Dr Halszka Witkowska o samobójstwach dzieci: ból psychiczny jest niewidzialny

Rzadko pytamy dzieci o myśli samobójcze. Unikamy tego tematu. Często wydaje nam się, że możemy pogorszyć sytuację i popchnąć je w stronę najgorszej decyzji. To nieprawda. O tym, dlaczego milczenie bywa groźniejsze niż rozmowa i jak pomóc dziecku w kryzysie psychicznym - mówi nam dr Halszka Witkowska, suicydolog, pomysłodawczyni i koordynatorka serwisu "Życie Warte Jest Rozmowy".

Dr Halszka Witkowska o samobójstwach dzieci: ból psychiczny jest niewidzialny

Dr Halszka Witkowska, suicydolożka.

Foto: Arch. prywatne

Dr Halszka Witkowska jest także członkiem Zespołu Roboczego ds. prewencji samobójstw i depresji przy Radzie ds. Zdrowia Publicznego w Ministerstwie Zdrowia i autorką wielu publikacji dotyczących tego zagadnienia.

Posłuchaj audycji Trójki:

- Próba samobójcza, to wołanie o pomoc - mówi dr Halszka Witkowska. - Zachowania samobójcze powoduje zazwyczaj splot różnych sytuacji: u dziecka wydarza się wiele rzeczy na raz, jakiś konflikt w domu, rodzicom brakuje przestrzeni na rozmowę. I dziecko ma poczucie, że nie ma do kogo się zwrócić o pomoc - tłumaczy specjalistka. - Dzieci nie mają wypracowanych narzędzi, jak sobie radzić w trudnych dla nich momentach. Często czują się niewidziane. Podejmują próbę, aby pokazać, że nie są w stanie dłużej znieść tej sytuacji - podkreśla. - To bardzo trudne, kiedy przeżywamy coś bolesnego i nie możemy o tym nikomu powiedzieć - dodaje ekspertka.

Zauważ, zapytaj, zaakceptuj, zareaguj - czyli, jak zapobiegać

To, co powinno nas zaniepokoić - to zmiany w zachowaniu dziecka: zauważmy je. - Mieliśmy radosne dziecko, mamy smutne. Było grzeczne, jest agresywne, kłócące się, zaczyna przeklinać. Nagle nie chce chodzić do szkoły. Cierpi na zaburzenia snu. Zmienia się jego waga. Je lub przeciwnie - nie je. Skarży się na bóle głowy, brzucha, pleców, niezwiązane z żadną chorobą. To może być somatyzacja stresu albo kryzysu psychicznego - wymienia dr Halszka Witkowska.

Zdarza się, że nie bierzemy na poważnie tych sygnałów, bo nie są jednoznaczne i mogą oznaczać wiele innych rzeczy. - Myślimy: to bunt nastolatka, jest zdolny, ale leniwy. Mamy w głowach pełno łatek, którymi tłumaczymy sobie to, co dzieje się z dzieckiem - przyznaje specjalistka i dodaje, że warto wtedy zapytać.

- Powiedzieć: widzę, że jesteś smutna. Widzę, że jesteś bardzo nerwowy. Martwi mnie to. Co się u ciebie ostatnio dzieje? Czy może mierzysz się z czymś trudnym? - podpowiada ekspertka. - Nie pomożemy dziecku, jeśli nie zbierzemy informacji - wyjaśnia.

- Bądźmy uważni na słowa. Jeśli słyszymy od swojego nastolatka: jestem beznadziejna, jestem nic niewart, nic ze mnie nie będzie, jestem głupi, nigdy się nie nauczę matematyki - to też powinno zwrócić naszą uwagę. Podobnie, gdy mówi nam o zmęczeniu, braku snu, że życie nie ma sensu. Wtedy trzeba stanąć na wysokości zadania i nie bać się zadać tego pytania: a czy nie masz tak czasami, że wolałbyś się nie obudzić? A może czasem zdarza ci się myśleć o śmierci? - mówi specjalistka i podkreśla, że wbrew obiegowej opinii nie ma to negatywnych konsekwencji. - Niestety istnieje fałszywe przekonanie, że lepiej nie pytać o myśli samobójcze, bo jeszcze niechcący do tego zachęcimy. To nieprawda. Wszystkie badania wskazują, że takie pytanie osobie w kryzysie pomaga - podkreśla suicydolożka.

Nie bagatelizuj

Niezwykle ważne jest, aby stworzyć przestrzeń, w której dziecko będzie wiedziało, że może nam o swoich kłopotach opowiedzieć. Zaakceptujmy to, co mówi. - Mamy skłonność do bagatelizowania problemów dzieci, bo z perspektywy dorosłych wydają się małe albo nieistotne - mówi specjalistka. - Zapominamy, że dzieci mają inną perspektywę i inne doświadczenia, że ich problemy są pierwszymi takimi problemami, że to jest pierwszy zdradzony związek, pierwsze pięć jedynek w szkole, pierwsze doświadczenie hejtu. I ta perspektywa osoby dorosłej często zabiera nam empatię wobec dziecka. I to jest okrutne. Gdyby podobna sytuacja dotknęła osobę dorosłą, zgłosiłaby np. mobbing. Ale gdy dziecko doświadcza w szkole zachowań przemocowych to mówimy: a daj spokój, przejdzie im. Kto się czubi, ten się lubi. A to nie jest prawda. Zakłamujemy rzeczywistość - przyznaje dr Halszka Witkowska.

