Wybory prezydenckie w Brazylii: konfrontacja silnych kobiet

- Dilma Rousseff to wybitna technokratka. Jest zdyscyplinowana, konkretna, bardzo wymagająca. Nie jest politykiem wiecowym, raczej gabinetowym - mówi Maciej Stasiński. - Marina Silva nie jest populistką. Przez lata pracowała jako niewolnica przy zbieraniu kauczuku, czytać i pisać nauczyła się w wieku 16 lat. Kiedyś była nikim, dziś jest jedną z bardziej szanowanych postaci - dodaje dziennikarz.

Wybory prezydenckie w Brazylii: konfrontacja silnych kobiet

Dilma Rousseff i Marina Silva podczas debaty w TV Globo w Rio de Janeiro

Foto: PAP/EPA/ANTONIO LACERDA

Wybory prezydenckie w Brazylii: konfrontacja silnych kobiet (Raport o stanie świata/Trójka)
+
Dodaj do playlisty
+

W niedzielę Brazylijczycy będą wybierać nowego prezydenta kraju. Wszystko wskazuje na to, że głosowanie rozstrzygnie się jednak dopiero w drugiej turze wyborów, kiedy to najprawdopodobniej zmierzą się ze sobą dwie kobiety - Dilma Rousseff i Marina Silva.

Dilma i Marina - tak najczęściej, używając jedynie imienia, nazywają kandydatki zarówno wyborcy, jak i media - choć obie związane w pewnym czasie z Partią Pracujących (PT) i prezydentem Luizem Inacio Lulą da Silvą wywodzą się z kompletnie różnych środowisk.

Rousseff wychowała się w rodzinie bułgarskich imigrantów należącej do brazylijskiej klasy średniej, dość zamożnej jak na ówczesne brazylijskie warunki. Dilma jako młoda dziewczyna odebrała gruntowne wykształcenie. Jej życie odmieniło się w 1964 roku, kiedy to w Brazylii doszło do wojskowego zamachu stanu, w którym obalony został lewicowy prezydent kraju Joao Goulart. Rousseff, zamiast rozpocząć studia, przyłączyła się wówczas do lewicowej "miejskiej partyzantki", z którą do 1970 roku brała udział w akcjach zbrojnych (partyzanci poprzez napady i wymuszenia okupów zdobywali środki na finansowanie swojej działalności). W 1970 roku Dilma została ujęta i skazana na trzy lata więzienia za napad na bank. W więzieniu miała być torturowana. Po wyjściu na wolność ukończyła studia ekonomiczne, wróciła do polityki, ale już w tradycyjnym charakterze. W obecnych wyborach reprezentuje lewicową Partię Pracujących (PT).

Życiorys Silvy znają w Brazylii prawie wszyscy - Marina wychowała się w biednej, wielodzietnej rodzinie zbieraczy kauczuku w Amazonii. W wieku 14 lat straciła matkę i jako najstarsza córka odpowiedzialna była za wychowywanie siódemki młodszego rodzeństwa. Czytać nauczyła się dopiero w wieku 16 lat, wcześniej pracowała jako służąca, rozważała również zostanie zakonnicą. Dopiero jako dorosła kobieta Silva mogła zacząć się kształcić, zapisała się na uniwersytet, gdzie również zaangażowała się w działalność polityczną. Wychowana pod dużym wpływem kultury indiańskiej, od zawsze blisko związana z walką o ekologię. Za swoją działalność na rzecz środowiska odebrała wiele międzynarodowych nagród. Popularna stała się będąc ministrem środowiska w rządzie prezydenta Luli. W 2010 roku popierana przez Partię Zielonych uzyskała trzeci wynik w wyborach prezydenckich. Obecnie reprezentuje cetrolewicową Brazylijską Partię Socjalistyczną (PSB). W obecnych wyborach pojawiła się zaledwie kilka tygodni temu, zastępując pierwotnego kandydata PSB Eduardo Camposa, który zginął w sierpniu w katastrofie lotniczej.

Sondaże, które wcześniej dawały PSB trzecie miejsce i jedynie kilkuprocentowe poparcie, kompletnie zmieniły się po pojawieniu się w wyścigu wyborczym Silvy. Dilma, która wcześniej spodziewała się zwycięstwa już w pierwszej turze głosowania, teraz musi się przygotować na drugi etap wyborów, w którym Marinę popierać będą oponenci obecnej prezydent. Mimo że w ostatnich dniach poparcie Silvy maleje, to nadal wynik drugiej tury wyborów, za trzy tygodnie, może okazać się niespodzianką.

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy Dariusza Rosiaka z Maciejem Stasińskim ("Gazeta Wyborcza"), w której dziennikarze rozmawiali również o reformach prezydenta Luiza Inacio Luli da Silvy, aktualnej sytuacji społeczno-gospodarczej kraju czy też stosunku Brazylijczyków do porażki ich drużyny podczas tegorocznego piłkarskiego mundialu.

W audycji mówiliśmy także m.in.:

- o protestach w Hongkongu; co zrobić, by zakończyły się bez rozlewu krwi?

- o pewnym reporterze BBC, który pojechał do Korei Północnej na wycieczkę jako profesor historii z grupą swoich studentów.

Na "Raport o stanie świata" zapraszamy w każdą sobotę od godz. 14.05 do 15.00.

(PAP/Trójka/mk/fbi)