Janusz Lewandowski

  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Mail
Janusz Lewandowski

Nie popadam w nastrój narzekania na polską krzywdą uosabianą teraz przez sędziego brytyjskiego dlatego, że odwraca uwagę od słabości obu tych ekip, które się produkowały tego dnia.

Posłuchaj

+
Dodaj do playlisty
+

Dzień dobry, witam serdecznie. Od razu przepraszam za mój głos, ale to jest głos wiernego kibica. A gościem Salonu Politycznego Trójki jest dziś w studiu w Gdańsku europoseł Janusz Lewandowski, Platforma Obywatelska. Dzień dobry, panie pośle.

Dzień dobry.

Dodam, że jeszcze wiceszef komisji budżetowej Parlamentu Europejskiego, a także dzisiejszy jubilat. Wszystkiego najlepszego. Ale chyba nie tak spodziewał się pan świętować dzisiejsze urodziny?

Na tych mistrzostwach trochę oczekiwaliśmy cudu. Niesmak pozostaje. Gol w ostatniej minucie jest solą futbolu, ale karny dyktowany w ostatniej minucie zawsze jest zaproszeniem do narzekań i kontrowersji. Ale ja nie popadam w nastrój narzekania na polską krzywdą uosabianą teraz przez sędziego brytyjskiego dlatego, że odwraca uwagę od słabości obu tych ekip, które się produkowały tego dnia. Ci szybkobiegacze z Austrii zgaśli po półgodzinie, jakby im ktoś prąd wyłączył. Natomiast dla nas tego pól godziny – to jest jedna trzecia meczu piłkarskiego - było niedopuszczalnie słabe, jak dziurawy ser. Nie były to dwie ekipy przygotowane, by wiele zwojować w tych mistrzostwach. Nie odwracajmy uwagi za pomocą sędziego i niesprawiedliwego karnego, który zresztą… który to sędzia podyktował, i niesprawiedliwy rzut karny, i przepuścił spalony gol Rogera Guerreiro… bo musimy pamiętać, jakie wrażenie pozostawią w ogóle Polacy. Co można zapamiętać? Można zapamiętać heroiczne parady Boruca i brazylijskie sztuczki Rogera Guerreiro. Niewiele z tej polskiej gry można dobrego zapamiętać.

To była trzeźwa ocena nie tylko kibica, ale i piłkarza. Grywał pan przecież w tej słynnej gdańskiej drużynie z premierem Tuskiem. Znany jest pan też z dobrej kondycji, jako były lekkoatleta. Panie pośle, dlaczego my wiecznie jeździmy na te turnieje, dobrze spisujemy się w eliminacjach, a potem jest klapa – nie bójmy się tego powiedzieć?

Po raz trzeci mamy problem z wyjściem z grupy, bo te szanse, choć jeszcze istnieją, są marne. I to na razie wyznacza poziom polskiego futbolu zwłaszcza na tle wymagających partnerów z Europy.

Dlaczego taki poziom jest?

To chyba odzwierciedla stan ligi, stan wyszkolenia piłkarskiego, którego nie można nadrobić w krótkim czasie bardzo wytrawny trener, który chyba trochę inny styl zaproponował całej drużynie. Ona rosła w czasie eliminacji, ale zderzyła się z niemieckim murem, a ten niemiecki mur okazał się także dziurawy w meczu z Chorwatami. Na tle Austriaków pokazał się jako drużyna, która podniosła się. To jest chwała polskich piłkarzy. Chwała im za to, że się podnieśli w drugiej połowie. Ale chyba nie pokazali czegoś, co mogło być zadatkiem na wielką karierę w tym Euro i co jest jednak pewnym miernikiem średniego stanu polskiego futbolu.

Czyli nie obwinia pan Leo Beenhakkera? Pytam dlatego, że pewnie za chwilę pojawi się pytanie, czy Leo po tych mistrzostwach powinien zostać selekcjonerem naszej reprezentacji. Pan uważa, że powinniśmy dać mu jeszcze pod opiekę naszych piłkarzy?

