Kinga Preis: "Moralność pani Dulskiej" wciąż można odczytywać na nowo

I znowu klasyka w Teatrze Telewizji: tym razem "Moralność pani Dulskiej" w reżyserii Agnieszki Glińskiej i Franciszka Przybylskiego z Kingą Preis w roli głównej. Tę zaskakującą adaptację z równie zaskakującą kreacją można będzie obejrzeć już w poniedziałek, 18 maja, o godz. 20.30 w TVP1. Czy sztuka Zapolskiej wciąż jest aktualna - o tym także z Kingą Preis rozmawiał Piotr Radecki.

Kinga Preis: "Moralność pani Dulskiej" wciąż można odczytywać na nowo

Kinga Preis jako Aniela Dulska w "Moralności pani Dulskiej", reż. Agnieszka Glińska i Franciszek Przybylski

Foto: mat. prasowe/Waldemar Kompała/TVP

Agnieszka Glińska już kolejny raz sięga po sztukę Gabrieli Zapolskiej. Tym razem jednak do współpracy zaprosiła osobę młodsza o pokolenie, czyli swojego syna, Franciszka Przybylskiego. Ten tandem napisał również słowa do piosenek, które są wykonywane w spektaklu. Zaskakujący pomysł? Już kiedyś powstał musical według "Moralności pani Dulskiej", chociaż niewątpliwie ta wersja może sprawić niespodziankę - choćby niezwykła kreacją Kingi Preis i jej metamorfozą.


Piotr Radecki: Jak się Pani czuje w Teatrze Telewizji po tak długiej przerwie?

Kinga Preis: Ostatni raz grałam w Teatrze Telewizji 18 lat temu. Kiedy wiele, wiele lat temu byłam bardzo początkującą aktorką, miałam możliwość występowania zarówno na deskach teatralnych i w Teatrze Telewizji. I to był dla mnie bardzo intensywny czas. Potem ten czas się skończył i myślałam, że to również koniec Teatru Telewizji. Nie tylko dlatego, że ja w nim nie uczestniczyłam (śmiech), ale że on po prostu odszedł do lamusa i umarł śmiercią naturalną. I to naprawdę świetne, że się odrodził z jakąś nieprawdopodobną siłą. Może realizować klasykę i opowiadać ją poprzez i dla ludzi z zupełnie innego, nowego, fajnego pokolenia. A oni mogą te rzeczy odkrywać dla siebie na nowo, uczyć się też na tym, co wnosi starsze pokolenie i w czym jest już mistrzem.

Aniela Dulska to jedna z klasycznych postaci polskiego teatru. Pamięta Pani swoje poprzedniczki, ich kreacje były jakąś inspiracją?

Jeżeli oglądałam, to na pewno bardzo, bardzo dawno temu. Przed realizacją, w trakcie i aż do tego momentu nie obejrzałam żadnej "Moralności pani Dulskiej" w Teatrze Telewizji. Bo nie chciałabym się speszyć, onieśmielić, zasugerować i dopuścić do swojej głowy, że ja coś po kimś powtarzam i zrobię to albo podobnie, albo na siłę będę robiła inaczej. Bo to mnie tylko i wyłącznie zamyka, nic mi nie da jako aktorowi oprócz speszenia, że muszę się od jakiejś interpretacji odbić. No nie chcę.

Po prostu patrzę w oczy każdego, kto stoi naprzeciwko mnie: on ma inną energię, każdy z nas ma inną energię. Coś innego też chcemy opowiedzieć o świecie. Te piosenki we wspaniały sposób to dopowiadają i opowiadają o tym, w jakiej kondycji jako ludzie jesteśmy teraz, a nie 20 czy 30 lat temu. Więc nie, ja mam zawsze coś takiego, że patrzę na super zajebistych aktorów obok, mam super pomocnego reżysera, operatora, choreografa i nie chce mi się myśleć, jak zagrała "Moralność pani Dulskiej" Krystyna Janda.


Czy to oznacza, że klasyka wciąż żyje i może być komentarzem do współczesności?

Jak widać to, co jest dobrą literaturą, żyje. Pewnie każdy, już na etapie liceum gdzieś się spotkał z "Moralnością pani Dulskiej": to tekst sprzed 120 lat i dla mnie absolutnie nie trąci myszką. I za każdym razem można ją odczytywać na nowo. Nie mówię o takim bardzo współczesnym odczytaniu na nowo, który przez jakiś czas lubiliśmy, czyli że nagle akcja "Moralności pani Dulskiej" będzie się działa w galerii handlowej, albo jakimś innym, równie spektakularnym miejscu. Nie - my "po bożemu" mówimy cały tekst i naprawdę jest tam bardzo niewielka ilość skrótów, które poczyniliśmy.

