Opowieści z polsko-ukraińskiej granicy. Reportaż

To miał być jeden z wielu reporterskich wyjazdów. Nasza zawodowa codzienność. O przeżyciach ludzi w czasie wojny nagrywaliśmy już niejedną audycję. Ale nigdy z bliska.

Opowieści z polsko-ukraińskiej granicy. Reportaż

Kiedy przyjechaliśmy na granicę polsko-ukraińską, w naszym kraju było ok. 200 tys. uchodźców. Kiedy wyjeżdżaliśmy – ponad 400 tys. Na zdjęciu: Uchodźcy z Ukrainy przybywają do hali Kijowskiej

Foto: Forum/Grzegorz Lyko / ArtService

– Mówimy naszym dzieciom: słuchajcie, trzeba mieć przygotowane aktualne dowody tożsamości i wszystkie ważne rzeczy, bo nie wiem, czy my w pewnym momencie nie będziemy musieli uciekać – mówi jedna z bohaterek reportażu, Janina Wyczańska, właścicielka Dworu Hetman w Jarosławiu, która od początku wojny organizuje razem z rodziną noclegi dla uchodźców. – Moja wnuczka, która ma 9 lat, pyta się: babciu, jest wojna? Czy u nas też będzie wojna? Odpowiadam: jesteś bezpieczna. Na razie…

To jedna z wielu wzruszających opowieści, które usłyszeliśmy podczas nagrań.

Kiedy przyjechaliśmy na granicę polsko-ukraińską, w naszym kraju było ok. 200 tys. uchodźców. Kiedy wyjeżdżaliśmy – ponad 400 tys. Dziś przyjezdnych jest ponad milion. Wśród nich jest uchodźczyni z Żytomierza, którą poznaliśmy na przejściu granicznym w Medyce. Przyjechała z Ukrainy z mężem oraz czwórką malutkich dzieci. – Powiedziano nam: uciekajcie, jeśli możecie. Najgorsze było wycie syren, w dzień i w nocy. Płaczę, ale to łzy szczęścia. Jestem szczęśliwa, że już tu jestem, bezpieczna. Kiedy tu przyjechałam, zadzwoniłam do mamy, która została tam, bo bała się zostawić mieszkanie. Powiedziałam jej, nie zastanawiaj się i przyjeżdżaj – mówi.

Przyglądaliśmy się z mikrofonem całej tej bolesnej, trudnej i dramatycznej sytuacji. Powstaje wiele pytań, a część z nich pozostaje nadal bez odpowiedzi.

***

Na reportaż "Delegacja inna niż wszystkie" autorstwa Urszuli Żółtowskiej-Tomaszewskiej Antoniego Rokickiego zapraszamy w poniedziałek (13 marca) o godz. 18.40.