Problem nierówności płci dotyczy także mężczyzn - rozmowa w "Klubie Trójki"

Przywykliśmy myśleć o kobietach - jak o tych, które doświadczają nierównego traktowania ze względu na płeć. Jeśli jednak spojrzymy na to szerzej, zrozumiemy, że brak równouprawnienia dotyczy także mężczyzn. Jakie są przyczyny tych nierówności, jak one się objawiają i w jaki sposób próbują je wykorzystywać politycy - audycja Pauliny Wilk w "Klubie Trójki".

Problem nierówności płci dotyczy także mężczyzn - rozmowa w "Klubie Trójki"

Para na rybach.

Foto: Piotr Kamionka/ Reporter

Gośćmi audycji byli: dr hab. Barbara Brodzińska-Mirowska, profesor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Politolożka, autorka i współredaktorka publikacji dotyczących marketingu politycznego, reputacji politycznej i kwestii związanych z profesjonalizacją procesu komunikacji politycznej oraz nowych mediów. Dr Michał Gulczyński – autor książki pt. "Mężczyźni. O nierównościach płci". Członek zarządu "Stowarzyszenia na rzecz Chłopców i Mężczyzn". Autor raportu "Przemilczane nierówności. O problemach mężczyzn w Polsce". Aktualnie na Max Weber Fellow, prestiżowym programie skierowanym do młodych naukowców, realizowanym w Europejskim Instytucie Uniwersyteckim we Florencji bada, gdzie i dlaczego chłopcy mają słabsze wyniki w nauce od dziewcząt. W kręgu jego zainteresowań badawczych jest także rola płci w polityce, politykach publicznych i Unii Europejskiej.

Posłuchaj audycji Trójki:

Różnice, które nie zawsze widać

Z badań wynika, że chłopcy wcześniej niż dziewczyny rezygnują z edukacji, mniej czytają i gorzej się uczą. - Widać to już w szkole podstawowej - tłumaczy dr Michał Gulczyński. - Na egzaminie ósmoklasisty chłopcu uzyskują średnio o 9 punktów procentowych mniej z języka polskiego, średnio 3 punkty procentowe mniej z języka angielskiego i nie mają przewagi w matematyce - mimo, iż powszechnie uważa się, że chłopcy są lepsi z matmy - mówi ekspert. - To się składa na ich późniejsze szanse edukacyjne, na to jakie szkoły wybierają. Chłopcy znacznie rzadziej od dziewcząt idą do liceów - mniej więcej co trzeci idzie do szkół technicznych. Mają słabsze umiejętności werbalne, mniejszy zasób słów - wymienia i dodaje, że także pisanie szlaczków idzie chłopcom gorzej, co częściowo wynika z biologii. Umiejętność skrupulatnych, drobnych ruchów ręka rozwija się u nich później. Z czasem te nierówności się nawarstwiają i mogą mieć wpływ na niechęć do nauki języków.

Duże znaczenie mają także kwestie kulturowe. Na terenach wiejskich różnice w wynikach w nauce między chłopcami a dziewczynkami są największe. Pokutuje przekonanie, że edukacja formalna nie jest im potrzebna. - Chłopcy uważają, że najważniejsze to mieć fach w ręku, a do tego nie potrzeba mieć dyplomu. Do zarabiania też wcale nie potrzeba mieć świetnych stopni. Czasem wystarczy siła fizyczna - wyjaśnia.

Te różnice stają się coraz bardziej dotkliwe. Mówi się, że w swoich wyborach politycznych mężczyźni i kobiety się rozchodzą. Trudno im też tworzyć relacje, gdy mają inne aspiracje, możliwości, wzorce funkcjonowania, wykształcenie, oczekiwania dotyczące płci i jej roli społecznej.

Inne traktowanie

- Gdy słyszymy o nierówności wobec prawa, to słyszy się głównie o postulatach kobiecych - przyznaje dr Michał Gulczyński. - Natomiast jest cała seria przepisów, które dyskryminują mężczyzn, np. wiek emerytalny. Jesteśmy ostatnim krajem Unii Europejskiej, który nie podjął decyzji o jego wyrównaniu - podkreśla. Z tym wiąże się np. PIT 0 dla seniora, który przysługuje wtedy, gdy osiągamy wiek pozwalający na zakończenie aktywności zawodowej. - Czyli kobieta mając 60 lat może wybrać, czy przechodzi na emeryturę i zamiast płacić składki, zaczyna wypłacać z systemu, czy też pracować dalej, zrezygnować na razie z emerytury, ale być zwolniona z podatku dochodowego - wyjaśnia dr Michał Gulczyński. - Tymczasem mężczyzna na tym samym stanowisku, tym samym wieku, musi dalej pracować i dalej płacić podatek, netto zarabia więc mniej wyłącznie ze względu na płeć - mówi i wymienia zaskakującą nierówność, jakiej doświadczają konduktorzy i kierownicy pociągów PKP. Okazuje się bowiem, że posiłki w PKP należą się wyłącznie kobietom na tych stanowiskach. Mężczyznom nie przysługują. Powodem są przepisy BHP, a konkretnie wydatek kaloryczny na zmianie.

