Bronisław Komorowski
Oceniam, że decyzja pana premiera Tuska o tym, żeby odblokowywać relacje z Rosją jest absolutnie słuszną decyzją.
Dodaj do playlisty
- Gościem jest Pan Bronisław Komorowski z PO, marszałek Sejmu. Dzień dobry.
- Dzień dobry. Witam Pana i witam wszystkich słuchaczy.
- Zawsze rano przeglądamy prasę. Dziś przeglądamy także "Fakt" zredagowany przez premiera redaktora Donalda Tuska. I temat społeczny: "Wszędzie mamy 50 lat, chcemy pracować" - o osobach, które są wykluczane ze społeczeństwa przez różne złe mechanizmy. Premier postawił na temat społeczny. Ale patrzymy na ostatnią stronę i nie ma tzw. "gołej baby". Myśli Pan, że to dobra decyzja premiera redaktora?
- Jeszcze tego nie czytałem, nie przeglądałem. Ale z zainteresowaniem zerkam tu Panu przez ramię.
- Sportu jest dużo.
- Na pierwszy rzut oka, nawet prasa tego typu - tabloidy - może być, odpowiednio redagowana, może być przyjemnością, nie tylko szokiem. Cieszę się bardzo.
- Przecieki z "Faktu" są takie, że premier zrzucił temat np. o Dodzie, jakiś był ciekawy temat o Dodzie. Zgodził się tylko na temat z życia gwiazd o Ibiszu - "Poranek Ibisza". Nie lubi Dody? To jakaś zemsta? Doda zaśpiewała dla premiera.
- Widzę, że Pan tak przerzuca, widzę, że mniej jest agresywności generalnie w polityce. Nie tylko chodzi tu o tzw. "gołą babę", ale mniej jest jest pornografii politycznej, nie ma ataków na konkurencję polityczną.
- Ale jest sympatyczny wywiad z panią Hanną Gronkiewicz-Waltz na warszawskich stronach.
- Świadczy to o głębokich pokładach sympatycznych elementów charakteru pana premiera.
- Pan by się podjął takiego zadania zredagowania gazety?
- Swego czasu byłem na stażu w redakcji "Słowa Powszechnego", oprócz tego byłem redaktorem prasy podziemnej - pewnie by mnie tak nie przerażało. Aczkolwiek oceniam, że zredagować najbardziej poczytną gazetę w Polsce, to jest zadanie na miarę premiera.
- Krytykowała to "Gazeta Wyborcza" mówiąc, że tyle spraw przed premierem, a premier zajmuje się takim PR-owskim zadaniem, jakim jest redagowanie gazety.
- Jestem ciekaw, czy "Gazeta Wyborcza" zaproponuje panu premierowi zredagowanie numeru.
- Zobaczymy. Przejdźmy do bieżącej polityki. Co się stało w ciagu ostatnich kilku tygodni, że Zbigniew Romaszewski może już być wicemarszałkiem Senatu?
- Stało się coś, co mogło się stać dużo wcześniej. Pan Zbigniew Romaszewski zadał sobie trud, żeby spotkać się z klubem PO w Senacie i spróbować przekonać do siebie. Nie może być tak, że klub PiS-u głosuje przeciwko marszałkowi Borusewiczowi w Senacie, a oczekuje, że bez żadnego zastanowienia klub PO poprze ich kandydata - w tym wypadku Zbyszka Romaszewskiego. Dobrze się stało, że pan Zbyszek Romaszewski spotkał się z klubem PO. Zdaje się, że padły słowa, które przynajmniej przez liczącą się część klubu zostały odebrane jako forma, jeśli nie przeprosin, to jakiegoś zpointowania różnych słów, które wcześniej padały, a były traktowane jako wrogie, czy niechętne, czy obraźliwe w stosunku do PO. To jest sposób na rozwiązywanie problemów.
- A nie było też tak, że trochę PO do pana marszałka Senatu Bogdana Borusewicza też wystąpiła z jakiegoś rodzaju sygnałem, że może warto poszukać porozumienia? Bo tu twarde weto było ze strony pana Borusewicza.
