Demonstranci z Kijowa boją się szpitali, a dziennikarze muszą się ukrywać
- Ofiar śmiertelnych w nocy na szczęście nie było, ale jest wielu rannych. Do tego utrudniona jest praca nie tylko lekarzy, ale i dziennikarzy - relacjonował z Kijowa dziennikarz Polskiego Radia Piotr Pogorzelski.
Jeden z kijowskich demonstrantów, niosący prowizoryczną tarczę z napisem "Broń wolności serc"
Foto: PAP/EPA/OLEG PETRASIUK
Już czwartą dobę trwają antyrządowe zamieszki na ulicy Hruszewskiego w stolicy Ukrainy - Kijowie. Demonstranci w nocy nadal rzucali koktajle Mołotowa w stronę milicjantów i żołnierzy wojsk wewnętrznych, a ci odpowiadali granatami hukowymi i gumowymi kulami.
Piotr Pogorzelski relacjonował rano w Trójce, że sytuacja wygląda już spokojniej, chociaż na ulicy Hruszewskiego, gdzie w środę zginęły cztery osoby, nadal trwają walki. - Manifestanci w nocy wzmocnili barykady. Teraz są one tak wysokie i tak potężne, że nie będą mogły tam wjechać ani czołgi, ani transportery opancerzone. Przynajmniej tak twierdzą sami manifestanci. Ofiar śmiertelnych w ciągu nocy na szczęście nie było, było natomiast około 50 rannych, z obrażeniami głównie oczu i głowy - mówił korespondent Polskiego Radia w Kijowie.
Jak podkreślił Piotr Pogorzelski, ludzie boja się jeździć do szpitali, bo tam czeka na nich milicja. Dlatego, zdaniem protestujących, najlepiej starać się o pomoc medyczną w karetce na miejscu, albo w punkcie medycznym niedaleko barykady. Lekarze jednak opowiadają, że milicja utrudnia im pracę. - Milicja ma też nowy rodzaj gazu, który wywołuje jeszcze gorsze skutki. Używany jest on w specjalnych operacjach antyterrorystycznych. Lekarze twierdzą, że wpływa nawet na psychikę demonstrantów - mówił Piotr Pogorzelski.
Protesty na Ukrainie - zobacz serwis specjalny >>>
Także dziennikarze twierdzą, że nieprzypadkowo coraz częściej są wśród rannych. - Liczba rannych dziennikarzy sięga kilkudziesięciu. Dlatego wielu zrezygnowało z noszenia specjalnych kamizelek, które miały za zadanie dla bezpieczeństwa wyróżniać ich z tłumu - relacjonował Piotr Pogorzelski.
Wideorelacja na żywo z ulicy Hruszewskiego >>>
Zapraszamy do wysłuchania nagrania, w którym dodatkowo korespondentka Polskiego Radia w Brukseli Beata Płomecka wyjaśnia, jak na sytuację na Ukrainie reagują dyplomaci unijni, jaka jest szansa na rozwiązanie konfliktu, a jakie sankcje mogą grozić Ukraińcom.
Z Piotrem Pogorzelskim i Beatą Płomecka rozmawiał prowadzący poranne wydanie Zapraszamy do Trójki Marcin Łukawski.
Porannego pasma "Zapraszamy do Trójki" można słuchać od poniedziałku do soboty między 6.00 a 9.00.
(ei, gs)