Natomiast Agnieszka [Glińska, współreżyserka spektaklu - red.] miała takie założenie, żebyśmy bardzo szybko tym tekstem się posługiwali, żeby tak naprawdę najważniejsze dla nas były tematy, a nie same słowa, którymi o tych tematach mówimy. I w tym sensie to jest jakieś współczesne odczytanie.


Dotyczy to również pracy kamery, czyli sposób opowiadania

Kiedy pierwszy raz spotkałam się z Agnieszką i Frankiem [Przybylskim, współreżyserem spektaklu - red.] i mówili mi o pomyśle na realizację, na te bardzo, bardzo długie ujęcia, to od razu powiedziałam "Boże, to jest jak w »Birdmanie«!" [film Alejandro Gonzáleza Iñárritu z Michaelem Keatonem w roli głównej, który dostał dziewięć nominacji i cztery Oscary: za najlepszy film, reżysera, scenariusz oryginalny, zdjęcia - red.]. I rzeczywiście coś takiego jest. Miałam wiele scen, w których dużo mówiłam i wydawałoby się, że uwaga powinna być wtedy skupiona na mnie, bo ja podaję tekst, jestem w centrum. Tymczasem ta kamera działała właśnie w taki niedosłowny sposób, czyli nie skupiała się na tym, kto mówi. Płynęła po różnych bohaterach, pokazując jakie wrażenie czyni na nich to, co ja mówię i robię. Nie zatrzymywała się, przenikała przez ściany, krążyła, zmieniała osoby, na które patrzyła. I to było fenomenalne! 

Kolejnym takim nowoczesnym elementem, było dodanie warstwy muzycznej.

Która jest fantastyczna! Mariusz Obijalski to człowiek, który pisze m.in. muzykę dla braci Waglewskich, występował z Tomaszem Stańką i Johnem Scofieldem, i to jest naprawdę nowoczesne brzmienie. Opowiada o współczesnych ludziach w sposób bardzo dojmujący i wydawać by się mogło, że to nie powinno "siedzieć" w stylistyce "Moralności pani Dulskiej". A jednak jakby w ogóle nie wychodzi poza ramy spektaklu, to znaczy nie mamy poczucia dysonansu między tekstem i muzyką. I, żeby było jasne, to nie jest musical.

To raczej spektakl z piosenkami...

Też tak bym to nazwała. Każdy z tych tekstów i każda z tych piosenek muzycznie była dla nas tak odkrywcza: one są fenomenalnym dopowiedzeniem każdej postaci, jej ukonstytuowaniem tu i teraz, we współczesności. I jeszcze fakt, że każda z nich, oprócz warstwy tekstowej i muzycznej, miała tak niesamowity - z perspektywy aktorskiej - pomysł na to, jak to sfilmować, dzięki Maćkowi [Edelmanowi, autorowi zdjęć - red.], jak to zatańczyć, dzięki Weronice [Pelczyńskiej, choreografce - red.].

Chyba każdy z nas bardzo się cieszył, że ma piosenkę. Oprócz Olafa [Lubaszenko grającego pana Dulskiego - red.] i Mai [Wolskiej, grającej Hankę - red.] - można powiedzieć, że w tych kategoriach oni byli poszkodowani. Myślę jednak, że dla nas wszystkich to była wspaniała zabawa.


Można powiedzieć, że Pani i Olaf Lubaszenko byliście swoistymi mistrzami, mentorami dla tych aktorów młodego pokolenia…

Absolutnie nie czułam się mentorką. Dla mnie ci ludzie są znakomitymi aktorami, grają fenomenalnie współcześnie. Oni grają tak, jak kiedyś mówiło się o Jamesie Deanie czy o Zbyszku Cybulskim: że to dotknięcie czegoś zupełnie nowego, w bardzo nowoczesnej formie.

Widać między Wami niezwykłą chemię. To konieczne, kiedy ma się zaledwie osiem dni zdjęciowych…

Te osiem dni jest w dużym cudzysłowie. Bo wcześniej przez półtora miesiąca naprawdę siedzieliśmy nie wychodząc po 9-12 godzin dziennie w telewizyjnej sali prób! Po to, by wypracować ruch kamery, wypracować to z piosenkami, z choreografią, ze wszystkim.

I chciałam powiedzieć, że pewnie nieczęsto zdarza się taka ekipa, która zdarzyła się tutaj. Czyli, że ci wszyscy ludzie, oprócz ogromnego wzajemnego szacunku, jeszcze się polubili i tak wspaniale bawili ze sobą. I to coś niesamowitego, bo tekst nie skłania do tego, żeby było serdecznie i miło.

Rozmawiał Piotr Radecki


"Moralność pani Dulskiej" w reżyserii Agnieszki Glińskiej i Franciszka Przybylskiego będzie można obejrzeć w Teatrze Telewizji w TVP1, w poniedziałek, 18 maja, o godz. 20.30 oraz na TVP VOD.