- Jeśli kilka razy bagatelizowaliśmy jakiś problem, jeżeli nie mieliśmy czasu wysłuchać, nie dziwmy się, że potem dziecko nie chce do nas przyjść. Jeśli usłyszało, że inni mają większe problemy, albo że nie mamy czasu, albo daj spokój, nie gadaj głupot - może nam nie chcieć powiedzieć, co go boli - mówi i dodaje, że budowanie zaufania jest kluczowe.

Zareaguj

Przelotne myśli samobójcze zdarzają się. - To, że pojawiły się u dziecka, nie oznacza, że konieczna jest natychmiastowa hospitalizacja, albo leczenie psychiatryczne. Nie każde dziecko od razu musi trafić na oddział i nie każde wymaga farmakoterapii - podkreśla specjalistka i dodaje, że często rodzice narzekają, że nie mogą się dostać z dzieckiem do psychiatry, a tymczasem w wielu przypadkach wystarczy psycholog lub terapeuta, który oceni sytuację i pokieruje dalej.

- Pamiętajmy tę drabinę. Do Centrum Zdrowia Psychicznego albo Ośrodka Środowiskowej Opieki Psychologicznej i Psychoterapeutycznej możemy iść z dzieckiem od razu, kiedy nas coś zaniepokoi. Nie potrzebujemy skierowania. Możemy zgłosić się do Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej, psychologa w szkole lub pedagoga. Rodzicu nie musisz być sam. Nie ty musisz oceniać ryzyko. W ramach serwisu "Życie Warte Jest Rozmowy" mamy także bezpłatne wideokonsultacje dla rodziców - wymienia dr Halszka Witkowska.

- O myślach samobójczych - jeśli są sporadyczne - można rozmawiać. Dopytać, co je generuje. Jak często przychodzą, od kiedy, czego dotyczą - tłumaczy specjalistka. - Zazwyczaj największym zagrożeniem są sprecyzowane myśli o samobójstwie, czyli konkretne plany, wyobrażenia na temat śmierci, pogrzebu, metody, okoliczności daty - wyjaśnia ekspertka. - No i oczywiście mamy całą paletę czynników, które zwiększają ryzyko: wcześniejsze próby samobójcze, występowanie samookaleczeń, chorób i zaburzeń psychicznych, chorób somatycznych - dodaje i podkreśla, że u każdego kryzys będzie wyglądał inaczej, dlatego ważne jest indywidualne podejście. 

Nie tylko złe domy

Do prób samobójczych i samobójstw dochodzi zarówno w rodzinach dysfunkcyjnych, jak i rodzinach normalnych. - Czasem rodzice chcą wspierać, są obok, a dziecko i tak nie mówi, co się z nim dzieje - przyznaje dr Halszka Witkowska. - Zdarza się, że wstydzi się powiedzieć przez co przechodzi. Proszę sobie wyobrazić dom, w którym rodzice ledwo wiążą koniec z końcem, dużo pracują. Córka się dobrze uczy, pozornie nie ma żadnych problemów, ale nie chce powiedzieć, że doświadcza przemocy rówieśniczej, albo, że została zgwałcona na imprezie - tłumaczy specjalistka. - Jest naprawdę wiele domów, w których dzieci maskują swój kryzys. Do naszego serwisu "Życie Warte Jest Rozmowy" zgłaszają się nastolatki, które przyznają, że nie mówią rodzicom o myślach samobójczych, bo i tak mają oni dużo problemów - mówi.

- Jeśli ktoś podejmuje próbę samobójczą, to znaczy, że coś powoduje u niego taki ból psychiczny, że on nie ma innych narzędzi, aby zakomunikować jak bardzo go boli. Ból psychiczny często jest niewidzialny - podkreśla suicydolożka.

Fakty, z którymi trzeba się zmierzyć

Z badań zawartych w raporcie "Dobre i złe wiadomości - życie online i offline a zdrowie psychiczne polskich nastolatków" przygotowanego przez fundację "Dbam o mój zasięg" we współpracy z Fundacją "Życie Warte Jest Rozmowy" wynika, że prawie co szósty badany uczeń VII klasy miał myśli samobójcze. Prawie co 12 podjął taką próbę. To dzieci w wieku trzynastu, czternastu lat. - Policja prowadzi dane, w których pierwszym przedziałem wiekowym jest 7-12 lat. W zeszłym roku mieliśmy 85 prób w tej grupie wiekowej odnotowanych przez służby, a przecież nie wszystkie są odnotowywane - przyznaje dr Halszka Witkowska i dodaje, że zdarza się, że rodzic przyjeżdża z dzieckiem po próbie do szpitala, ale nie wzywa policji.

