Opowieść o ocalaniu pamięci i przyrodzie. Karen Russell o "Antidotum"
Karen Russell jest finalistką Nagrody Pulitzera oraz National Book Award 2025. Jej ostania książka "Antidotum" wymyka się gatunkowym ramom. - To opowieść o tym, co chcemy zapamiętać, a co próbujemy wymazać z historii - mówiła autorka w audycji Michała Nogasia "Wszystkie Książki Świata" Karen Russell tworzy poetycki portret Ameryki zbudowanej na przemilczanych traumach i niewygodnych wspomnieniach.
Karen Russell gościnią audycji "Wszystkie Książki Świata"
Foto: Dan Hawk
Karen Russell to amerykańska pisarka i nauczycielka akademicka. Ukończyła studia na Northwestern University i Uniwersytecie Columbia. Za swoją powieść "Swamplandia!" otrzymała nagrody – New York Public Library’s Young Lion Fiction Award i School Library Journal Adult Books for Young Adults, a także nominacje do nagród: Orange Prize, The Orion Book Award, Andrew Carnegie Medal for Excellence in Fiction oraz Nagrody Pulitzera.
Za opowiadanie "The Hox River Window" została uhonorowana nagrodą National Magazine Award. Jest również laureatką nagród: Bard Fiction Prize, Mary Ellen von der Heyden Berlin Prize, Transatlantic Review/Henfield Foundation Award i MacArthur Fellowship. Mieszka w Filadelfii.
Posłuchaj audycji w Trójce:
- "Wszystkie Książki Świata": Karen Russell - "Antidotum"
- "Plik Tekstowy": Przemysław Wielgosz - "Pogoda dla rewolucjonistów. Jak zmienić świat w czasie katastrofy"
"Antidotum" o życiu amerykańskiej prowincji czasów Wielkiego Kryzysu
"Antidotum" to powieść z nurtu realizmu magicznego, przenoszący czytelników na amerykańską prowincję, do miasteczka Uz w czasach kryzysu i wielkich burz piaskowych z 1935 roku. Główna bohaterka, tajemnicza preriowa wiedźma, pełni funkcję powierniczki cudzych tajemnic, dopóki niszczycielski żywioł nie wyrywa skrywanych przez nią sekretów mieszkańców Uz.
Kiedy jej życie zostaje zagrożone, nieoczekiwanie pomaga jej Dell, nastoletnia koszykarka polskiego pochodzenia. Kobiety tworzą niezwykły sojusz przeciwko klątwie ciążącej nad miastem.
Polskie wątki i rodzinne historie
W swojej powieści Russell opowiada o losach wielu bohaterów, także tych z polskim nazwiskiem. To, jak się okaże, w jakimś sensie także rodzinna historia. Sięga po tematy niełatwe, jak pamięć o rdzennych mieszkańcach, kłamstwo, katastrofa ekologiczna. Pokazuje, że znalezienie nomen omen "antidotum" to zawsze ogromne wyzwanie.
Karen Russell opowiadała, że znaczna część jej dorastania upłynęła na uświadamianiu sobie, że karmiono ją zniekształconymi opowieściami na temat jej własnej historii i tego, jak jej rodzina znalazłą się w Stanach Zjednoczonych.
- Kładziono w nich silny nacisk na to, ile trzeba było poświęcić, byśmy mogli zacząć nowe życie w Ameryce. Mój dziadek i jego rodzice wyemigrowali z regionu, który raz należał do Polski, a raz do innych państw. Dziadek bywał w klubie polonijnym, ale ja sama nie wyrosłam w tej kulturze. Nie znałam polskiego języka ani historii. Dla mnie ta książka jest więc częściowo próbą zmierzenia się z
fantazjami, które nieco przykrywają prawdziwe dzieje - mówiła autorka w Trójce.
Russell przyznała, że wtedy właśnie wpadła na pomysł postaci czarownicy. - To było naprawdę dziwne i do dziś trudno mi o tym opowiadać, bo przypominało to niemal sen na jawie. Zobaczyłam kobietę
trzymającą antyczną trąbkę, przypominającą lejek gramofonu albo muszlę, do której ktoś szeptał tajemnice - mówiła. - Pomyślałam wtedy, że ona jest jak bank pamięci. Przechowuje ludzkie sekrety i historie. Ten wątek wydawał mi się niezwykle uniwersalny - dodała rozmówczyni Michała Nogasia.
Asymilacja z białą kulturą okupiona cierpieniem
Karen Russell zwróciła uwagę, że w Stanach Zjednoczonych, o ile nie jesteś rdzennym Amerykaninem, to zawsze pochodzisz skądś indziej. - A to bywa brutalne. Ten proces zachodzi bardzo szybko, jak choćby tempo asymilacji z białą kulturą na Wielkich Równinach, czy w ogóle w całych Stanach
Zjednoczonych - podkreślała.
To sprawa stanowiła dla autorki ważny element tej opowieści. - Z jednej strony mamy ludzi zmuszanych do porzucenia swoich języków i tradycji. Ludzi, którzy w federalnych szkołach z internatem dla rdzennych Amerykanów musieli znosić celowe ataki rządu na ich rdzenną kulturę, pamięć, struktury rodzinne i dotychczasowe życie. Z drugiej strony mamy imigrantów napływających do kraju. Oferuje im się ten tak zwany amerykański sen. Koszty tego snu okazują się jednak ogromne, a z szerszej perspektywy bywają nie do zniesienia - podsumowała.