Wydaje mi się, że zaufanie do Leo Beenhakkera pozostało. Zresztą respekt, z jakim inni trenerzy ekip konkurujących z Polską wypowiadają się o naszym trenerze też jest czymś istotnym dlatego, że oni przewidują trudności spowodowane, dodatkowo ponad klasą piłkarzy, przez zdolności taktyczne Leo Beenhakkera. Chyba zaufanie pozostało. Zresztą debiut w mistrzostwach Europy jest w dużej mierze jego zasługą. Nagrodą pocieszenia jest to, że na pewno będziemy grali w następnych Mistrzostwach Europy. Jeżeli ktoś z przyczyn organizacyjnych nam nie odbierze tej imprezy, to Polska ma miejsce zapewnione. Piłkarze mogą iść na trybuny, założyć szaliki i dopilnować organizatorów tych mistrzostw, aby przygotowali wszystko na czas.

Tak, można powiedzieć, że o awans do kolejnych mistrzostw Europy będą walczyć przede wszystkim politycy, urzędnicy i ci, którzy mają wybudować to wszystko.

No, tak. Mamy nagrodę pocieszenia w postaci pewnego udziału w Euro 2012. Ale jest inna istotna nagroda pocieszenia, którą ja odnotowuję jako człowiek wyczulony na wizerunek Polski, bo siedzę dużo za granicą. Nie tylko sportowcy budują ten wizerunek. Nawet jak ktoś patrzy na takich gigantów sportu jak Małysz czy Kubica, to nie powie: o, taka jest Polska. Natomiast jak patrzy na dziesięć tysięcy polskich kibiców, to może powiedzieć: o, taka jest Polska. Ci kibice zapracowali na laury. Oni są godni finału, oni się nawet nie dali sprowokować neonazistom niemieckim. I to jest większy budulec wizerunku krajowego niż gwiazdy sportu. O tym nie powinniśmy zapominać.

To ja tylko powiem, że polscy kibice będą mogli jeszcze się wykazać. Przed nami Igrzyska Olimpijskie, tam siatkarze, siatkarki i piłkarze ręczni. Będziemy mieli komu kibicować.
Wczoraj emocjonowaliśmy się meczem Polska-Austria. Irlandczycy nie mają swojej drużyny na Euro, więc wczoraj decydowali o przyszłości traktatu reformującego Unię Europejską. Frekwencja jest dość niska, 40%, a to wskazuje na większe szanse eurosceptyków. Głosy zaczną być liczone dziś około dziesiątej. A jakie są pana przewidywania?

Jesteśmy wobec zagadki, w związku z tym, że z przyczyn nie manipulowania opinią publiczną i braku dobrych danych, zaprzestano robić choćby sondażowych obliczeń. To jest bardzo ciekawe spotkanie traktatu z opinią publiczną w jednym jedynym kraju. W tym jest pewien paradoks, mianowicie to jest taki kraj, który może być wzorcem wykorzystania korzyści z uczestnictwa w Unii Europejskiej. I trochę egoistycznie się ta opinia publiczna zachowuje, bo daje się straszyć, zapominając o tym, że inni, którzy mają jeszcze większy dystans do nadrobienia, na przykład Polacy czy Słowacy, też  chcieliby tę szansę wykorzystać. A ona może być w jakiś sposób zablokowana, jeżeli powiedzą „nie”.

Czyli trochę niewdzięcznie się zachowują po tym jak byli jednymi z głównych beneficjentów unijnych funduszy?

Trochę tak. To znaczy jeszcze raz referendum żyje sprawami krajowymi bardziej niż poczuciem europejskości i odpowiedzialności za całą wspólnotę, w której nagle jest kilkunastu ubogich kuzynów, którzy zobaczyli swoją szansę historyczną, chcieliby mieć dobry klimat, bo ten traktat, może nie w swojej treści, ale w tym, jak na niego patrzą przywódcy europejscy, jest miernikiem, czy warto inwestować w Unię Europejską, czy też ten klimat tak się popsuje, że zwyciężą egoizmy narodowe.

