"Wakacje w domu" - książka, która sprawia wrażenie rozrywkowej

W "Wakacjach w domu", najnowszej książce Renaty Bożek, nikt nie spędza wakacji w domu. O czym jest ta książka, o zwodniczej przezroczystości jej języka i co za tym się kryje za autorką w audycji "Plik Tekstowy" rozmawiał Max Cegielski.

"Wakacje w domu" - książka, która sprawia wrażenie rozrywkowej

Renata Bożek gościnią Maksa Cegielskiego w "Pliku Tekstowym"

Foto: mat. prasowe/wyd. Marginesy

Renata Bożek jest prozaiczką i publicystką. Studiowała psychologię na Uniwersytecie Jagiellońskim i nauki społeczne w Szkole Nauk Społecznych w IFiS PAN w Warszawie. Jest Prezeską Związku Pisarzy ze Wsi i współzałożycielką internetowego pisma literackiego "Pole". Ma w dorobku powieści "Madame Sinobroda" (2005), "Wyjarzmiona" (2025) i najnowszą, "Wakacje w domu" (2026). Współautorka serii prozatorskiej Związku Pisarzy ze Wsi. Mieszka w Warszawie na Grochowie i w rodzinnej wsi Karpiówka w województwie lubelskim.


Celowo przezroczysty język powieści

Na pierwszy rzut oka "Wakacje w domu" są napisane prostym, narracyjnym językiem. Przewrotnie prostym. Jak można tę książkę opisać tym, którzy nic o niej nie wiedzą?

- Że to jest książka przygodowa, z elementami horroru, powieści obyczajowej, może przygodowo-sensacyjna. Zależało mi, co może zabrzmieć dziwnie, aby ta książka była prosta, łatwa i przyjemna w czytaniu. Więc ten język jest celowo bardzo przezroczysty. Ta wersja jest może siódmą wersją - tak ją czyściłam, czyściłam, czyściłam… Ale jeśli chodzi o gatunek, muszę wyznać, że jestem absolutną przeciwniczką i nie znoszę książek, które udają głębsze, niż są. A to jest powszechne, to w zasadzie 90 procent polskiej literatury. Ja nazywam to "literaturą celofanową" albo "wydmuszką". Bo jak się to przeczyta, to nic nie zostaje, jest takie puste… - mówi Renata Bożek. - Więc postanowiłam stworzyć książkę odwrotną. "Wakacje w domu" sprawiają wrażenie książki, która jest całkowicie rozrywkowa. No, z elementami wojny, ale to jest popularne teraz w polskiej literaturze. I mam nadzieję, że niektórzy jak przeczytają, to siądą i pomyślą "Kurcze, o co chodzi?". Że już po przeczytaniu ta książka zacznie im pracować, że się zastanowią "A właściwie ten wątek wygląda od czapy. W zasadzie dlaczego?" - tłumaczy.

- Siedziałem nad nią sześć-siedem lat i ta książka jest bardzo precyzyjna - zapewnia.


Renata Bożek "Wakacje w domu" Renata Bożek "Wakacje w domu"

Alternatywny świat, by opisać historyczną rzeczywistość

"Wakacje w domu" to powieść, która wykorzystuje watki autobiograficzne. A główna bohaterka - Róża - jest swoistym alter ego autorki.

- Nie ma co udawać, że pisarz nie żeruje na sobie. Są pisarze którzy piszą science fiction albo inne rzeczy, ale większość po prostu pisze, w taki czy inny sposób czerpiąc z własnego doświadczenia. Po wydaniu mojej pierwszej książki. "Madame Sinobroda" w 2005 roku, przez lata chciałam napisać książkę o pacyfikacji mojej rodzinnej wsi. Miałam taki przymus wewnętrzny, ale nie byłam w stanie tego dotknąć. Żeby napisać zwykłą autofikcję, albo nawet nie autofikcję, o wojnie u mnie na wsi, o mojej rodzinie, która zginęła spalona w stodole, o sąsiadach, o wsi która była spalona w połowie. Ludzie w sylwestra 1943 roku nagle wrócili na zgliszcza... - opowiada rozmówczyni Maksa Cegielskiego. - Musiałam coś wymyślić, żeby tę historię opowiedzieć, opakować ją w coś. Więc wymyśliłam inną rzeczywistość, alternatywną. I uważam, że jestem zdecydowanie bardziej zrównoważona psychicznie, niż Róża, jednak bardziej podejrzliwa i mniej naiwna - wskazuje.

Wyjazd do miasta i awans społeczny

Jednym z tematów pojawiającym się w "Wakacjach w domu" jest kwestia wyjazdu ze wsi do miasta, awansu społecznego. Czy takie przeniesienie jest obciążające?

- Też jestem osobą z awansu społecznego ze wsi do miasta i chyba tego tak nigdy nie odczuwałam. Tak do 30-35 roku życia - teraz mam 55 - żyłam w nieświadomości czyli iluzji, że talent, pewna pracowitość i, wiadomo, trochę szczęścia, wystarczą, żeby osiągnąć to, do czego się dąży. Moja młodość przypadła na lata 90., a więc tę ideologię wielkiego sukcesu: "chcesz, to potrafisz!". Zresztą moja mama mi to powtarzała: "No widzisz - jak chcesz, to potrafisz". A potem przyszli politycy i mówili to samo, co moja mama - stwierdza Trójkowa gościni. - Moi rodzice sporo osiągnęli jako dzieci chłopów może nawet średnio piśmiennych. Więc ja też żyłam w przekonaniu, że ja jako kolejne pokolenie osiągnę jeszcze więcej. I rodzice też byli o tym przekonani. Dopiero kiedy zaczęłam czytać Żiżka i różnych socjologów, w "Krytyce politycznej" też było coraz więcej takich tekstów, zrozumiałam, że to nie jest takie proste, że my wszyscy nie jesteśmy równi - przyznaje.

- Bo wyjście z tej wsi czy nawet małego miasta, a nawet wyjście z Warszawy i przeprowadzenie się do miasta typu Londyn, wymaga dużego wysiłku poznawczego. Osoba, która wychowała się w Warszawie, zna wszystkie ścieżki, nie musi zużywać energii psychicznej na to, żeby np. nauczyć się jak dojechać z punktu A do punktu B, bo to jest absolutnie w jej DNA - dodaje.

 

 

 

Piotr Radecki