Jedzenie w Meksyku, drogi w Argentynie. Podsumowanie wyprawy Trzy Ameryki

32 tysiące kilometrów na liczniku i kilkanaście krajów na trasie. Zakończyła się amerykańska wyprawa dziennikarza Trójki. Gdzie można najlepiej zjeść? Dokąd warto wrócić? O tym mówił Tomasz Gorazdowski, który podsumował wyprawę Trzy Ameryki.

Jedzenie w Meksyku, drogi w Argentynie. Podsumowanie wyprawy Trzy Ameryki

Lima, Peru

Foto: Olgierd Michalak

Podsumowanie wyprawy Trzy Ameryki (Zapraszamy do Trójki)
+
Dodaj do playlisty
+

Podróż Tomasza Gorazdowskiego z Trójką przez Trzy Ameryki zakończyła się dwa tygodnie temu. Wyprawa była relacjonowana na antenie. Alaska, Kanada, Stany Zjednoczone, Meksyk, Gwatemala, Honduras, Nikaragua, Kostaryka, Panama, Kolumbia, Ekwador, Boliwia, Peru, Argentyna i Chile to kraje, które odwiedził reporter Trójki.
Czytaj więcej o wyprawie Trzy Ameryki >>>
Dziennikarz przyznaje, że w przystosowaniu się do nowej rzeczywistości po kilku miesiącach w drodze pomógł mu mundial, dzięki któremu mógł przenieść się w tamte rejony świata. - Dużo czasu spędziłem w Kolumbii i jak oni sami mówią "We are crazy about football". Kolumbijczycy spodziewali się, że zagrają na miarę możliwości - opowiada dziennikarz.

Lima,
Lima, Peru/ fot. Olgierd Michalak

Jak wyjaśnia reporter, Kolumbijczycy tym różnią się od Brazylijczyków i Argentyńczyków, że te dwa ostatnie kraje uważają, że są najlepsi ze wszystkich. - Kolumbijczycy zaś uważają, że są dobrzy i w zależności od tego jak im pójdzie, tak daleko będą mieli szansę na zaistnienie w tym Mundialu, ale, jak mówili, wszystko powyżej 1/8 będzie bardzo dobrze - mówi Tomasz Gorazdowski.
Co zaś z wynikami Kostaryki? - Zaskoczenie to mało powiedziane, bo jakbyś był w grupie śmierci, będąc zespołem, który do tej pory nie odnosił żadnych sukcesów, to skazani byli od razu na porażkę. Wyobrażali sobie, że po trzech meczach wrócą do domu - podkreśla dziennikarz.
Który z krajów okazał się najbardziej zafascynowany piłką nożną? - Jeśli chodzi o miasto, to Barranquilla w północnej Kolumbii, która jest stolicą reprezentacji. Kolumbia rozgrywa tam swoje mecze,bo jest parno, gorąco i rywalom nie po drodze. I tam kibice są zupełnie zwariowani - opowiada Gorazdowski. Jak dodaje, krajem, opanowanym futbolową gorączką jest zdecydowanie Argentyna, bo tam wszyscy mówią nieustannie o piłce.


Gdzie po tak długiej podróży chciałby wrócić wysłannik Trójki? - Więcej czasu chciałbym spędzić w Ekwadorze, który jest najbardziej indiański, z tych krajów, przez które przejeżdżaliśmy. Indianie są indiańscy, te kolory są kolorowe, no i są piękne miejsca: jeziora, wulkany, co sprawia, że można tam spędzić mnóstwo czasu nie nudząc się - mówi dziennikarz.

Kraje, przez które została poprowadzona wyprawa zostały z góry ustalone. Sama trasa przejazdu czasami pozostawiała pewną dowolność. - Wiadomo było, że powinniśmy się trzymać prostej linii, bo jak zaczniemy meandrować, to nie zajęłoby nam to 83 dni, a 183, choć byłoby na pewno bardzo ciekawie. Natomiast linia prosta wyginała się czasem w prawo, a czasem w lewo, bo mailowo kontaktowali się z nami różni ludzie, mieszkający w okolicy trasy - wyjaśnia Gorazdowski.

Droga
Droga do Salento w Kolumbii/ fot. Olgierd Michalak

Na koniec trasy na liczniku było 32 tysiące kilometrów, po przejechaniu dróg bardzo różnej jakości. Jak podkreśla wysłannik Trójki, bardzo dobre drogi były m.in. na północy Argentyny. - Wyjeżdża się z Boliwii, gdzie te drogi są naprawdę bardzo słabe i kontrast robi swoje. Po fatalnych drogach w Meksyku i Gwatemali były znakomite w Nikaragui i czuliśmy się jakbyśmy wjechali do Szwajcarii - komentuje Gorazdowski. Jak podkreśla, asfalt był równy, co było miłą odmianą po paru tysiącach km nieustannej "trzepaniny" w samochodzie.
W czasie podróży Tomasz Gorazdowski, dziennikarz Trójki i Olgierd Michalak, operator i fotograf mieli szereg niespodzianek. Poza przygotowywaniem relacji do radia, zdjęć i artykułów na stronę internetową, musieli zająć się noclegiem, jedzeniem, a czasami nawet naprawami samochodu. - Rzeczywiście wyglądało to mniej więcej w taki sposób, że wstawaliśmy na ogół wcześnie, jechaliśmy, by dostać się do założonego punktu przed zapadnięciem zmroku i wynikały z tego różne fajne przygody - opowiada reporter.

Wybrzeże
Wybrzeże Kostaryki/ fot. Olgierd Michalak

Jedną z nich było to, że przesunęła się... góra. - Mieliśmy do przejechania taki łącznik w Ekwadorze o długości 98 km, by dojechać do głównej drogi. Zabrakło nam 1,5 km, by dostać się do głównej drogi, bo na dalszej długości było osuwisko. Po prostu przesunęła się góra i nagle pojawiła się ściana, koniec i trzeba było wracać 96 km - wspomina Gorazdowski.
Jaka piosenka okazała się hitem w Ameryce Łacińskiej? Czy w czasie podróży dwóch mężczyzn w samochodzie był bałagan? Czy dobór towarzysza przy takiej wyprawie jest ważny? Posłuchaj całej audycji.

Czytaj więcej o wyprawie Trzy Ameryki >>>

(sm/mp)