Panie przewodniczący, jak europejski polityk, nie ma pan politycznego kaca, że właśnie ten trakt próbuje się przeforsować kuchennymi drzwiami i jedyna szansa na dyskusję nadarzyła się w Irlandii i tam ta dyskusja jest. powiedzieli głośno, że słabsze kraje są traktowane słabiej pod rządami tego traktatu.

Wcześniej z trochę innych przyczyn „nie” powiedzieli Holendrzy i Francuzi. Właściwie wszędzie, gdzie dochodziło do spotkania z opinią publiczną, pojawiała się trudność taka, że nikt tego nie czyta, nikt nie potrafi tego zrozumieć i tym samy zrozumieć, jakie korzyści kryją się w tym traktacie. A to jest nadużycie mandatu. Mało kto pamięta, że w roku ’89 Unia Europejska postanowiła zrobić coś, by przybliżyć i uprościć Unię Europejską dla obywateli. Z tego zrodził się konwent i traktat nazywany wcześniej konstytucyjnym, obecnie lizbońskim, który żadną miarą niczego nie przybliża i nie upraszcza, także w tym jest nadużycie elit europejskich i trochę szczypta arogancji wobec nowych krajów, które były skupione zupełnie na czymś innym. Chodziło o to, żeby wynegocjować wtedy dobre warunki. Myśmy nie mieli wtedy członkowstwa, nie byliśmy przygotowani do poważnej dyskusji o przyszłości instytucji unijnych. Także jest to nauczka, że nie wolno robić dużych rzeczy ponad głowami ludzi, bo trochę tak próbowano to robić, a jak się nie udało, to kuchenne drzwi w postaci małych zmian w traktacie i zmiany nazwy.

A co powinna zrobić Unia Europejska, jeśli Irlandczycy odrzucą traktat?

Unia Europejska, wbrew udramatyzowanym poglądom płynącym ze stolic Francji czy Niemiec, może funkcjonować i bez tego traktatu. Ten traktat nie jest warunkiem przeżycia Unii Europejskiej. On ułatwia funkcjonowanie w gronie dwudziestu siedmiu krajów, ale Unia mogła zawierać kompromisy w sprawie pieniędzy, w sprawie emisji gazów cieplarnianych, w sprawie liberalizacji rynku usług czyli w sprawach niezwykle istotnych i przy zróżnicowanych interesach na mocy istniejących traktatów.

Czyli dyskusje nad traktatem od nowa? Czy jednak ta klauzula „opt-out”, która eliminowałaby na chwilę, być może na dłużej Irlandię z obowiązywania tego traktatu. Tylko jak to sobie wtedy wyobrazić.

Trudno sobie to wyobrazić. Sprawa nie kryje się w samym traktacie, tylko w tym, co z niego zrobiono, nadmiernie udramatyzowano ten traktat/ dla przywódców Europy Zachodniej klęska tego traktatu wbrew jego treści, która raczej niewiele upraszcza – ułatwia, ale nie przesądza o istnieniu Unii Europejskiej – może zahamować zapędy do ogólnej dobrej współpracy Europie, z niekorzyścią dla Polski. W tym sensie nam się opłaca ten traktat, że on buduje lepszy klimat na przyszłość. Nie poprzez swoją treść, tylko przez t, że może być większe zaangażowanie na rzecz budowy wspólnoty z korzyścią dla krajów, które mają duży dystans do nadrobienia.

To może premier Tusk powinien jednak pojechać do Irlandii, namawiać Irlandczyków, a przynajmniej namawiać Polaków, żeby namawiali Irlandczyków do przyjęcia tego traktatu? Był taki pomysł.

Zdaje się, że Polacy namawiali. Ale w Anglii i Irlandii być może jest przesyt obecności Polaków i nie są to chyba najlepsi adwokaci traktatu. Nam się ten traktat opłaca budżetowo, bo daje pełne kompetencje Parlamentowi Europejskiemu, parlament jest zawsze bardziej szczodry niż ministrowie finansów i opłaca nam się jako budowa lepszego klimatu z korzyścią dla wspólnoty. Nie przez swoją treść, w której jest pewien przejaw arogancji tych kilku krajów, które szły do przodu w momencie, kiedy myśmy wsiadali do pociągu.