- To, żeby szukać porozumienia, to oczywiście tak. Myślę, że to swoje zrobił przykład Sejmu, gdzie wicemarszałek PiS-u został przegłosowany bez przyjemności, ale bez większych kłopotów, przez posłów PO. Ten przykład swoje zrobił. Na pewno intencją władz PO było również, żeby tutaj zlikwidować konflikt. Ale warunkiem kluczowym było jednak przełamanie się pana Zbigniewa Romaszewskiego, odbycie spotkania z marszałkiem Borusewiczem i odbycie spotkanie z klubem PO.
- Dużo mniejesze szanse na porozumienie wydają się być w innej konfliktowej sprawie - sprawie dyplomacji. Konstytucja mówi o współdziałaniu i tu zaczynają się rozmaite interpretacje. Jarosław Kaczyński, były premier, prezes PiS-u wypowiedział się w tej sprawie i mówi, że informowanie prezydenta jest najniższym poziomem współdziałania, nieinformowanie jest aktem być może nawet łamania konstytucji - ocenia prezes PiS.
- Myślę, że naprawdę w tak poważnych sprawach nie można mówić, że być może coś. Albo jest, albo nie ma. Jak pan były premier mówi, że być może coś jest, to znaczy, że albo nie wie do końca, co mówi, albo nie chce powiedzieć, mimo, że wie. Jestem przekonany, że pan premier Kaczyński wie, co mówi konstytucja w tym zakresie. Konstytucja jest szalenie jasna. To Rada Ministrów ponosi odpowiedzialność za politykę zagraniczną państwa polskiego i to jest wprost powiedziane. Prócz tego wprost jest powiedziane, że prezydent współdziała z premierem i ministrem odpowiednim w sprawach polityki zagranicznej. To prezydent współdziała z rządem, a nie odwrotnie. Oczywiście współdziałanie musi oznaczać pewien zakres wiedzy.
- Jak może współdziałać, gdy o tak ważnej sprawie, jak wycofanie tego weta, że - co ciekawe tajnego dla opinii publicznej, myśmy o tym nie wiedzieli - w sprawie negocjacji z Rosji z OECD, prezydent dowiaduje się z telewizji? To też nie jest akt dyplomatyczny. Jak to się może dziać, że w tak ważnej sprawie, jak nikt nic nie wie, ani opinia publiczna, ani poprzednia opozycja, która teraz przejęła władzę?
- Można było odbijać piłeczkę, powiedzieć - no skoro panie prezydencie, pan nie informował opozycji, która dziś rządzi o jakichś decyzjach, z jakiegoś powodu nieznanego, to niech pan się nie dziwi, że opozycja robi dokładnie to samo. Ale myślę, że są nadzieje na to, że właśnie na gruncie obowiązującej konstytucji, a więc przy przyjęciu zasady, że odpowiedzialność za politykę zagraniczną i za jej główne wyznaczanie kierunków ponosi rząd, a więc premier, można znaleźć obszary sensownego dobrego i efektywnego wykorzystania pozycji ustrojowej prezydenta w tej polityce zagranicznej, np. w stosunku do krajów, gdzie jest ustrój prezydencki. To można w praktyce rządzenia zrobić i można według mnie jednoznacznie podtrzymując zasadę konstytucyjną, że to premier decyduje o polityce zagranicznej, bo tak mówi konstytucja, można oczywiście pana prezydenta odpowiednio dobrze na czas informować o głównych kierunkach zmian w polityce zagranicznej.
- Ale to się nie dzieje.
- Pytanie jest dlaczego wcześniej pan prezydent, a nie pan premier poprzedni też nie zadbał o to, żeby ktokolwiek, że takie są ustalenia w polskiej polityce zagranicznej, żeby Rosji robić na złość.
- To jest rodzaj rewanżu?
