Kontra do grunge'u i chęć bycia muzykiem, czyli "Mr. Jones" od Counting Crows

Counting Crows stali się jedną z najgłośniejszych sensacji muzyki lat 90. Jednym z największych przebojów zespołu pozostaje piosenka "Mr. Jones" - utwór, który był nie tylko kontrą wobec dominującej wówczas estetyki grunge’u, ale także osobistym wyrazem marzenia o zostaniu muzykiem. Historię powstania tego przeboju przybliżył Kuba Ambrożewski w audycji "Piosenka do Wyjaśnienia". 

Kontra do grunge'u i chęć bycia muzykiem, czyli "Mr. Jones" od Counting Crows

"Mr. Jones" od Counting Crows

Foto: INSIGHT MEDIA/REPORTER

Counting Crows zapisali się w historii rocka lat 90. jako zespół, który w czasach dominacji grunge’u postawił na bardziej melodyjne, folkowo-rockowe brzmienie. Ich wizytówką stał się singiel "Mr. Jones", utwór, który do dziś pozostaje największym przebojem w dorobku grupy. Kulisy jego powstania przypomniał Kuba Ambrożewski w audycji "Piosenka do Wyjaśnienia".

Debiut, który stał się wizytówką

– Rzadko zdarza się, by pierwszy singiel okazał się największym przebojem w całej karierze zespołu. A tak jest w przypadku Counting Crows. Tym bardziej zadziwiające, że grupa wylansowała jeszcze kilka hitów i istnieje do dziś – zauważa Ambrożewski.

Na początku lat 90. o grupie zrobiło się głośno za sprawą dema, które wywołało prawdziwą rywalizację między wytwórniami.

W 1992 roku na zachodnim wybrzeżu zaczęto mówić o nowym, obiecującym zespole. A do biur wytwórni muzycznych trafiło demo, które doprowadziło do wojny między potencjalnymi wydawcami. Piosenki były tak dobre, że każdy chciał mieć Counting Crows u siebie. W końcu muzycy podpisali kontrakt z Geffen Records i każdy z nich dostał 3 tysiące dolarów zaliczki. Wokalista, Adam Duritz, wydał je na samochód – klasycznego kabrioleta - mówi prowadzący audycji.

Posłuchaj audycji w Trójce:

Kontra do grunge’u

Counting Crows od początku pozycjonowali się w opozycji do mroczniejszej estetyki Seattle.

- Być może jego pewność siebie wynikała z faktu, że miał w kieszeni piosenkę "Mr. Jones", która świetnie symbolizowała muzyczną filozofię grupy. Counting Crows byli reakcją na muzykę grunge i jej dołującą energię. W przeciwieństwie do Nirvany i Alice In Chains zespół inspirował się Bobem Dylanem czy Vanem Morrisonem oraz szeroko rozumianym folkiem i soulem - mówi Ambrożewski.

Sam utwór miał bardzo osobiste źródło inspiracji. Opowiadał o marzeniach młodych muzyków, zapatrzonych w świat profesjonalnej sceny.

- Jak mówi Duritz, piosenka jest pozornie prosta. Ciężko zagrać ją w odpowiednim tempie – nie za wolno, ale i nie za szybko. Duritz napisał piosenkę po imprezowej nocy spędzonej w towarzystwie przyjaciela – Marty’ego Jonesa, którego ojciec był muzykiem flamenco odnoszącym sukcesy w Hiszpanii. Tej nocy odwiedził San Francisco ze swoją hiszpańską grupą muzyczną. Adam i Marty podziwiali ich, również marząc o byciu prawdziwymi muzykami, dzięki czemu mogliby łatwiej podrywać dziewczyny. Następnego dnia Duritz napisał o tym piosenkę, potem było już z górki - puentuje prowadzący "Piosenki do Wyjaśnienia". 

Mateusz Wysokiński