Czy bezdzietni powinni zapłacić wyższy podatek?
W Polsce rodzi się coraz mniej dzieci. Współczynnik dzietności w naszym kraju wynosi niespełna 1,3. Dla porównania we Francji 2,01, w Irlandii 2,05. Czy trzeba podnieść podatki bezdzietnym, żeby nie doszło do krachu systemu emerytalnego? W audycji "Za, a nawet przeciw" spierali się w tej sprawie Tomasz Terlikowski i Joanna Senyszyn.
Zdjęcie ilustracyjne
Foto: Glow Images/East News
Tomasz Terlikowski, redaktor naczelny portalu Fronda.pl tłumaczy, że stwierdzenie "bezdzietni z wyboru pasożytują na państwie" to jest skrót myślowy, który miał zwrócić uwagę na pewien problem. - Na nasze emerytury będą pracować nasze dzieci. Jeśli dzieci jest odpowiednio dużo to system emerytalny będzie trwał. Fikcją jest to, że my w tej chwili odkładamy na jakiś kontach. Wszystkie pieniądze, które wpływają do ZUS-u są wydawane na bieżąco. W związku z tym, żeby system trwał, potrzebne są dzieci - mówi gość audycji "Za, a nawet przeciw".
Według Tomasza Terlikowskiego jeśli ktoś świadomie i dobrowolnie rezygnuje z posiadania dzieci to nie trzeba go karać. - On po prostu powinien wiedzieć o tym, że musi wpłacić do systemu trochę więcej. To nie jest tak, że jeśli wywołam wypadek, to ubezpieczyciel karze mnie, podnosząc mi stawkę, tylko wyciąga konsekwencje z moich wyborów życiowych, czyli nieostrożnej jazdy. Demografia jest istotnym wskaźnikiem dla rozwoju państwa. Nawet gdybyśmy wpadli na genialny pomysł, żeby ten system rozwiązać to jednak jest wpisana w życie społeczne zasada solidarności i nieodbierania uzyskanych już przywilejów, czyli emerytur. Skądś te pieniądze na emerytury i tak trzeba będzie wziąć - twierdzi gość Kuby Strzyczkowskiego. I dodaje, że rząd w Polsce raczej nie wprowadzi takiego podatku, bo naraziłby się wpływowym grupom opinii publicznej.
Więcej dyskusji z cyklu "Za, a nawet przeciw" znajdą Państwo tutaj >>>
Według Joanny Senyszyn, wiceprzewodniczącej SLD, kobiety coraz rzadziej rodzą w Polsce dzieci, dlatego, że wiedzą, że nie będą miały możliwości umieszczenia ich w żłobku czy przedszkolu. - Później nawet, gdy dzieci skończą studia, to będą miały problem ze znalezieniem pracy. Jednocześnie kobiety muszą i chcą pracować. Chcą robić karierę zawodową. W związku z tym nie mają możliwości łączenia jednego z drugim. Kobieta, która chce robić karierę i jednocześnie wychowywać dziecko, nie ma żadnego wsparcia. Nasz model małżeństwa czy związku partnerskiego nie jest, tak naprawdę, partnerski. Większość obowiązków obciąża kobiety. One po prostu nie dają sobie rady - mówi.
Joanna Senyszyn przywołuje wyniki badań z których wynika, że ok. 30 proc. młodych ludzi, do 30. roku życia, nie chce mieć dzieci. - Nie można ocenić, kto nie chce mieć dzieci, a kto nie może ich mieć. Nie można więc obciążać podatkami tych, którzy nie mają dzieci - dodaje.
Może lekarstwem są ulgi podatkowe? - Ulgi na dzieci na pewno by się przydały, ponieważ rodziny wielodzietne cierpią biedę. Z badań jasno wynika, że w największej biedzie żyją te rodziny, które mają dużo dzieci. Jednak ulgi to nie jest metoda zachęcania ludzi do posiadania dzieci. Jedynie metoda, która mogłaby ułatwić życie tym, którzy już mają dzieci - konkluduje.
W audycji z udziałem słuchaczy wzięli udział także: Anna Kędzierska (psycholog, trenerka umiejętności psychospołecznych), Patrycja Dołowy (Fundacja Mama), Andrzej Sadowski (Centrum im. Adama Smitha), Artur Satora (rzecznik GUS)
Do słuchania audycji "Za, a nawet przeciw" zapraszamy od poniedziałku do czwartku między 12.05 a 13.00.
(mp, gs)
Poniżej prezentujemy wyniki sondy, która w trakcie audycji przeprowadzona została wśród internautów.