W szkole średniej jest gorzej. Z raportu wynika, że prawie, co czwarty badany uczeń III klasy szkoły ponadpodstawowej miał myśli samobójcze. A co ósmy ma za sobą taką próbę.

Głównym czynnikiem zachowań samobójczych jest przemoc, w tym przemoc psychiczna ze strony rodzica lub opiekuna. - Normalizujemy pewne zachowania. Nie mamy czasu na rozmowę, przeklinamy, krzyczymy, trzaskamy drzwiami. Nie mamy mechanizmu przepraszania. A już w ogóle nie mamy go w stosunku do dzieci. Jakby słowo przepraszam było czymś złym, bo rodzic nie może popełnić błędu. Tymczasem na koniec dnia mamy rozdygotane dziecko, które się boi - tłumaczy specjalistka.

Przemoc seksualna

Z raportu "Samobójstwa i próby samobójcze w Polsce w latach 2020-2025 na podstawie danych Komendy Główniej Policji na dzień 20 stycznia 2026 roku" wynika, że jeśli przyjrzymy się próbom samobójczym w grupie wiekowej poniżej 19 lat - w statystykach dominują dziewczynki. - Jednocześnie rośnie też liczba samobójstw wśród dziewcząt w tej grupie wiekowej. Mamy ogromny wzrost wśród dziewcząt na przestrzeni ostatnich lat - podkreśla dr Halszka Witkowska i dodaje, że powinno się różnicować działania profilaktyczne ze względu na płeć. - Dziewczynki różnią się od chłopców. Mają inne problemy, różnią się rozwojowo, emocjonalnie. Częściej też niż chłopcy padają ofiarami przemocy seksualnej. A przemoc seksualna i wszelkiego rodzaju molestowania są bardzo wysokim czynnikiem ryzyka, jeśli chodzi o zachowania samobójcze - tłumaczy specjalistka.

Związane jest to m.in. z przytłaczającym poczuciem wstydu. - Pamiętajmy, że w naszym kraju jest nadal ogromny problem ze zgłaszalnością przestępstw seksualnych. O wielu aktach przemocy seksualnej, czy nadużyć ofiary nikomu nie mówią. Są z tym zupełnie same - podkreśla ekspertka.

Treści suicydalne

Młodzi ludzie dużo czasu spędzają w sieci. Średnio ponad 5,5 godziny dziennie. Z raportu "Dobre i złe wiadomości…" wynika, że treści suicydalne wyświetlają się nastolatkom nawet wtedy, gdy ich nie wyszukują. Są one szczególnie dewastujące dla osób, które już mierzą się z kryzysem psychicznym, mają myśli rezygnacyjne albo są po próbie samobójczej. - Nasze badania pokazały, że im młodsze dzieci z tym większą częstotliwością te treści się pojawiają - przyznaje suicydolożka. - A dlaczego to jest tak niebezpieczne? Bo z jednej strony takie treści pogłębiają kryzys. Z drugiej, gdy dziecko jest już na etapie zdrowienia nakręcają spiralę negatywnych myśli - wyjaśnia. 

- Często są to filmiki, które np. obniżają samopoczucie psychiczne. Np. ktoś mówi: moje życie nie ma sensu, pora się wylogować. Może nam się wydawać, że to nic takiego. Ale jeżeli ktoś ma myśli samobójcze, a wyświetli mu się w ciągu dnia 20 takich filmików, to to będzie pogarszać jego stan - podkreśla.

Śmierć nie jest ładna. Bywa paskudna i bolesna

Niektóre treści internetowe mogą sprzyjać idealizowaniu śmierci przez młodych ludzi. Dzieci często nie wiedzą, jak w rzeczywistości wygląda umieranie i mają na ten temat romantyczne wyobrażenia. - Wydaje im się, że będą beztrosko zasypiać. Zdecydowanie nie. Próba samobójcza to nie spokojne odchodzenie w ciszy. To często wymioty, ogromny ból, strach. Zdarza się, że jej konsekwencją jest trwałe kalectwo. Uszkodzenie narządów wewnętrznych, niepełnosprawność - wymienia dr Halszka Witkowska. - W umieraniu w wyniku samobójstwa nie ma nic pięknego - mówi dr Halszka Witkowska.

Jeżeli potrzebujesz wsparcia - zadzwoń na bezpłatny, anonimowy, telefon zaufania:

  • 116 111 (dzieci i młodzież);
  • 116 123 (dorośli);
  • 800 108 108 (czynny w dni powszednie od 14.00 do 20.00) – wsparcie dla osób, które doświadczyły straty Fundacji Nagle Sami;
  • 800 702 222 – wsparcie dla osób dorosłych w kryzysie emocjonalnym (czynny 24/7);
  • 800 12 12 12 - Dziecięcy telefon zaufania Rzecznika Praw Dziecka;

Rozmawiała Magdalena Hejna