca uwagę Katarzyna Błażejewska-Stuhr.
Eksperci apelują, aby sprawdzać, co nasze dzieci mają na talerzach. Czy obok mąki i cukru jest tam także błonnik i białko, bo często nieświadomie głodzimy nasze dzieci. Dawajmy też kanapki do szkoły. - Z naszych badań wynika, że bardzo duża część dzieciaków w ogóle nie ma śniadania. Dlaczego jest to takie ważne? Kluczowe jest oczywiście, aby dzieci zjadły, ale także aby dostały od rodziców sygnał, że to dziecko jest podmiotem troski opiekuna - podkreśla dr Marta Czapnik-Jurak.
- Z mojego doświadczenia dietetycznego wiem, że bardzo często rodzice psują żywienie dzieci. Mówią: dzieci nie lubią warzyw, więc nie próbujemy im dawać, dzieci nie lubią razowego pieczywa, więc im nie dajemy. A dzieci bardzo często byłyby gotowe jeść lepiej, gdyby miały taką możliwość - podsumowuje Katarzyna Błażejewska-Stuhr.
Więcej na ten temat w audycji Michała Wasielewskiego w "Klubie Trójki".
Magdalena Hejna