Czeka nas wojna na Krymie? Protesty na Ukrainie
Sytuacja na Ukrainie wciąż napięta. O przyszłości naszych wschodnich sąsiadów rozmawiali w Trójce Bogusław Chrabota i Maciej Gdula.
Starcia na Krymie
Foto: PAP/EPA/ARTUR SHVARTS
Na Krymie nadal niespokojnie. O świcie nieznani napastnicy wtargnęli na teren gmachów parlamentu i Rady Ministrów w Symferopolu. Na miejscu jest policja, a obywatele są proszeni o niezbliżanie się do miejsca zdarzenia. Po obaleniu Wiktora Janukowycza wielu mieszkańców Krymu protestowało przeciwko nowemu porządkowi na Ukrainie. W środę doszło do starć zwolenników przyłączenia się do Rosji i miejscowych Tatarów, którzy domagają się, by Krym pozostał w granicach Ukrainy.
Bogusław Chrabota nie wierzy w konflikt zbrojny na Krymie. - Wojna domowa jest poza wszelkim marginesem prawdopodobieństwa. Nikomu na niej nie zależy - mówił w "Komentatorach" dziennikarz "Rzeczpospolitej". - Rosja nie ma żadnego interesu, żeby interweniować. Dlatego, że musiałaby podjąć odpowiedzialność za Ukrainę, za równo polityczną, jak i ekonomiczną - podkreślił.
Podobnego zdania jest Maciej Gdula. - Rosja po interwencji miałaby trudność z odzyskiwaniem wpływów na całej Ukrainie - zaznaczył publicysta "Krytyki Politycznej". - Jeżeli Moskwie na czymś zależy przy tym konflikcie, to jest rozdmuchanie go, po to, żeby mieć lepszą pozycję negocjacyjną, jeżeli chodzi o ludność rosyjską na Ukrainie - zaznaczył gość radiowej Trójki.
Rozmawiała Maja Borkowska.
(aj)