Jeśli władze Platformy zaproponują panu, żeby był pan kandydatem do Komisji Europejskiej jako następca Danuty Hübner, zgodzi się pan?

Polacy będą na pewno uczestnikami Euro 2012. Na pewno Polka lub Polak będzie komisarzem Unii Europejskiej, bo nam się to należy do roku 2014. Później będzie rotacja. Natomiast ambicje Polski powinny sięgać wyżej, bo jesteśmy dużym krajem, o dużej demografii i wadze w Unii Europejskiej i parę innych stanowisk jest do obsadzenia.

Dowiódł pan, że należy się panu stanowisko szefa unijnej dyplomacji. Tak dyplomatycznie pan odpowiedział. Na koniec chciałbym zapytać o polskiego ministra finansów. Dziś w Sejmie głosowanie nad odwołaniem Jacka Rostowskiego. O swoje stanowisko chyba nie musi się obawiać, bo ma poparcie polityczne. Ale społeczne? Już niekoniecznie. Według sondażu GFK Polonia dla „Rzeczpospolitej” 45% Polaków chce dymisji Rostowskiego. O czym to świadczy?

O tym, że taki los ministrów finansów. Zresztą nie tylko ministrów finansów, ale prywatyzacji. Nie znam sytuacji niezwykle popularnego ministra finansów, które jest strażnikiem budżetu, w którym muszą się bilansować wydatki z dochodami, aby był kochany przez publiczność. Na tym polega los ministra.

A może Polacy zaczęli po prostu odczuwać wzrost cen. To szczególny moment, drożejąca benzyna, nie będzie zniesienia akcyzy…

Polacy manifestują spokojnie, tak jak polscy kibice, rozgoryczeni tym niesprawiedliwym karnym. Na tle tego, co ja obserwowałem w postaci buntów rybaków  Brukseli czy zamieszek w Hiszpanii i w Portugalii, Europa jest w stanie pożarowym wszędzie tam, gdzie opłacalność usług czy produkcji lub ceny zależą od nośników energii, nie tylko od benzyny, ale w ogóle od nośników energii. Trzeba z tym coś zrobić. Ale rozwiązania krótkoterminowe są obmyślane w postaci zawieszenia niektórych rygorów pomocy publicznej, zwłaszcza dla małego i średniego biznesu. I trwa debata, nie tylko w Polsce, czy ruszyć akcyzę i VAT na paliwo.

Pana zdaniem powinno się ruszyć akcyzę?

Rachunek ekonomiczny musi tu grać z rachunkiem politycznym. W Polsce ludzie kojarzą ceny, które płacą na stacjach benzynowych z wysokością akcyzy. Trudno „odspawać” opinii publicznej jedno od drugiego. Premier usiłuje mówić, że nie zawsze obniżka akcyzy oznacza obniżkę cen, ale to nie dociera. Z uwagi na instynkt polityczny Tuska pewnie będzie brał głos ten opinii publicznej pod uwagę.

Dziś minister skarbu Aleksander Grad będzie w Brukseli rozmawiał w sprawie stoczni szczecińskiej. Jest groźba, że trzeba będzie oddać siedemset pięćdziesiąt milionów złotych. Faktycznie tyle? Skąd wziąć te pieniądze, jeśli komisja tak zdecyduje?

To byłaby klęska tego przemysłu, który się zapowiadał jako polska specjalność, bo Polska może nie wybuduje samochodów o własnych siłach marki Renault czy Toyota, nie zrobi elektroniki marki Philips czy Siemens, ale potrafimy robić najbardziej wyszukane konstrukcje stoczniowe. To SA lata zaniechań i zaniedbań.

Co teraz zrobić, jak trzeba będzie oddać te pieniądze?

Nabrać wiarygodności, którą straciliśmy. Poprzez rzetelne kontakty z Brukselą, wydłużyć czas na prywatyzację. Nie da się zrobić prywatyzacji na wariata.

Polecane