Breakout "Blues" - płyta, która obrosła legendami

  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Mail
Breakout "Blues" - płyta, która obrosła legendami
- To jak Tadeusz Nalepa wyglądał na okładce albumu "Blues" było jasną manifestacją - mówi Mariusz Wilczyński Foto: youtube.com

Sława albumu "Blues", który rozszedł się w ponad milionowym nakładzie, wciąż trwa. - Gdy odwiedziłem ostatnio antykwariat w Berlinie znalazłem tam wśród winyli płyty Breakoutu "Blues" i "Karate". Sprzedawca zapytamy o nie powiedział, że wciąż cieszą się popularnością - opowiada Mariusz Wilczyński.

Posłuchaj

Ta płyta zmieniła na dobre polską scenę muzyczną (Historia pewnej płyty/ Trójka)
+
Dodaj do playlisty
+

- Nie dość, że Tadeusz Nalepa miał długie włosy i nie chodził w ludowych kubraczkach jak wszyscy artyści, to jeszcze grał głośno dziwną muzykę i śpiewał okropne teksty, które dotykały prawdziwych uczuć młodych ludzi - opowiada Mariusz Wilczyński. Album "Blues" grupy Breakout był bohaterem dwóch kolejnych odcinków audycji "Historia pewnej płyty".

Breakout "Blues" jest jedną z najbardziej znanych polskich płyt. Krążek wydany w 1971 roku był trzecim w historii grupy. - Wcześniejszy Breakout grał pop. Nagle stał się grupą, która wizualnie i muzycznie kompletnie odstawała od polskiego krajobrazu bigbeatowo-popowego. To w Holandii muzycy zorientowali się, że na świecie gra się inne rzeczy niż tylko melodyjne piosenki dla nastolatków - podkreśla Wojciech Mann.
Jak opowiada dziennikarz Trójki, to odkrycie miało również wpływ na uczesanie Tadeusza Nalepy, który porzucił charakterystyczną fryzurę z grzecznym przedziałkiem z boku na bardziej "zarośniętą". - Dla nas to był wstrząs, wyglądali i grali niezwykle. My nie bardzo wiedzieliśmy, do czego to przykleić, bo był to blues-rock, w tamtych latach nieznany w Polsce. Był mocny, porywający, brudny chwilami i szalenie kontrastujący z tą "ładnością" piosenek - opowiada Wojciech Mann.

Rozrywka w Trójce >>> słuchaj na moje.polskieradio.pl

Zdaniem Jana Chojnackiego, mieliśmy do czynienia z powiewem wolnego świata zza żelaznej kurtyny. - Ich pomysł sprowadzał się do tego, że muzyka rockowa musić mieć symbol, czyli gitarę, a najlepiej dwie. Do tego dochodziła stylistyka, która opierała się na tym, co wówczas było najistotniejsze, czyli na korzeniach bluesowych, które przeradzały się powoli w rock’n’roll czy rock - mówi.

Kolejnym ważnym elementem był wygląd zewnętrzny. - Nie byli to panowie przebrani w stroje paraludowe, parahistoryczne lub jednakowe uniformy, tylko swoją swobodą zewnętrzności odzieżowej i fryzjerskiej dawali dowód temu, że też się kojarzą z tym, co obowiązuje z drugiej strony żelaznej kurtyny. Do tego dochodziło głównie to, że była to fajna, oryginalnie zmieszana z poetyką muzyka - wspomina Jan Chojnacki.

Mariusz Wilczyński przyznaje, że w czasach, gdy wszystkie okna na świat były szczelnie zamknięte, zespół Breakout był absolutną awangardą. - Każda płyta Nalepy w latach 1969-1972 wyznaczała nowy trend w Polsce. Miał niesamowitą odwagę, by tak grać, bo było to wbrew wszystkim kanonom, które obowiązywały w Polsce i które sprawiały, że te płyty się znakomicie sprzedawały - opowiada Wilczyński.
Jak dodaje przyjaciel Nalepy, wspomniana płyta z upływem lat nie zestarzała się i odbiór utworów, które się na niej znalazły, do dziś jest bardzo pozytywny. - Wtedy nikt nie wiedział, co z tym zrobić. Każdy dźwięk był czymś nowym - przyznaje Wilczyński.

Zobacz kanał Muzyka na moje.polskieradio.pl >>>

Co udało się osiągnąć Tadeuszowi Nalepie? Do kogo był porównywany? Jak była odbierana muzyka Breakoutu w latach 70. XX wieku? Posłuchaj całej audycji.

Na "Historię pewnej płyty" zapraszamy w każdą sobotę o godz. 18.05.

Audycję przygotował Tomasz Żąda.

(sm/mk, gs)

Polecane