Europejski problem z Libią
Libia jest w centrum uwagi całego świata. Na jej temat rozmawia Rada Bezpieczeństwa ONZ, USA zapowiadają sankcje. Największy dylemat ma teraz jednak Europa.
Foto: (fot. PAP/EPA/SHAMSHAHRIN SHAMSUDIN)
Gdy Muammar Kaddafi zwrócił się przeciwko własnemu narodowi, Wspólnota Europejska wydała jedynie deklarację potępienia, nie wypowiadając nawet nazwiska libijskiego dyktatora. Unia nie apelowała o ustąpienie przywódcy, czego rządała wcześniej w przypadku Egiptu i Tunezji.
Stanowisko to zmieniło się w ostatnich dniach. Przygotowano listę sankcji. Mowa jest między innymi o embargu na sprzedaż broni oraz sprzętu, który może być użyty przeciwko demonstrantom. Eksperci zdecydowali też, że przedstawiciele libijskich władz powinni mieć zakaz wjazdu na teren Unii, a ich aktywa finansowe w europejskich bankach zostaną zamrożone.
Wspólnota zaczyna się też niepokoić losem własnych obywateli. W objętym rewolucją kraju jest jeszcze 3 tysiące Europejczyków. Bruksela nie wyklucza wojskowej interwencji humanitarnej, by ich ewakuować.
- Libia to kraj, który teoretycznie może być objęty europejską polityką sąsiedztwa. Państwo położone jest blisko granicy Unii, to ewidentnie nasz bliski sąsiad. Wspólnota dąży do utrzymywania stabilności w swoich granicach, dlatego jest to dla niej ogromny problem – mówi Kacper Rękawek z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
Łukasz Wójcik z "Przekroju" dodaje, że sytuacja w kraju Kaddafiego jest w tym momencie zbyt krwawa. Konflikt urósł już do takiej rangi, gdzie nie tylko potrzebne są sankcje, ale również większa interwencja. - W tym momencie rozmowa o represjach ekonomicznych jest zupełnie nie na miejscu. Tam dochodzi do strasznych morderstw, ataków armii na cywilów – przekonuje.
Kacper Rękawek przestrzega jednak przed zbytnią krytyką działań w sprawie Libii. – Zgadzam się, że sankcje gospodarcze to "musztarda po obiedzie". Chyba wszystkim by się marzyło to, co Amerykanie zrobili w 1986 roku, gdzie w odpowiedzi za zaangażowanie Kadddafiego w terroryzm po prostu zbombardowali jego pałace. Teraz w Radzie Bezpieczeństwa na coś takiego nie uzyska się zgody, bo to przeczy doktrynie kilku jej członków.
W samej Europie trudno usłyszeć jeden głos. - Na pewno naciskać na bardziej zdecydowane działania będzie sześć krajów z basenu Morza Śródziemnego, ich przywódcy już wydali oświadczenie, że ten kryzys grozi zalewem imigrantów na teren Malty i włoskich wysp: Lampedusy oraz Sycylii. Uzyskanie jednego zdania w tego typu organizacji, jaką jest Unia będzie trwało, a na to nie ma niestety wiele czasu – twierdzi Rękawek.
Niepokój Europy związany jest także z inną kwestią. Nie wiadomo w jakim kierunku podąży teraz świat Maghrebu i Lewantu. Eksperci zauważają, że rewolty w Afryce Północnej nie przeprowadziły demokratyczne struktury partyjne, których w zdecydowanej części regionu brak, ale "młodzież z Facebooka". Ci młodzi ludzie nie są zorganizowani, nie mają liderów.
– Nie wiemy co tam się pojawi, nie ma pewności, że następnym krokiem będzie demokracja. W kraju takim jak Egipt armia zapewne "urodzi" nowego Mubaraka, to samo odnosi się do Tunezji i Libii. Istnieje niebezpieczeństwo upadku tych państw – kończy Kacper Rękawek.
W programie również rozmowa z orientalistą Jakubem Gajdą z Portalu Spraw Zagranicznych o sytuacji chrześcijan w krajach muzułmańskich oraz komentarz Tomasza Zawistowskiego z Centrum Badań Kosmicznych PAN na temat ostatniej misji amerykańskiego promu kosmicznego Discovery i polskiego wkładu w badania kosmosu.
Aby wysłuchać całej audycji, wystarczy kliknąć w ikonę dźwięku w boksie "Posłuchaj".
Audycji "Raport o stanie świata" można słuchać w każdą sobotę o godz. 15.00.
(dmc)