"Stalowa pięść w aksamitnej rękawiczce". Audrey Hepburn w "Brakującej Połowie Dziejów"

Perły, długie rękawiczki i kubek kawy przed witryną Tiffany'ego. Tak Audrey Hepburn zapamiętał świat. Ikona kina, mody i symbol ponadczasowego wdzięku.Jednak za tym wizerunkiem kryje się też zupełnie inna historia. Opowiedzieliśmy o niej w audycji "Brakująca Połowa Dziejów"

"Stalowa pięść w aksamitnej rękawiczce". Audrey Hepburn w "Brakującej Połowie Dziejów"

Bohaterką najnowszego odcinka audycji "Brakująca Połowa Dziejów" jest Audrey Hepburn

Foto: Collection Christophel/East News

Audrey Kathleen Ruston urodziła się 4 maja 1929 roku w Brukseli. Jej matka, Ella van Hemstra, pochodziła z holenderskiej arystokracji. Ojciec, Joseph Ruston, przyjął nazwisko Hepburn, by brzmiało bardziej dostojnie. Opuścił rodzinę, gdy Audrey miała 6 lat. Po latach mówiła, że to wydarzenie uczyniło ją niepewną siebie przez resztę życia.

Posłuchaj audycji w Trójce:

Dzieciństwo z piętnem głodu

Wojnę przeżyła w Holandii, widziała okupacje, wywózki i represje. Jej wuj został rozstrzelany, jeden z przyrodnich braci trafił na roboty do Niemiec. Zima z 1944 na 1945 rok, czyli "holenderska zima głodu", zostawiła w niej trwały ślad. Jadła chleb z grochu, psie sucharki i cebulki tulipanów. Albo nie jadła nic. W Holandii z głodu zmarło wtedy około 20 tysięcy osób.

Audrey przeżyła, ale była skrajnie niedożywiona. Miała anemię, astmę i głodowe obrzęki. Jej późniejsza szczupłość, fetyszyzowana przez popkulturę, była także pamiątką po tym głodzie. Marzyła o balecie. Po wojnie dostała stypendium baletowe w Londynie, ale usłyszała tam, że jest za wysoka, za słaba i już za późno dla niej na karierę tancerki. Wojna odebrała jej lata ćwiczeń. Zaczęła więc pracować w rewiach, dorabiać jako modelka, brała lekcje dykcji i emisji głosu. Do filmu trafiła nie dzięki marzeniom, ale dlatego, że musiała pracować. Przełom przyszedł przypadkiem.

Kariera, która wybuchła przypadkiem

W Monte Carlo zobaczyła ją Colette, autorka powieści "Gigi" i wskazała ją do głównej roli w broadwayowskim spektaklu. Potem przyszły "Rzymskie wakacje", gdzie wciąż jeszcze na początku kariery wystąpiła u boku Gregory'ego Pecka. W 1954 roku za tę rolę, rolę księżniczki Anny, Audrey Hepburn odebrała Oscara.

W tym samym roku dostała też nagrodę "Tony" za rolę w spektaklu "Ondyna". Hollywood lat 50. miało co do wyglądu kobiet jasne oczekiwania i uroda w typie Audrey Hepburn nie bardzo do nich pasowała. Miała ciemne włosy, a nie blond, chłopięcą sylwetkę zamiast figury klepsydry, a do tego  wielkie, wiecznie zdziwione oczy. To też wyznaczyła nowy ideał urody. Nie dlatego, że Hollywood ją ukształtowało na swoją modłę, ale dlatego, że nie potrafiło się oprzeć jej charyzmie.

"Stalowa pięść w aksamitnej rękawiczce" 

Jednocześnie grała w świecie urządzonym przez mężczyzn. Jej ekranowi partnerzy byli przeważnie dużo starsi jak Bogart, Aster, Cooper czy Grant. W wielu filmach, jako młoda kobieta, była przez nich pouczana i dyscyplinowana dla swojego dobra. Hepburn potrafiła jednak rozbrajać te skostniałe hierarchie spojrzeniem, wymowną pauzą i ironią. Jej syn mówił o niej "stalowa pięść w aksamitnej rękawiczce".

Nieśmiertelny mit Audrey Hepburn stworzyło "Śniadanie u Tiffany'ego". Truman Capote chciał w głównej roli Marilyn Monroe. Tymczasem Holly Golightly w wykonaniu Audrey Hepburn była inna. Mniej drapieżna, bardziej samotna. Dziewczyna, która sama siebie wymyśliła, ale i zapłaciła za to słoną cenę. Czarna suknia Givenchy, kot bez imienia, piosenka Moon River: wszystko to przeszło do historii kina.

Ale pod tą ikoną stylu kryła się też opowieść o kobiecie, która bardzo chciała gdzieś należeć. Ten motyw wracał i prywatnie w życiu Audrey Hepburn.
Sean Hepburn Ferrer pisał, że najpilniej strzeżonym sekretem jego matki był smutek. Audrey mówiła, że urodziła się z ogromną potrzebą uczuć. Chciała domu i dzieci. Przeżyła dwa poronienia, dwa małżeństwa i dwa rozwody. Gdy urodzili się jej synowie Sean i Luca, potrafiła odmawiać wielkim reżyserom, choćby Kubrickowi. Musiałam wybrać film albo dzieci. To była łatwa decyzja, mówiła. Jej azylem została Szwajcaria. Mawiała założyć ogród to uwierzyć w jutro.

Anioł z krwi i kości 

W 1988 roku została ambasadorką dobrej woli UNICEF. Żartowała, że do tej roli casting przechodziła przez 45 lat. Jeździła do Etiopii, Bangladeszu, Sudanu, Salvadoru, Wietnamu i Somalii. Zmarła w 1993 roku w Szwajcarii, mając zaledwie 63 lata.

Po śmierci często nazywano ją aniołem, ale Audrey Hepburn była kobietą z krwi i kości, naznaczoną przez doświadczenia wojny, głodu, straty, upragnionego macierzyństwa, a nade wszystko przez niezgodę na świat, w którym cierpią dzieci. Jej najważniejszą rolą nie były Holly Golightly, ani księżniczka Anna, ale rola matki własnych synów i ambasadorki tych dzieci, o których świat zdążył zapomnieć.