"Wielka Warszawska": młodzieńcze marzenia, czas przemian i wielka forsa
W kinach już jest "Wielka Warszawska" w reżyserii Bartłomieja Ignaciuka, ostatnia część "szemranej trylogii" Jana Purzyckiego, do której należą też "Wielki Szu" oraz "Piłkarski poker". Po świecie kart i piłki nożnej, tym razem gra o wysokie stawki idzie na wyścigach konnych.
Tomasz Ziętek w filmie "Wielka Warszawska", reż. Bartłomiej Ignaciuk
Foto: mat. prasowe
Krzysiek (Tomasz Ziętek) jest młodym dżokejem marzącym o wielkiej sportowej karierze. Jego ojciec, Kajetan (Ireneusz Czop), też był dżokejem i chłopak chce pójść jego drogą. A zwieńczeniem tych marzeń jest udział w najważniejszej gonitwie w Polsce - Wielkiej Warszawskiej. Krzysiek wkracza w środowisko wyścigów konnych i szybko orientuje się, że gonitwy, to siatka zależności, potężnych interesów i manipulowanie wynikami. Chłopak naiwnie wierzy, że może to zmienić, szczególnie że kraj stoi na krawędzi wielkich przemian. Jednak w świecie korupcji i nieczystych zagrywek ciężko jest pozostać bez skazy. Czy Krzyśkowi uda się oprzeć wielkim pieniądzom i szybkiej karierze? Jak wiele jest w stanie poświęcić, by rozsadzić układ?
Scenariusz: adaptacja do nowych czasów
Scenariusz "Wielkiej Warszawskiej" stworzył Jan Purzycki jeszcze w latach 80. Przez lata do jego ekranizacji przymierzało się wielu reżyserów, lecz udało się to dopiero Bartłomiejowi Ignaciukowi.
- Potraktowałem to jako niezwykłą okazję i jest coś niesamowitego, że to do mnie trafiło (…) Tekst Jana Purzyckiego powstał w latach 80. i został napisany dla widzów z czasów, o których opowiadał, czyli dobrze znających realia życia w PRL-u. Więc z oczywistych względów wymagał pewnej adaptacji - mówi reżyser "Wielkiej Warszawskiej". - To w ogóle jest dość skomplikowane opowiedzieć mechanizmy tak specyficznego świata, jak wyścigi konne. I jeszcze z takim tłem jak zupełnie inna epoka, inne zasady życia, inny świat. Dlatego wymagało to pewnych zmian - tłumaczy.
To, co najważniejsze: relacja ojca i syna
Bartłomiej Ignaciuk, który jest także autorem adaptacji scenariusza, zdecydował się na przesuniecie akcji o kilka lat, do czasów przełomu: - Pisząc scenariusz Jan Pużycki jeszcze nie wiedział, że fajnym tłem będą przemiany. Stąd przesunięcie akcji na rok 1991, żeby pokazać też tę zmianę pokoleniową wraz ze zmieniającym się światłem. Z nową nadzieją, innymi zasadami, które wkraczają… A może się tylko wydaje, że zasady się zmieniają? - wskazuje.
Reżyser zwraca też uwagę na inny aspekt filmowej opowieści: - Z drugiej strony myślę, że najważniejsza w pomyśle Jana Purzyckiego jest relacja ojca i syna. To jest główna oś tej historii, że syn trochę wchodzi w buty ojca i po 20. latach próbuje powtórzyć jego ścieżkę - wyjaśnia.
Piotr Radecki