Areszt jako kara - o patologii polskiego systemu karnego w "Ludzkiej Sprawie"

Dlaczego tymczasowy areszt w Polsce jest stosowany praktycznie z automatu? Są okręgi, w których dzieje się to w 99 proc. przypadków. Jak w rzeczywistości wygląda prawo do obrony od pierwszych chwil po aresztowaniu? O kulisach procedury karnej, naciskach podczas przesłuchań i o tym, jak obywatel powinien się w takiej sytuacji zachować - w audycji Sylwii Gregorczyk-Abram "Ludzka Sprawa".

Areszt jako kara - o patologii polskiego systemu karnego w "Ludzkiej Sprawie"

Mężczyzna w kajdankach.

Foto: Wojtek Laski/East News

Gośćmi Sylwii Gregorczyk Abram w "Ludzkiej Sprawie" byli adwokaci, karniści: mecenas Anna Mika-Kozak, rzeczniczka dyscyplinarna Izby Adwokackiej w Warszawie i mecenas Mikołaj Kozak.

Posłuchaj audycji Trójki:

Fabryka tymczasowych aresztowań

Nowelizacja Kodeksu Postępowania Karnego miała uporządkować m.in. zasady stosowania tymczasowego aresztu, a konkretnie wyeliminować związane z tą procedurą nadużycia. Prezydent Karol Nawrocki zawetował jednak te zmiany. Niestety statystyki nie napawają optymizmem. Tymczasowy areszt w swoich założeniach miał być wyjątkowym środkiem zapobiegawczym, stosowanym, gdy inne sposoby zabezpieczenia okazywałyby się niewystarczające. Stał się jednak narzędziem wykorzystywanym nagminnie, niemal z automatu. - W okręgu opolskim jest aprobowanych około 99 proc. wniosków prokuratorów – przyznaje Mikołaj Kozak. – To jak fabryka. Wniosek, areszt, wniosek, areszt - dodaje Anna Mika-Kozak.

Jej zdaniem sędziowie wychodzą z założenia, że lepiej dać niż nie dać, a później np. uchylić. - Albo poczekań na zażalenie i niech się ten sąd wyższej instancji bawi z tą sprawą, ale ja dam, bo będzie problem - mówi mecenas. - Tymczasowy areszt w Polsce, stał się de facto wykonaniem kary, a nie środkiem, który służy do tego, żeby zabezpieczyć postępowanie. To jest wykonywanie kary i tak też jest trochę traktowane. My też już zaczynamy tak mówić: będzie pan miał mniej do odsiedzenia, no ale nie o to chodzi. To jest przekręcenie całego systemu - podkreśla.

Skuteczna obrona nie jest prosta

Jak wynika z doświadczenia gości Sylwii Gregorczyk-Abram adwokaci najczęściej nie mają możliwości przygotować skutecznej obrony, która uchroniłaby osobę zatrzymaną przed tymczasowym aresztowaniem. Prokurator zbiera materiały przez dłuższy czas i bardzo dobrze zna akta sprawy. Adwokat - jeśli ma kilka godzin na zapoznanie się z dowodami - to jest w bardzo dobrej sytuacji. Częściej są to dwie godziny. Do tego akta przegląda się w sądzie.

- Trzeba mieć trochę szczęścia - przyznaje Mikołaj Kozak. - Zdarzają się sędziowie, którzy nie zostają notariuszami, natomiast nie jest to częste. Jest przepis w Kodeksie Postępowania Karnego, który nakłada na sąd obowiązek wykazania, dlaczego inne środki okazały się niewystarczające. Tymczasem w zasadzie nigdy nie pojawia się uzasadnienie, tylko jedno zdanie, że inne środki były niewystarczające - tłumaczy mecenas.

- Kopiuj wklej. Dokładnie tak samo jest w każdym postanowieniu - dodaje Anna Mika-Kozak.  

Co robić po zatrzymaniu?

Dlaczego dostęp do adwokata od pierwszych momentów zatrzymania jest konieczny? Czym może grozić jego brak i dlaczego śledczy niekoniecznie chcą, aby przy zatrzymanym był obrońca?

- Trzeba myśleć o tym, z czym wiąże się zatrzymanie. To jest sytuacja zawsze bardzo stresująca. Czyli ten stres to jest dominująca emocja w osobie, która została zatrzymana. Stres plus taka nieprawdopodobna chęć wyjścia z tej sytuacji. Czyli jeżeli jestem zatrzymany, jestem na komendzie, chcę wyjść do domu, chcę, żeby ten koszmar się skończył. Zrobię wszystko - tłumaczy Anna Mika-Kozak i dodaje, że śledczy próbują to wykorzystywać. - Jest pan/pani zdenerwowana, to może załatwmy to. Było tak, prawda? No było, przecież mamy dowody. Proszę się przyznać. Tutaj nie będzie surowej kary. Przyzna się pan, wyjdzie do domu - opowiada. - Jak przyjedzie adwokat, będzie tylko gorzej - dodaje Mikołaj Kozak.

- Jak przyjedzie adwokat, to stąd nie wyjdziemy jeszcze trzy dni. Zacznie panu coś tam doradzać, a tutaj pan ma sytuacje, przecież pan wie, że pan to zrobił - dopowiada Anna Mika-Kozak i podkreśla, że policjanci prowadzący i prokuratorzy chcą szybko zakończyć sprawę. - A ludzie przez to, że są bardzo zestresowani, przerażeni, często wchodzą w to. Adwokat, który przyjeżdża, przede wszystkim zapewnia bezpieczeństwo wszystkich procedur - podkreśla mecenas.

Jeśli policjant mówi, że wezwanie adwokata nie ma sensu, że to zajmie bardzo dużo czasu i próbuje nas od tego odwieść, warto wtedy odmówić współpracy we wszystkich możliwych formach. - Jeżeli jest jakikolwiek dokument, który wymaga naszego podpisu, na którym możemy jakąś adnotację poczynić, to powinniśmy napisać, że w związku z brakiem dostępu do adwokata, odmawiał podpisania protokołu, odmawiam uczestniczenia w czynnościach - wyjaśnia Anna Mika-Kozak. - Pamiętajmy to, co się dzieje w takich pokoikach, w takich miejscach zatrzymań, trudno później udowodnić. A moment, kiedy mamy dostęp do tego, żeby coś napisać, to jedyny moment, kiedy możemy udokumentować daną sytuację - zaznacza.

- Zdecydowanie nie należy też robić takich rzeczy, co wiem z praktyki, że dla niektórych jest kuszące, że przechytrzę system. To znaczy złożę wyjaśnienia, które uchronią mnie od aresztu. Muszę powiedzieć, że nie spotkałem się z sytuacją, żeby miały ochronić kogoś przed tymczasowym aresztowaniem wyjaśnienie, w które kompletnie nie wierzy prokurator. I trzeba podkreślić i przypomnieć, że obywatel jest w takiej sytuacji w bardzo trudnym położeniu, ponieważ nie wie, co prokurator ma, co jest w kancelarii tajnej, jakie materiały podsłuchowe zostały zgromadzone. Lepiej jest więc nie powiedzieć nic, poczekać na adwokata - dodaje Mikołaj Kozak i wyjaśnia, że w ten sposób można stracić najważniejszy atut w oczach sądu - wiarygodność.

Więcej na ten temat w audycji Sylwii Gregorczyk-Abram "Ludzka Sprawa".

Magdalena Hejna