Sygnet - symbol statusu czy obciachu?
Ten charakterystyczny element męskiej biżuterii w latach 90. przeżywał swoisty renesans, chociaż nie taki, na jaki zasługiwał. Bo sygnet to przedmiot związany z pochodzeniem. I to nie byle jakim.
Angielski sygnet rodowy
Foto: Marc Baronnet /wikimedia commons
- W ciągu ostatnich 10 lat zrobiłem kilkanaście sygnetów i podobnie jest u moich przyjaciół złotników. To naprawdę mało poszukiwany element biżuterii męskiej - mówi złotnik Paweł Podbielski-Kowalski.
- Słowo sygnet pochodzi od łacińskiego słowa signum, czyli znak. Znam wielu ludzi, którzy noszą sygnety nie będące elementem biżuterii, ale rzeczą, w której jest odciśnięty znak własnościowy. To może być herb rodziny, inicjał albo jakikolwiek inny symbol, który ktoś uważa za znak własnościowy. Sam używam sygnetu do uwierzytelniania swoich "akcji". Na przykład, jak składam wniosek przetargowy to trzeba go opieczętować, można to zrobić pieczątką firmy albo przystawić na kopercie pieczątkę lakową - opowiada Sławomir Górzyński z Polskiego Towarzystwa Heraldycznego.
Zdaniem Pawła Podbielskiego-Kowalskiego wartość sygnetu zdewaluowała się w Polsce. - Jest to spowodowane naszą przeszłością. Sygnety znamy od 4-5 tysięcy lat i one wyznaczały pozycję społeczną: należę do szlachty, wyższej sfery społecznej. II wojna światowa kończy to u nas, szlachectwo staje się czymś wstydliwym, wręcz zakazanym, zanikają więc również sygnety - tłumaczy.
- Ktoś, kto przynależy do rodziny hrabiowskiej czy szlacheckiej nosi sygnet, bo ma ku temu uzasadnione powody. Wszystko jedno czy jest bogaty czy biedny - podsumowuje Sławomir Górzyński.
Zapraszamy do wysłuchania całego materiału, który przygotował Kuba Witkowski.
Porannego pasma "Zapraszamy do Trójki" można słuchać od poniedziałku do soboty między 6.00 a 9.00.
(mp, ei)