Prof. Grosse: nie trzeba wywracać UE do góry nogami, aby przyjąć do niej kolejne państwa

  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Mail
Prof. Grosse: nie trzeba wywracać UE do góry nogami, aby przyjąć do niej kolejne państwa
UEFoto: areporter / Shutterstock

- Proponowane zmiany w UE są bardzo rozległe. Po pierwsze, oznaczają zmarginalizowanie demokracji narodowych. Po drugie, wzrost wpływu Francji i Niemiec na decyzje podejmowane na forum UE - mówił w Programie 3 Polskiego Radia prof. Tomasz Grosse, europeista z Uniwersytetu Warszawskiego.

"Większa, silniejsza Unia Europejska" - pod takim hasłem ministrowie spraw zagranicznych państw członkowskich Unii rozmawiali w czwartek, podczas konferencji Berlinie, na temat polityki rozszerzenia i reformy instytucjonalnej UE. Szef polskiej dyplomacji Zbigniew Rau ocenił, że proces akcesyjny nie wymaga ani żadnych dodatkowych zmian instytucjonalnych, ani reform UE.

- Nie trzeba zmieniać Unii w sposób gruntowny, wywracać jej niemalże do góry nogami, aby przyjąć kolejne państwa - skomentował prof. Grosse.

"Proponowane zmiany są bardzo rozległe"

Gość Programu 3 Polskiego Radia zwrócił uwagę, że propozycje, które w tej chwili są stawiane w dyskusji ws. planowanych zmian unijnych traktatów, są bardzo daleko idące.

- One są bardzo rozległe, przede wszystkim scentralizowałyby kompetencje, które - jak na razie - są w dużym stopniu pozostawione państwom członkowskim, czyli tak naprawdę demokracjom narodowym. Wprowadzenie zmian oznaczałoby, że te demokracje zostałyby w dużym stopniu zmarginalizowane, bo tak naprawdę nie byłoby zbyt wielu obszarów, w których rzeczywiście mogłyby podejmowały decyzje - stwierdził europeista z Uniwersytetu Warszawskiego.

Nadmienił, że "wszystkie te decyzje automatycznie zostałyby przeniesione na poziom unijny".

Wzrost pozycji Francji i Niemiec

Ekspert kontynuował, że wprowadzenie zmian - forsowanych przez Komisję Spraw Konstytucyjnych PE - wiązałoby się również z tym, że "w Unii na różne polityki czy sprawy, niekiedy szalenie ważne, jeszcze większy wpływ miałyby Francja i Niemcy, czyli dwa największe kraje, które już w tej chwili są uprzywilejowane w systemie głosowania większością kwalifikowaną". Tymczasem - jak wskazuje gość Trójki - "zmiany traktatowe jeszcze bardziej wzmocniłyby ich udział w podejmowanych decyzjach".

- System podziału głosów w instytucjach międzyrządowych, ale np. tak samo (do pewnego w stopnia) w PE, uprzywilejowuje kraje najbardziej zaludnione - wyjaśnił prof. Tomasz Grosse.

Na uwagę prowadzącej rozmowę Beaty Michniewicz, że Polska również - na tle UE - jest krajem o dużej liczbie ludności, europeista odpowiedział, iż "przy ustanowionym podziale głosów jesteśmy mniej więcej o połowę słabsi niż Francja i Niemcy".

- To ma znaczenie. W tej chwili tylko Francja i Niemcy mają ponad 33 proc. głosów w Radzie UE. To oznacza, że wystarczy już stosunkowo niewiele państw, aby poprzeć ich propozycje legislacyjne. My nie mamy aż takiej siły z punktu widzenia matematyki, żeby konkurować z Francją i Niemcami, tym bardziej, że te państwa grają w tandemie - zaznaczył prof. Grosse.

Posłuchaj

8:14
Prof. Tomas Grosse, europeista z Uniwersytetu Warszawskiego, gościem Programu 3 Polskiego Radia ("Trójkowy komentarz dnia")
+
Dodaj do playlisty
+
Najczęściej czytane

***

Tytuł audycji: Trójkowy komentarz dnia
Prowadzi: Beata Michniewicz
Gość: Tomasz Grosse (europeista z Uniwersytetu Warszawskiego)
Data emisji: 2.11.2023
Godzina emisji: 17.46

łl

Polecane