Śmiertelne braterstwo
- Ta opowieść tłumaczy, na czym naprawdę polega chrześcijaństwo. Najważniejsze dylematy nie dotyczą relacji z Bogiem, ale stosunków z drugim człowiekiem - mówi o "Ludziach Boga” krytyk filmowy Michał Burszta.
Kadr z filmu "Ludzie Boga"
Foto: fot. mat.promocyjne
- Ta historia naprawdę się wydarzyła. Śledziłem ją na bieżąco, byłem zaprzyjaźniony z algierskim klasztorem - mówił w "Klubie Trójki" Krzysztof Śliwiński, były ambasador RP w Maroku. Ale film Xaviera Beauvois to coś więcej niż kolejna opowieść o konflikcie religijnym czy męczeńskiej śmierci za wiarę. Owszem, działająca w górach Atlas wspólnota trapistów odmówiła ewakuacji podczas krwawych zamieszek, które w połowie lat 90. wywołali islamscy fundamentaliści. Tym samym mnisi skazali się na dobrowolną śmierć z rąk osób, które dobrze znali. Już jako zakładnicy terrorystów zwracali się do swoich oprawców po imieniu.
- Decyzję tą podyktowała jednak przede wszystkim wierność wobec braci; mnisi nazywali tak nie tylko mieszkańców wioski, lecz także porywaczy - zauważa Śliwiński. A Burszta dodaje: - W finale nie oglądamy tryumfu męczennika, z radością oddającego życie Stwórcy. Jest za to tragizm. Scena stylizowana na ostatnią wieczerzę pokazuje zakonników uśmiechniętych. Jednakże chwilę później oglądamy te same twarze i na każdej z nich maluje się coś innego: rezygnacja, strach, niepewność. To głęboko ludzka scena, dla mnie bardzo poruszająca w wymiarze czysto psychologicznym.
"Ludzie Boga" podejmują więc przede wszystkim problem dialogu międzykulturowego, prowadzonego do pewnego momentu z dużym sukcesem. Przecież bracia żyli przez lata w doskonałej symbiozie z zaprzyjaźnionymi mahometanami. Oferowali im pomoc w różnych sferach życia, leczyli ich. Krzysztof Śliwiński zwraca uwagę, że w filmie znakomicie uchwycono stosunki między muzułmanami i chrześcijanami, przełamując pokutujące wciąż stereotypy na temat islamu. Wielu z nas najbardziej zapadło przecież w pamięć krzywdzące zdanie Michela Houellebecqa o „najgłupszej religii świata”.
A zatem: czy "nadstawianie drugiego policzka" jest czymś więcej niż utopijnym religijnym nakazem? I czy można go odnieść do polityczno-kulturowych konfliktów współczesnego świata?
Nagrodzony w Cannes film Xaviera Beauvois ściągnął do kinowych sal laickiej Francji aż trzy miliony widzów. Od kilku tygodni obraz możemy zobaczyć również w naszych kinach. Szkoda że, jak twierdzi Burszta, w Polsce taki obraz raczej nie powstanie: - We Francji traktuje się wiarę jako wyzwanie intelektualne, a nie prostą obrzędowość. W Polsce natomiast możemy zobaczyć produkcje zahaczające o cepelię, jak "Faustyna", lub dzieła Zanussiego skierowane do osób, które o sprawach religii wiedzą wszystko.
Aby wysłuchać całej rozmowy, wystarczy kliknąć w ikonę dźwięku w boksie "Posłuchaj" w ramce po prawej stronie.
Audycji "Klub Trójki" można słuchać od poniedziałku do czwartku tuż po 21.00. Zapraszamy.