"Chciałem to z siebie wylać". Puma Blue gościem "Bażanciego Serca"

- Pisząc album nie do końca wiedziałem, o czym dokładnie będzie. Po prostu wiedziałem, że chcę napisać coś bardzo surowego i szczerego, może trochę bardziej swobodnego niż zwykle. Chciałem po prostu to z siebie wylać - przyznaje w rozmowie z Anią Lalką brytyjski artysta Puma Blue.

"Chciałem to z siebie wylać". Puma Blue gościem "Bażanciego Serca"

Puma Blue i Ania Lalka

Foto: Ania Lalka

Pod pseudonimem Puma Blue kryje się pochodzący z południowego Londynu artysta, producent i autor piosenek Jacob Allen. Na początku lutego ukazał się jego najnowszy album studyjny - "Croak Dream". Z kolei 18 maja artysta zagrał koncert w Warszawie. Przed nim spotkał się natomiast z Anią Lalką, a zapis ich rozmowy usłyszeliśmy w audycji "Bażancie Serce".

Posłuchaj audycji Trójki

Od demówek, przez improwizację, do "Croak Dream"

Na swojej najnowszej płycie Puma Blue zaprezentował zestaw jedenastu surowych, ale jednocześnie wypełnionych emocjami nagrań. Całość utrzymana jest ponadto w klimacie trip hopu czy mrocznego pop, z wyraźnymi wpływami elektroniki. Pierwsze wersje utworów, jak przyznaje artysta w Trójce, stworzył najpierw w jego domowym zaciszu. Chciał jednak tym razem spróbować nagrać je w bardziej klasyczny sposób, z udziałem zespołu w studiu.

- Zabrałem dema do realizatora miksu, Sama Pettsa Daviesa, który skondensował napisane przeze mnie utwory do bardzo krótkich, 15-sekundowych pętli. Nie miały one wokali, były tylko krótkimi fragmentami. Poszliśmy do studia, a zespół miał na ich podstawie improwizować. Pytałem: "Masz jakiś pomysł?", albo rzucałem: "O, mam pomysł, żebyś zrobił to i to…" - wspomina rozmówca Ani Lalki. - To było bardzo eksperymentalne podejście. Muzycy tak naprawdę nie wiedzieli, jak będzie brzmiał cały utwór. Mieli tylko materiał, z którym mogli pracować - dodaje.

Pracę nad przygotowanymi w ten sposób taśmami Puma Blue porównuje w "Bażancim Sercu" do tworzenia kolaży czy układania puzzli. Ostateczny kształt utworom nadał jednak - ponownie - sam. - "Holy Waters" było w dużej mierze robione w studiu, ale bardziej jako nagrania w stylu jam sessions. Tutaj doświadczenie było inne — też zdarzały się jamy, ale nagrywana była jedna osoba na raz. Użyłem studia jak instrumentu, a nie tylko miejsca do nagrywania.

"Croak Dream", czyli Puma Blue w surowym i szczerym wydaniu

Choć nowy materiał artysty może zdawać się bardziej surową i luźniejszą odsłoną jego twórczości, nie od początku było to zamysłem autora. Pomysł na taki zabieg pojawił się na samym końcu pracy nad albumem. - Chciałem po prostu to z siebie wylać - być jednocześnie wściekły, smutny, napalony, podekscytowany — napisać dużo brutalnie szczerej muzyki. Na sam koniec zrozumiałem, że potrzebuję metafory, która wyjaśni to uczucie: próbę wprowadzenia większej radości do procesu twórczego i w ogóle do życia, bycie mniej "uwięzionym", bardziej wyrażającym siebie. "Croak dreams" wydawało się idealnym sposobem opisania tego, jak to by było, gdybyś miał proroczy sen, w którym widzisz swoją śmierć - tłumaczy Puma Blue.

- Mniej więcej tak się czułem przed pracą nad albumem. Czułem, że utknąłem w miejscu. Że moje życie zmierza w złym kierunku i że muszę zmierzyć się ze swoim mrokiem, trochę go przejąć, bardziej uczestniczyć w świecie i nie poddawać się depresji - kontynuuje artysta. - Więc tak: to nie było tak, że wyobrażałem sobie dosłowną śmierć, ale raczej to, że moje życie po prostu się rozpływa, znika. I wtedy zdecydowałem, że nie chcę tak żyć. Stąd wzięła się ta tytułowa idea - wyjaśnia rozmówca Ani Lalki.

W rozmowie z dziennikarką Trójki artysta opowiedział też o inspiracjach, które towarzyszyły mu przy okazji "Croak Blue". - Słuchałem dużo drum and bassu i jungle. Takich artystów jak Fotek, Future Sound of London, Prodigy i Tricky, a także niemieckiego zespołu Can. Uwielbiałem rzeczy szybkie, pełne życia i z ciekawymi technikami produkcji. Byłem też bardzo zainteresowany Portishead - zresztą zawsze byłem - ale przy tym albumie szczególnie chciałem sprawdzić, czy uda mi się stworzyć coś, co oddaje poczucie, w którym nie wiadomo, gdzie zaczyna się produkcja, a kończą się instrumenty akustyczne - wymienia Puma Blue. - Wszystko jest tam ze sobą splecione w bardzo płynny sposób. Chciałem zrobić coś podobnego - coś, przy czym nie da się od razu stwierdzić, czy to zespół, czy produkcja komputerowa. To było dla mnie bardzo inspirujące - dodaje.

Kamil Kucharski