- Nie. Tylko jak się czegoś nie wie, to trudno uznać, że trzeba o czym informować. Nie można jednostronnie mówić - to nas informujcie o wszystkim, a nawet o tym, czego nie wiedzieliście, albo nie wiecie do tej pory. Dlaczego premier miał uważać w ogóle, że jest jakaś zasadnicza zmiana, jeśli wcześniej nikt o tym nie mówił, że są jakieś ustalenia w polityce zgranicznej. Sam Pan powiedział, że była to tajemnica.
- Ja byłem zdziwiony. Obserwuję to jednak z bliska, szczegółowo.
- Przyznam, że ja też. Oceniam, że decyzja pana premiera Tuska o tym, żeby odblokowywać relacje z Rosją jest absolutnie słuszną decyzją.
- Nawet mimo tego, że w Rosji źle się teraz dzieje?
- Nawet pomimo tego, że w Rosji źle się dzieje, bo nie mamy na to wpływu jak się w Rosji będzie działo przez najbliższy czas. I z kaźdą Rosją - to jest nasz potężny sąsiad - Polska powinna próbować układać sobie relacje z korzyścią dla Polski.
- Jest prawdą, że zapadła już decyzja o tym, że polskie mięso będzie wpuszczone do Rosji? Słyszał Pan coś o tym?
- Gdyby tak było, to byłoby bardzo pięknie.
- W ciągu miesiąca, półotra?
- Ja już słyszałem wypowiedzi premiera i wicepremiera poprzedniego rządu, którzy zapowiadali, że to już, już, więc ja tą samą drogą nie pójdę. Wydaje mi się, że trzeba w tej chwili bardzo intensywnie pracować razem z całą UE, nad zmianą stanowiska Rosji na korzyść Polski. Trzeba jednocześnie podjąć to, co nie było realizowane przez ostatnie dwa lata, tzn. podjąć próbę rozmawiania o sprawach polsko-rosyjskich także w układzie bilateralnym Polski i Rosji, a nie tylko za pośrednictwem UE. To jest trudne zadanie dyplomatyczne, ale według mnie do wykonania, tzn. żeby jednocześnie Rosję przyzwyczaić do tego, że Polska jest częścią UE. Jako taka musi być traktowana, jak cała UE. I należy razem realizować wschodnią politykę UE, jako całości, ale też nie tracić możliwości wpływania na stosunki polsko-rosyjskie poprzez bezpośrednie kontakty. Ostatnie dwa lata to były albo negatywne sygnały płynące zresztą z obu stron, albo tylko rozmowa za pośrednictwem UE.
- Ta katastrofa w relacjach polsko-rosyjskich zaczęła się jeszcze za czasów prezydenta Kwaśniewskiego - zaczęła się od Ukrainy.
- Tak. Oczywiście. Ma Pan tu absolutną rację. Tu są obiektywne powody, dla których relacje polsko-rosyjskie się pogarszały. To jest także sprzeczność interesów.
- One zniknęły?
- Nie. Tylko mimo sprzeczności interesów w niektórych obszarach należy szukać współpracy w innych obszarach, gdzie to jest możliwe.
- Wróciłbym jeszcze do tych relacji prezydent-premier i polityka demokratyczna to słowo współdziałanie. Rzeczywiście konstytucja mówi, też dziś w prasie konstytucjonaliści przyznają, że to raczej prezydent powinien zabiegać o współdziałanie, ale jakiś kanał informowania także ze strony rządu, jakieś otwarcie, relacje?
- Ja się chętnie z Panem zgodzę. Uważam, że jest miejsce w polskiej polityce zagranicznej dla pana prezydenta. On powinien być informowany, zarówno w sprawach obroności i w sprawach polityki zagranicznej.
- Co powinno być tym kanałem? Jaka procedura?
- To może być pochodną przyjęcia zasady koabitacji. Pan premier koabitację proponuje cały czas. Na razie nie padł żaden sygnał, że strony pana prezydenta, że pan prezydent tę koncepcję przyjmuje, czyli współdziałania generalnego.
