Politycy vs. Zondacrypto. "Problem nie pojawił się za czasów Tuska"

Nie milkną echa w sprawie afery Zondacrypto. Sprawa dotyka osób prywatnych, sportowców oraz polityków, a wszystko bada prokuratura. - Jeżeli Janusz Kowalski pokazuje Donalda Tuska z koszulką Lechii Gdańsk, na której jest logo Zondacrypto i tworzy wokół tego narrację, że to jest dowód na aferę Tuska, to popełnia nadużycie - mówił w "Pulsie Trójki" Artur Bartkiewicz ("Rzeczpospolita"). - Politycy potrafią pokazywać koszulki albo sobie wypominać, że Telewizja Republika brała pieniądze od Zondacrypto (...), natomiast nie ma prób odpowiedzi na wielkie wyzwania współczesnego świata - przyznał z kolei Witold Głowacki ("OKO. press").

Politycy vs. Zondacrypto. "Problem nie pojawił się za czasów Tuska"

Artur Bartkiewicz i Witold Głowacki w studiu radiowej Trójki

Foto: Polskie Radio

Najważniejsze informacje w skrócie:

  • Prokuratura Regionalna w Katowicach wszczęła śledztwo dotyczące giełdy kryptowalut Zondacrypto
  • Jak podkreślił Bartkiewicz, politycy próbują szukać winnych u swoich oponentów, podczas gdy obie strony ponoszą część odpowiedzialności za tę sprawę
  • Zdaniem Głowackiego państwo nie ma żadnej odpowiedzi na zmieniającą się rzeczywistość i rosnącą popularność kryptowalut

OGLĄDAJ. Artur Bartkiewicz i Witold Głowacki gośćmi Moniki Suszek

17 kwietnia Prokuratura Regionalna w Katowicach wszczęła śledztwo w sprawie Zondacrypto. Śledczy badają kwestie związane z oszustwami znacznej wartości oraz praniem brudnych pieniędzy. W dniu wszczęcia postępowania kwota szkody była szacowana na co najmniej 350 milionów złotych, ale każdego dnia jest ona wyższa, a do służb zgłaszają się kolejni poszkodowani. 

Afera ma związek między innymi ze światem sportu. W 2025 roku Zondacrypto ogłosiła, że zostaje generalnym sponsorem Polskiego Komitetu Olimpijskiego oraz polskiej kadry olimpijskiej na lata 2026-2028. W ramach współpracy część nagrody za medale olimpijskie miała zostać wypłacona w tokenach, ale niektórzy sportowcy nadal czekają na ich spieniężenie. Szef PKOL Radosław Piesiewicz zapowiedział, że jeśli do końca kwietnia nie wpłynie kolejna transza środków, to zerwie umowę sponsorską z platformą.

Przedstawiciele polskiej sceny politycznej przerzucają się odpowiedzialnością za sytuację poszkodowanych w tej sprawie Polaków. Koalicja rządząca wskazuje na winę Karola Nawrockiego, który zawetował ustawę regulującą rynek kryptoaktywów w Polsce, natomiast część reprezentantów prawicy uderza w rząd, który - w ich opinii - nie wykazał się wystarczającą chęcią współpracy z Pałacem Prezydenckim. 

Artur Bartkiewicz i Witold Głowacki o aferze Zondacrypto (Puls Trójki)
16:07
+
Dodaj do playlisty
+

Po czyjej stronie leży wina?

Artur Bartkiewicz stwierdził, że wina leży tutaj po obu stronach politycznego sporu. - To nie jest tak, że problem z Zondacrypto pojawił się za czasów rządu Donalda Tuska, jak starają się powiedzieć nam politycy PiS-u, bo BitBay powstał w 2014 roku, a podejrzenia wokół tej spółki (…) pojawiły się już około 2018 roku, a wtedy nie był premierem Tusk, tylko Mateusz Morawiecki, a szefem służb - Mariusz Kamiński i nie słyszeliśmy, żeby coś wokół tego było robione. Jeżeli dzisiaj poseł Janusz Kowalski pokazuje Donalda Tuska z koszulką Lechii Gdańsk, na której jest logo Zondacrypto i tworzy wokół tego narrację, że to jest dowód na aferę Tuska, to oczywiście popełnia nadużycie - podkreślił. 

Gość radiowej Trójki dodał, że "rządzący również mają trochę za uszami". - Ustawa o regulacji rynku kryptowalut nie została bardzo szybko przygotowana, bo dyrektywa europejska, którą ona implementuje, jest z 2024 roku, a mamy 2026 rok. Po drugie, trudno nie odnieść wrażenia, że prokuratura zajęła się sprawą, dopiero kiedy nagłośniła ją Wirtualna Polska i że to jest trochę spóźnione działanie - zwrócił uwagę. - Dodatkowo ta ustawa, nawet jakby była przyjęta, nie uratowałaby użytkowników Zondacrypto, bo nie ma w niej funduszu gwarancyjnego dla klientów takich giełd i brakuje wielu przepisów, które wsparłyby konsumentów. Tam są regulacje rynku i one są nam potrzebne, natomiast tym klientom to już by nie pomogło - kontynuował.

"Nie mamy żadnej strategii"

Witold Głowacki stwierdził, że afera Zondacrypto "pokazuje, jak anachroniczna jest nasza klasa polityczna". - Państwo rozumiane jako ustawodawcy, urzędy regulacyjne oraz Sejm, który mógłby na przykład myśleć o powołaniu nowego urzędu regulacyjnego, nie nadążają za gigantycznymi zmianami cywilizacyjnymi, zachodzącymi we współczesnym świecie - zaznaczył. - Kryptowaluty są ogromną zmianą i w jakimś sensie podważają coś, co stanowiło jeden z fundamentów istnienia państw, czyli monopol na bicie monety, który mieli władcy, a potem banki centralne. Teraz mamy alternatywną rzeczywistość, w której jest system kryptowalutowy, jego własne kursy i tak dalej, a państwo nie ma na to żadnej odpowiedzi - przyznał.

Publicysta zastanawiał się, czy istnienie "alternatywnego obiegu walutowego, który jest poza kontrolą i poza jakimkolwiek obszarem percepcji" jest korzystne dla współczesnych państw. - O tym klasa polityczna praktycznie nie potrafi rozmawiać. Tak samo, jak o zagrożeniach związanych ze sztuczną inteligencją i z inwazją big techów na naszą przestrzeń informacyjną. To jest tego typu przykład. Oni na końcu umieją pokazywać koszulki albo sobie wypominać, że Telewizja Republika brała pieniądze od Zondacrypto (...), natomiast nie ma w ogóle prób odpowiedzi na wielkie wyzwania współczesnego świata, które prawdopodobnie zmienią życie nas wszystkich - podsumował.

Najczęściej czytane

Źródło: Trójka
Prowadząca: Monika Suszek
Opracowanie: Dominika Główka