"Kocham Elizę ponad wszystko". Marta Lipińska o cyklu z panem Sułkiem
- Z Krzysiem Kowalewskim rozumieliśmy się bez słów. Patrzyliśmy na siebie i wiedzieliśmy, jak to grać - Marta Lipińska w rozmowie z Michalem Nogasiem wspominała nagrania cyklu "Kocham pana, panie Sułku". - Nie przychodziliśmy do radia na nagrania, przychodziliśmy z przyjemnością, żeby zobaczyć i posłuchać, co wymyślił Jacek Janczarski - mówiła gościni audycji "W Lany Poniedziałek".
W Poniedziałek Wielkanocny gościnią Michała Nogasia była Marta Lipińska
Foto: Aleksandra Buczyńska/Polskie Radio
Posłuchaj Audycji w Trójce:
- W Lany Poniedziałek. Rozmowa Michała Nogasia z Martą Lipińską
- Świąteczny Przystanek. Audycja Michała Matusa
Prawdziwą rozpoznawalność przyniosły jej filmy z lat 70. i 80. Niezapomniana Alina Borowska z "Rozwodów nie będzie", Helena z "Salta", Anioł Stróż z "Piekła i nieba", Helena Stawska z "Lalki", Tekla Dilbinowa z Surkontów z "Doliny Issy" czy Emilia Korczyńska z "Nad Niemnem". No i oczywiście Michałowa z serialu "Ranczo" Wojciecha Adamczyka. Jako gospodyni prowadząca plebanię zdobyła ogromną popularność i sympatię widzów.
"Ja też kocham Elizę ponad wszystko"
Dla pokolenia Polaków z lat 70. i 80. Marta Lipińska to jednak przede wszystkim Eliza z cyklu autorstwa Jacka Janczarskiego "Kocham pana, panie Sułku".
- Ja też kocham Elizę ponad wszystko - mówiła Marta Lipińska podczas rozmowy z Michałem Nogasiem. Gościni audycji specjalnej podkreśliła, że choć od śmierci Jacka Janczarskiego, autora cyklu, minęło 26 lat, to pan Sułek i Eliza wciąż żyją w pamięci słuchaczy. - Są ludzie, którzy to kochają i się bawią. Jadą samochodem, słuchają i jest im miło - mówiła.
Specjalny kanał "Powtórka z rozrywki" na YouTube
1 kwietnia ruszył na YouTube kanał "Powtórka z rozrywki". Co tydzień pojawiają się tam kolejne odcinki kultowego słuchowiska "Kocham pana, panie Sułku".
Marta Lipińska opowiedziała o początkach cyklu "Kocham pana, panie Sułku". - Zaczęło się od tego, że Jacek Janczarski miał napisać "Spotkania z przyrodą". Ale kiedy włączył do nich Krzysia Kowalewskiego i mnie, okazało się, że pobiliśmy wszystkie rekordy. Jak mówił Jerzy Markuszewski, reżyser tego słuchowiska: "Dajcie spokój. Ma być chłop i ma być baba i ma być śmiesznie" - wspominała.
Nagrania bez prób, czasami z przerwami na śmiech
Gościni Trójki opowiadała, że podczas nagrań kolejnych odcinków z Krzysztofem Kowalewskim rozumieli się bez słów. - Patrzyliśmy na siebie i wiedzieliśmy, jak to grać. Nie przychodziliśmy do radia na nagrania, przychodziliśmy z przyjemnością, żeby zobaczyć i posłuchać tego, co wymyślił Jacek Janczarski. Trafiał idealnie w nasz gust. Sam mówił, że to przyjemność pisać dla nas te odcinki - opowiadała aktorka.
Marta Lipińska i Krzysztof Kowalewski podczas nagrania odcinka "Kocham pana, panie Sulku" w 1974 roku Marta Lipińska wspominała, że kiedy Jacek Janczarski przynosił egzemplarz słuchowiska, nie czytali przed nagraniem tego tekstu. - Jechaliśmy "a vista” i to było wspaniałe, bezbłędne. On siedział za szybą i pokazywał, że jest cudownie. (…) Czasem było tak śmiesznie, że pękaliśmy ze śmiechu. "Stop, stop, stop” – trzeba było się wyśmiać i nagrywaliśmy dalej - opowiadała Marta Lipińska.
- Kochaliśmy to. I ten szok, kiedy Jacek odszedł – nie mogliśmy się pozbierać do innych nagrań radiowych. Wejście do tych pomieszczeń, w których nagrywaliśmy, było straszne. Bo on niespodziewanie nas opuścił - mówiła aktorka. Jacek Janczarski zmarł 2 lutego 2000 roku.
Na emisję kolejnych odcinków czekali i taksówkarze, i profesorowie medycyny
Cykl "Kocham pana, panie Sułku" cieszył się ogromną popularnością. - Słuchacze czekali na niedzielną, przedpołudniową kawę - czy to taksówkarz, czy profesor medycyny. Ja też czekałam, żeby przy różnych niedzielnych czynnościach posłuchać tego, co nagrałam kilka dni wcześniej. Myślę, że nie było osoby w moim otoczeniu, na czele z moim mężem, której nie podobałyby się nasze perypetie. Ten gburowaty Sułek miał mimo wszystko swój urok i wdzięk - opowiadała gościni audycji.
Słuchacze pisali listy do Elizy
Aktorka wspominała, że kiedy wychodziła po bułki, ludzie rozpoznawali ja po głosie, właśnie z powodu radiowej roli Elizy. – Pamiętam, że przychodziły listy. I czasem, kiedy Sułek traktował mnie okropnie, był brutalny, ciągle coś mu nie odpowiadało, miałam swoich amantów. Byli panowie, którzy mnie lubili i którym się podobałam – tak, jak czasem podobałam się Sułkowi - mówiła.
Radiowej Elizie w panu Sułku podobała się jego fantazja i specyficzne poczucie humoru. - To, że wymyślał różne rzeczy, które miały im służyć w codziennym życiu albo rozbawiać Elizę czy gajowego Maruchę. Był niebanalnym człowiekiem i mężczyzną - podsumowała gościni audycji.
Izabela Dudkiewicz/Mateusz Wysokiński