- Ludwik Dorn mówił inaczej - dziś w "Sygnałach Dnia" mówił tak - ponieważ nie wszystko idzie dobrze, rząd natyka się już na problemy, trudno robić politykę miłości, potrzebny jest wróg i w tej roli Donald Tusk obsadza prezydenta.
- Nie. Absolutnie się nie zgadzam z taką wizją. To jest wizja niczym nie uzasadniona. Odwrotnie. PO i pan premier Tusk szukają i zachęcają do współpracy, ale jeśli nie ma kwestii rozstrzygniętych na zasadzie niekoniecznie kochajmy się, ale współpracujmy, to pan premier Tusk nie tylko ma możliwość, ale ma obowiązek stawania na gruncie konstytucji.
- Czy nie powinno być tak, że przynajmniej informacja idzie do prezydenta? Idzie posłaniec i mówi - za dwie godziny, panie prezydencie premier ogłosi to i to. To nie kosztuje wiele.
- Jeśli będzie koabitacja i o informacje będzie o wiele łatwiej.
- Co to znaczy? Spotkanie?
- To już zostawiam osobom, które tę koabitację mogą tworzyć - parlament też w jakiejś mierze może liczyć na koabitację z panem prezydentem. Ale dwie strony są potrzebne do tej koabitacji.
- Jak Pan ocenia przejęcie władzy?
- Jeżeliby oceniać np. sposób zachowania w czasie przejmowania władzy przez PO, przez pana premiera Tusk, to nie były sygnały zachęcające, świadczące o koabitacji z tamtej strony. Trzeba patrzyć w przyszłość.
- Nie widzę kanałów. Myślę, że to będzie narastało.
- Jestem optymistą. Sądzę, że po pewnej próbie sił niewątpliwie ta próba sił nastąpiła, pan premier postawił trochę na swoim - powiedział: ja rządzę, ja decyduję o polityce zagranicznej. Sądzę, że zostanie odpowiednio odczytane. Mam nadzieję, że w późniejszym okresie będzie to oznaczało również i łatwą komunikację po to, żeby pan prezydent był odpowiednio poinformowany o decyzjach rządu, dotyczących kierunku polityki zagranicznej państwa polskiego.
- Jak idzie szukanie pieniędzy na podwyżki dla nauczycieli, na służbę zdrowia? Miały być duże w administracji. Pan Zbigniew Chlebowski ścinał różne sumy. Także z budżetu Kancelarii Sejmu, chyba zamiast 10 mln.
- Nie musi, bo Kancelaria dokona pewnych organiczeń. Są odpowiednie działania podjęte. Dziś rozpoczyna pracę komisja regulaminowa Sejmu, która przedstawi takie propozycje ograniczy, wydatki w Kancelarii Sejmu.
- 420 mln to dziś ten budżet? O ile mniejszy może być?
- Szukanie pieniędzy trzeba rozpocząć w różnych miejscach, warto pamiętać, że w innych niektórych kancelariach, w poprzednich latach był ogromny wzrost wydatków.
- 10 mln czy więcej? Ile może budżet Sejmu być mniejszy?
- To jest więcej. I tak odpowiednie prace zostały wykonane przez Kancelarię Sejmu, przez panią minister, z którą znaleźliśmy sposób na zmniejszenie wydatków. Będziemy to próbowali robić w dalszym ciągu. Ale to wymaga przyjęcia podobnej zasady w stosunku do wszystkich kancelarii, najważniejszych urzędów państwa polskiego.
- O ile zmniejszy się budżet Sejmu?
- Na razie to będzie decyzja, będzie opinia zgłoszona przez komisje.
- Posłowie coś stracą?
- Posłowie i zyskają i stracą. Według mnie powinni zyskać na pieniądzach, na prowadzenie działalności politycznej, a trzeba ograniczyć koszta funkcjonowania Kancelarii Sejmu. Chodzi o większą, skuteczność polityczną, a mniejsze wydatki ogólne kancelarii. I w tę stronę będą szły zmiany w budżecie Kancelarii Sejmu.