Panowie mierzą się także z nierównościami w obszarze zdrowia. - Wydaje nam się, że to jest takie naturalne, że mężczyźni umierają wcześniej, a kobiety wdowieją, bo tak zawsze było. Ale jeśli porównamy to z innymi krajami, to u nas ta różnica w długości życia wynosi 7 lat, w Holandii czy w Szwecji wynosi tylko 3 lata - podkreśla ekspert.

Polaryzacja społeczna

- Temat męskości i kobiecości jest tematem polaryzującym - przyznaje dr hab. Barbara Brodzińska-Mirowska i dodaje, że książka dr Michała Gulczyńskiego zmienia tę narrację. Jej zdaniem, tu nie chodzi o to, aby się spierać kto ma gorzej. - Tylko o poznanie perspektywy drugiej strony, a to nam przychodzi z trudem - podsumowuje.

- Warto byłoby kwestię wyrównywania szans zacząć dyskutować jako kwestię wyrównywania szans, ale nie czyimś kosztem - mówi dr hab. Barbara Brodzińska-Mirowska i dodaje, że przez lata było odwrotnie - uprzywilejowana pozycja mężczyzn sprawiała, że kobiety musiały wyszarpywać swoje prawa.

- Zarówno na rozwiązaniach prokobiecych, jak i na rozwiązaniach promęskich mogą zyskiwać obie strony - przyznaje ekspertka. - Na stereotypach, które są wciąż bardzo silne traci jedna i druga strona - dodaje.

Jak rozmawiać na te tematy, aby rozmowa była konstruktywna? Zdaniem dr. Michała Gulczyńskiego nie licytować się, kto ma gorzej. - Wzajemnie się wysłuchiwać, akceptować to, że druga strona ma inne doświadczenia i że też może doświadczać dyskryminacji - wymienia. Jego zdaniem warto jest też nie myśleć tradycyjnymi kategoriami związanymi z męskością. - Wciąż zakładamy, że mężczyźni są kowalami własnego losu, czyli są sprawczy, mają kontrolę nad swoim życiem, jeśli więc coś złego się im przytrafia, to prawdopodobnie jest to też ich wina i w związku z tym sami powinni swoje problemy rozwiązywać. Myślę, że to jest klucz do zmiany - podkreśla.

Wpływ na politykę

Frustracje wynikające z nierówności, z których nie zawsze zdajemy sobie sprawę, są często rozgrywane przez sztaby wyborcze partii politycznych. Kobiety i mężczyźni - zwłaszcza młodzi, nierzadko stają po różnych stronach sceny politycznej. - Mamy młodych mężczyzn, którzy deklarują w badaniach, że są bardziej po prawej stronie strony politycznej i poszukują tam swojej partii. Natomiast kobiety młode deklarują w badaniach bardziej poparcie dla partii lewicowych i rzeczywiście tutaj ta różnica jest znacząca - mówi dr hab. Barbara Brodzińska-Mirowska i dodaje, że z drugiej strony badania CBOS pokazały, że coraz więcej młodych ludzi zaczyna deklarować poparcie dla tradycyjnego układu rodzinnego. - Natomiast w pokoleniach dojrzałych i mocno dojrzałych to już nie jest takie oczywiste, bo np. na główne partie głosowało niemal po równo kobiet i mężczyzn - przyznaje ekspertka.

Strach przed zmianą

Zmiana kulturowa dotycząca pozycji kobiet w społeczeństwie, większa samoświadomość kobiet, przekłada się na bardzo silne oczekiwana wobec partnerów, co nierzadko rodzi po ich stronie frustrację. - Dostają bardzo różne komunikaty. Z jednej strony są to komunikaty wciąż tradycyjne, w stylu: głowa rodziny, mężczyzna ma zapewniać bezpieczeństwo finansowe rodzinie, być silnym i stanowczym. A z drugiej, żeby umiał w emocje, żeby był bardziej opiekuńczy, bardziej angażował się w kwestie domowe - wymienia dr hab. Barbara Brodzińska-Mirowska. - Te oczekiwania bywają sprzeczne, bywają też wygórowane. Kobiety czerpią pewne wzorce, style życia z platform społecznościowych i to też się przekłada na ich aspiracje życiowe. Dziś młode kobiety zupełnie inaczej wyobrażają sobie związek partnerskich niż ich mamy, a już na pewno babcie - przyznaje. - I duża część młodych kobiet takiego układu nie chce - podkreśla i dodaje, że ludzie powinni żyć tak jak chcą. Politycy wykorzystują jednak strach przed zmianą, bo na tym łatwo można ludzi podzielić. A to się przekłada na kwestie wyborów politycznych. - Im bardziej ludzie są rozbici, im bardziej czują się niepewni, im bardziej nie rozumieją co się dzieje i nie znają odpowiedzi na zmiany, które zachodzą, tym bardziej się radykalizują - zaznacza badaczka.

Magdalena Hejna