Robert Korzeniowski: za igrzyska płacimy pewną cenę
- Sponsor jest potrzebny, jeśli igrzyska mają być zrealizowane w najwyższych standardach. Zdaje się, że nie ma zgody społecznej, by ponosić koszty transmisji zawodów olimpijskich w systemie pay-per-view - mówi w Trójce czterokrotny mistrz olimpijski Robert Korzeniowski.
XXII Zimowe Igrzyska Olimpijskie - Soczi 2014
Foto: PAP/Grzegorz Momot
Rozpoczęta w miniony piątek w Soczi olimpiada stała się ważnym wydarzeniem politycznym. Została zbojkotowana przez zachodnich oficjeli, protestowały organizacje broniące praw człowieka, w mediach pojawiły się informacje o gigantycznej korupcji towarzyszącej przygotowaniom do igrzysk.
Czy olimpiada to już tylko biznes? - Będę się sprzeciwiał tak postawionej tezie. Jeśli ktokolwiek oglądał niedzielny konkurs na normalnej skoczni, nie myślał o korupcji czy sponsorach, tylko o sportowym widowisku i prawdziwych mistrzach, którzy dali nam szansę na przeżycie prawdziwych emocji. Sport nie przegrał ani z polityką, ani z tymi, którzy chcieliby go zawłaszczyć do celów komercyjnych. Trzeba jednak przyznać, że polityka i biznes chcą korzystać w sytuacjach, w których chodzi o transfer emocji - mówi Robert Korzeniowski.
Soczi 2014. Serwis specjalny Polskiego Radia >>>
- W Soczi widać reklamy wyłącznie jedenastu partnerów związanych z MKOl. Liczy się, że związanie się na cztery lata z komitetem olimpijskim kosztuje każdego sponsora 100 mln dolarów. Żaden inny podmiot, nie mający oficjalnej umowy z MKOl, nie zaistnieje podczas igrzysk. Oznacza to, że można płacić kartami tylko jednej firmy, pić napije jednego producenta itd. - mówi Michał Gąsiorowski, wysłannik Trójki do Soczi.
W audycji z udziałem słuchaczy, którą prowadził Ernest Zozuń, wypowiedzieli się również: dziennikarz sportowy Paweł Zarzeczny oraz dr Sergiusz Trzeciak, ekspert ds. marketingu politycznego Collegium Civitas.
Audycji "Za, a nawet przeciw" można słuchać od poniedziałku do czwartku między 12.00 a 13.00. Zapraszamy!
(mk/mp)