- A jak Pan patrzy na sprawę refundacji zabiegów in vitro? Pani minister Kopacz powiedziała, że jak zajmie się najpilnieszymi sprawami, to do tego tematu podejdzie bardzo poważnie i chce to przeprowadzić - na początek dla par najbiedniszych, poparł to premier Donald Tusk i twarde nie Kościoła. Abp Kazimierz Nycz powiedział, że in vitro jest sprzeczne z nauczaniem Kościoła.
- Dlatego to żaden katolik nie musi być zobowiązany do stosowania tej metody.
- Ale będzie płacił jako podatnik.
- Mam pięcioro dzieci już odchowanych, dorosłych dzieci. I bardziej byłem niż tylko jestem szczęśliwym ojcem i jestem w związku z tym ostatnim człowiekiem, który by chciał odmówić takim parom małżeńskim, które mają problem z uzyskaniem potomstwa, odmówić tej metody. Ostatnim. Po prostu ostatnim. Bo ja się z tym problemem nie zderzyłem.
- Jest Pan za?
- Jestem za tym, aby rozwiązywać bardzo trudne problemy ludzi, także par małżeńskich. A kwestie sumienia zostawiać ludziom, a nie prawu.
- Nie sądzi Pan, że to może PO wepchnąć w konflikt z Kościołem?
- Nie. Nie sądzę.
- A te wypowiedzi abp. Nycza?
- Kościół ma swój punkt widzenia i ma prawo w związku z tym apelować do katolików także do mnie, żeby tej metody nie stosować. To jest w moim sercu katolickim, chrześcijańskim się z tym mogę zgadzać, nie zgadzać, mogę się stosować, nie stosować, ale to nijak nie ma do prawa.
- Czy prawdą jest, że speckomisje powstaną dwie, ds. zbadania sprawy samobójstwa pani Barbary Blidy i do spraw CBA?
- Tak sądzę. Są już zapowiedzi, jedna inicjatywa lewicy jest już w Lasce Marszałkowskiej, a druga jest zapowiedziana przez PO - komisja śledcza do zbadania metod operacyjnych stosowanych przez CBA w dwóch przynajmniej kwestiach, prowokacji w Ministerstwie Rolnictwa, drugi wobec pani poseł Sawickiej.
- Tak to będzie zapisane w tym projekcie wniosku?
- Zobaczymy - jak on wpłynie, jak on będzie zapisany. Sądzę, że będą dwie komisje. Także z tego powodu, że w Sejmie ze względów techniczno-organizacyjnych jest możliwość działania dwóch komisji równolegle.
- Do spraw pani Sawickiej nie będzie?
- To jest jedna ds. CBA, metod operacyjnej pracy CBA. Nie do samej pani Sawickiej. Pani Sawicka jest sprawą oczywistą, z tego punktu, bo wszyscy widzieli, że łapówkę wzięła. Jest tylko kwestia zbadania metod pracy CBA.
- Może Pan potwierdzi to, o czym pisze "Nasz Dziennik", że rząd wycofał z Sejmu nowelizację kodeksów karnych przygotowaną jeszcze przez pana ministra Ziobrę?
- Nic rząd nie wycofywał z Sejmu, bo przerwana kadencja oznacza, że wszystko się zaczyna na nowo. Zostało kilkadziesiąt ustaw lepszych i gorzych, słabszych i mocniejszych, przygotowanych przez poprzedni rząd, który obecny rząd dokonuje oceny. Niektóre z tych projektów przesłał do Laski Marszałkowskiej, są to trzy projekty przygotowane przez rząd Jarosława Kaczyńskiego i jeden w tej chwili skierowany przez pana prezydenta. One też budzą różne namiętności, wątpliwości. Ale jak widać inne projekty budziły zastrzeżenia w samym rządzie. Rząd albo się zdecyduje je podtrzymać, albo je zmienić. Jak rozumiem w tej kwestii zdecydował się zmienić.
- Dziękuję bardzo. Bronisław Komorowski, marszałek Sejmu był gościem "Salonu Politycznego Trójki".
- Dziękuję bardzo.