Na małym i dużym ekranie. Najciekawsze premiery na początek 2026 roku
Co prawda rok 2026 dopiero się zaczął, ale już teraz na horyzoncie jest kilka produkcji ze świata filmów i seriali, na które będziemy czekać w najbliższych miesiącach. Wybrane pozycje z grupą krytyczek i krytyków w audycji "Wszystko Wszędzie Teraz" omówła Katarzyna Borowiecka.
Kadr z filmu "Marty Supreme"
Foto: Associated Press/East News
Pierwsze w tym roku wydanie audycji "Wszystko Wszędzie Teraz" upłynęło pod znakiem najbardziej oczekiwanych produkcji filmowych i serialowych, z naciskiem na te zaplanowane na najbliższe miesiące. Swoimi wyborami podzielili się Jakub Popielecki, Katarzyna Czajka-Kominiarczuk, Michał Walkiewicz, Maja Głogowska, Klara Cykorz, Małgorzata Steciak i Igor Kierkosz.
Posłuchaj audycji Trójki:
- "Trójkowo, filmowo": zapowiedzi polskich premier filmowych 2026 roku
- "Trzecia Godzina" o finale Stranger Things i zapaści demograficznej w Polsce
"Wielki Marty". Joshua Safdie i Timothée Chalamet w sportowym komediodramacie
Podobno do tej roli Timothée Chalamet przez kilka lat uczył się gry w tenisa stołowego. Głośna też była promocja, którą w zasadzie sterował właśnie ten aktor. Chalamet wciela się w nim natomiast w Marty'ego Mausera - postać wzorowaną na prawdziwej postaci Marty'ego Reismana. "Marty Supreme" (w Polsce "Wielki Marty") w reżyserii Josha Safdiego (który, wspólnie z Ronald Bronsteinem napisał też scenariusz), w naszym kraju ukaże się 30 stycznia.
Krytyk filmowy Jakub Popielecki wskazuje, że "Wielki Marty" jest filmem zdecydowanie dla fanów Chalameta. - Widziałem już ten film i czekam, bo chętnie obejrzę go jeszcze raz. Myślę jednak, że to nie jest natomiast film dla antyfanów tego aktora. Timothée Chalamet zrobił chyba karierę na graniu antypatycznych bohaterów; tutaj być może gra tego najbardziej antypatycznego. Natomiast paradoks polega na tym, że mimo tego jak antypatyczny, arogancki i nieprzyjemny jest główny bohater, nie jesteśmy w stanie przestać mu kibicować - wskazuje rozmówca Katarzyny Borowieckiej.
"Hamnet" i "Wichrowe wzgórza" - poleca Zwierz Popkulturalny
- W styczniu czekam na "Hamneta", który przychodzi do nas z pewnym opóźnieniem. Jestem bardzo ciekawa tego filmu, który jest wymieniany wśród najważniejszych tytułów i potencjalnych kandydatów do Oscara - deklaruje Katarzyna Czajka-Kominiarczuk, znana także jako Zwierz Popkulturalny. Nowy film Chloé Zhao to opowieść o żonie Williama Szekspira, Agnes, która próbuje pogodzić się ze śmiercią jedynego syna - tytułowego Hamneta. Z tą historią zapoznać się będziemy mogli tydzień przed "Wielkim Martym", 23 stycznia.
Oprócz tego gościni audycji wskazuje "Wichrowe wzgórza", które trafią do polskich kin 14 lutego. Powieść Emily Brontë na ekran przeniosła tym razem Emerald Fennell; w rolach głównych wystąpili Margot Robbie i Jacob Elordi. Według zapowiedzi ta wersja nie ma być klasyczną adaptacją książki. - Widzieliśmy zwiastuny i zdjęcia, które nie mają wiele wspólnego z tym, co wiemy o książce czy klasycznej stylistyce tego typu opowieści. Może uda się przełożyć historię tego bardzo toksycznego związku na nowy język - ocenia Zwierz Popkulturalny. - Bardzo często "Wichrowe wzgórza" uznaje się za romans wszech czasów, kiedy to było pisane jako powieść gotycka, która miała nas przerazić. Bardzo się boję, że dostaniemy tam może za dużo namiętności i za mało przypominania, że tam w zasadzie nie ma żadnego szczęśliwego związku - dodaje.
"Kopnęłabym cię, gdybym mogła" - ponowny debiut Mary Bronstein
- Jeśli ktoś przez ostatnie 20 lat nawet oglądał dużo filmów to mógł nie zauważyć, że Mary Bronstein cokolwiek wcześniej nakręciła. Bo ten film jest jakby debiutem, ale nie jest nim w sensie ścisłym - opowiada Igor Kierkosz. Reżyserka stworzyła bowiem w 2017 roku film "Yeast", którego nie przyciągnął dużej widowni.
Dziewięć lat później Bronstein proponuje film "Kopnęłabym cię, gdybym mogła". W Polsce film ukaże się 20 lutego 2026 roku. - Bronstein mówi o doświadczeniu swoim, znowu, tylko tym razem osoby starszej, matki. Opowiada o matce, która zajmuje się dzieckiem z pewnym problemem natury medycznej - tłumaczy krytyk. - Film jest prowadzony tak, że nie wiemy do końca co się dzieje. Widzimy, że córka bardzo cierpi, ale przede wszystkim obserwujemy doświadczenie matki. (...) Jesteśmy do niej przyspawani przez cały film - opowiada rozmówca Katarzyny Borowieckiej.
Kamil Kucharski