Wulgaryzmy jak brzydkie krajobrazy, trudno je wyeliminować
- Ludzie na ulicy tak mówią i prawie nikogo to już nie razi – uważa prof. Michael Fleisher.
Foto: Glow Images/East News
- Ile słów trzeba, żeby się komunikować? Po polsku - czterech. Tych najbardziej wulgarnych - przekonuje profesor Michael Fleischer z Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego, pomysłodawca "Słownika polszczyzny rzeczywistej".
Gość "Za, a nawet przeciw" zauważa, że wspomnianych czterech słów w zasadzie nie uważamy już za wulgaryzmy, ale za naturalny stan języka. Wypowiadają je przecież przedstawiciele różnych profesji, różnej płci i z różnym wykształceniem, nawet słynni dziennikarze. - Jest to zjawisko z jednej strony komunikacyjne, a z drugiej społeczne. Pojawia się pytanie, dlaczego ludzie tak mówią i dlaczego nikomu już to nie przeszkadza?
Według profesora Fleischera problemem jest to, że wulgaryzmy pozwalają na wyrażanie tylko prostych rzeczy przez co upraszczają także nasz świat. To pewnego rodzaju pułapka, bo rzeczywistość wcale taka prosta nie jest.
Profesor Bogusław Dunaj z Uniwersytetu Jagiellońskiego podkreśla, że coraz mniej osób odczuwa wulgarność wulgaryzmów. W języku młodzieży przyjmują one charakter mowy potocznej. - Przykład idzie z góry, i media i politycy zbyt często używają takich form. Jest to problem nie tyle językowy, co społeczny. Akceptacja dla nich to bardzo niepokojące zjawisko.
Jakub Winiarski, poeta i pisarz w swojej twórczości chętnie wykorzystuje słowa powszechnie postrzegane jako niecenzuralne. - Miałem wrażenie, że język polskiej poezji miłosnej zabrnął w ślepy zaułek. Autorzy unikają sformułowań takich, jakich używają na co dzień. Chciałem trochę tej żywej mowy wprowadzić do liryki. Jednocześnie trzymając się form klasycznych, żeby pokazać, że nie jest to sama wulgarna dla wulgarni – tłumaczy.
Zdaniem gościa audycji bez wulgaryzmów liryka byłaby zbyt wygładzona w stosunku do rzeczywistości. - Jak mówił kiedyś jeden z poetów ludziom należy się prawda, to znaczy groza. Wulgaryzmy są taką grozą w języku.
Dodaje, że wulgaryzmów w mowie nie da się uniknąć, a co więcej są one konieczne. Przyznaje jednak, że rażą go na przykład młode dziewczyny nadużywające ich w konwersacji.
Według językoznawcy profesor Małgorzaty Marcjanik wulgaryzmy są niezgodne z zasadami etycznego mówienia publicznego, nie szanują odbiorcy. Inny użytkownik języka nie powinien być narażony na słuchanie komunikatów, których by sobie nie życzył.
Muzyk Krzysztof Skiba porównuje "brzydkie słowa" do brzydkich krajobrazów. I jedne i drugie trudno bowiem wyeliminować. Dodaje, że choć często świadczą o ograniczonym językowym repertuarze osoby, która je wypowiada, nie powinny aż tak bardzo oburzać. - Być może w Polsce jest wulgaryzmów za dużo i w tej chwili mamy przesyt. Natomiast są one stosowane też w dziełach sztuki. Istnieją przecież powieści, będące częścią kanonu literatury, w których niecenzuralnych słów jest mnóstwo.
Aby wysłuchać całej rozmowy, wystarczy kliknąć w ikonę dźwięku w boksie "Posłuchaj" w ramce po prawej stronie.
Audycji "Za, a nawet przeciw" można słuchać od poniedziałku do czwartku tuż po godz. 12.00.
Czy rażą nas wulgaryzmy?
Za -79 proc.
Przeciw - 21 proc.