"To jest tekst o wspólnocie". Maja Kleczewska przed premierą "Wyzwolenia"

- "Wyzwolenie” jest o wspólnocie, o zbiorowości - mówiła reżyserka Maja Kleczewska przed premierą dramatu Wyspiańskiego w Teatrze Słowackiego w Krakowie. Sztuka pojawi się na scenie w przypadającą w sobotę 123. rocznicę prapremiery. To ostatnia część tryptyku reżyserowanego przez Kleczewską na krakowskiej scenie. 

"To jest tekst o wspólnocie". Maja Kleczewska przed premierą "Wyzwolenia"

Maja Kleczewska (L) i scenografka Justyna Łagowska przed premierą "Wyzwolenia w Teatrze Słowackiego w Krakowie

Foto: Łukasz Gągulski/PAP

Premiera "Wyzwolenia” jest ostatnią częścią tryptyku, po wcześniejszych premierach "Dziadów” i "Wesela” reżyserowanych także przez Maję Kleczewską. Scena w ten sposób powtórzyła gest Wyspiańskiego, który ponad 120 lat temu w tej samej kolejności zaprezentował te trzy dramaty właśnie na scenie Teatru Słowackiego.

Posłuchaj audycji w Trójce: 

"Konrad to jest stan umysłu"

- "Siła to wy!” i "Jestem w każdym człowieku, żyję w każdym sercu” – fragmenty wypowiedzi Konrada – stały się mottem najnowszej adaptacji "Wyzwolenia”. Dramat Wyspiańskiego, uważany za najtrudniejszy, twórcy inscenizacji widzą przede wszystkim jako opowieść o polskim narodzie.

– To jest tekst o wspólnocie, o zbiorowości. (…) Konrad to jest pewien stan umysłu, to jest stan osoby, która zadaje sobie nieustannie pytanie, jest w procesie niezgody na to, co jest, i próbuje przeformułować swoją świadomość, ale też rzeczywistość – zaznaczyła podczas próby medialnej przed premierą reżyserka Maja Kleczewska.

– My wierzymy, że ta zbiorowość ma taką możliwość, umiejętność jakiejś samoregulacji, że ona dojrzewa, że ona się tworzy, przez wątpliwości i pytania sama się rozwija i staje się jakimś niezwykłym tworem – przyznała Maja Kleczewska. Zwróciła jednocześnie uwagę, że nowych fundamentów dla narodu Konrad u Wyspiańskiego szuka jednak nie w tradycji chrześcijańskiej i polskiej historii, ale w antyku. – Szuka polskiego Edypa, polskiej Antygony, zaczepienia w micie antycznym – podkreśliła.

Teatr Słowackiego jak dramatis personae

Kleczewska zwróciła uwagę, że Wyspiański w centrum sztuki umieścił scenę Teatru Słowackiego, na której w sztuce zrealizować ma się zamysł bohatera.

– Rozumiem to jako podróż do wielkiego marzenia, a takie podróże nie są proste. I to wyobrażenie, że tu i teraz, w tym teatrze, na tych deskach stanie się cud, jest taką właśnie niebezpieczną koncepcją: chcemy czegoś niemożliwego i w gruncie rzeczy lądujemy w poczuciu katastrofy czy klęski – przyznała.  - Samo pragnienie wyrwania się z jakichś okowów, czyli tytułowe "Wyzwolenie”, jest wieloznaczne i każdy powinien je sam odczytać - podsumowała reżyserka. 

W spektaklu grają Tomasz Augustynowicz, Mateusz Bieryt, Sara Bieryt, Lidia Bogaczówna, Krzysztof Głuchowski, Dorota Godzic, Mateusz Janicki/Paweł Smagała, Agnieszka Judycka-Cappuccino, Marcin Kalisz, Karolina Kamińska, Karolina Kazoń, Martyna Krzysztofik, Tomasz Międzik, Wojciech Skibiński, Natalia Strzelecka, Anna Syrbu, Rafał Szumera, Marta Waldera, Tomasz Wysocki, Katarzyna Zawiślak-Dolny.

Premiera "Wyzwolenia” w reżyserii Mai Kleczewskiej w sobotę, 28 lutego, na Dużej Scenie Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie.