"Gwiezdne wojny": moc, która jest z nami już od 45 lat

  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Mail
"Gwiezdne wojny": moc, która jest z nami już od 45 lat
Eksponaty należące do Juliana i Tomasza KlauzówFoto: PAP/Darek Delmanowicz

45 lat temu, 25 maja 1977 roku, odbyła się premiera "Gwiezdnych wojen" George'a Lucasa. Powiedzieć, że to jeden z najważniejszych filmów w historii kina, to mało: ta produkcja dosłownie wyniosła kino na zupełnie inną orbitę.

Klasyczny początek tej opowieści powinien brzmieć "Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce..." Czas jest rzeczą względną, więc to, co się zdarzyło 45 lat temu, rzeczywiście było "dawno, dawno temu" zależy od indywidualnego odbioru. Jest jednak pewne, że jeśli chodzi o kino i media w ogóle, to rzeczywiście była "inna galaktyka".

Interes życia na gadżetach

Podczas realizacji "Gwiezdnych wojen" Lucas miotał się od ściany do ściany: z jednej strony film pochłaniał go całkowicie, poświęcał mu dosłownie każdą minutę i nawet poza planem nie mówił ani nie myślał o niczym innym. Był na tyle zdeterminowany, że zgodził się, aby większą część jego gaży stanowiły prawa do zysków z filmowych gadżetów. W tamtym momencie studio 20th Century Fox uważało, że zrobiło doskonały interes, oszczędzając kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Jednak już kilka tygodni po premierze wiadomo było, że to Lucas zrobił interes życia: pierwszy raz w historii kina sprzedaż filmowych gadżetów przyniosła zyski porównywalne z zyskami z dystrybucji. Obecnie jest to rzecz normalna, szczególnie w przypadku filmów dla dzieci i młodzieży, jednak wtedy stanowiło to prawdziwą rewolucję.

Biedny George, biedny Steven

Równocześnie jednak Lucas był przekonany, że film okaże się totalną klapą. Utwierdził go w tym przedpremierowy pokaz dla wąskiego grona znajomych i ludzi z wytwórni, na którym zaprezentował film jeszcze bez większości efektów specjalnych. Po projekcji zapadła cisza, a ktoś z sali powiedział półgłosem "Biedny George..." Steven Spielberg, który znał cały projekt od podszewki i wiedział, co jeszcze ma się w nim pojawić, wziął "Gwiezdne wojny" w obronę. Ale kiedy powiedział, że to będzie "największy film w historii kina" usłyszał z kolei "Biedny Steven..." To hasło miało swój dodatkowy podtekst: Spielberg był właśnie w końcowej fazie produkcji "Bliskich spotkań trzeciego stopnia", które miały premierę niespełna pół roku po "Gwiezdnych wojnach".

STAR WARS Original Trailer (Restored) - 1976/YouTube The ReDiscovered Future


11 nominacji, siedem Oscarów

W efekcie, kiedy film miał wchodzić do kin, Lucas wraz ze Spielbergiem wybrali się na wakacje na Hawaje, gdzie poświęcili się wymyślaniu kolejnego projektu. Wtedy właśnie narodzili się "Poszukiwacze zaginionej Arki", którzy rozbili bank w 1981 roku.

Szokującego sukcesu "Gwiezdnych wojen" nie mogła pominąć także Akademia Filmowa: film otrzymał aż 11 nominacji, w tym dla najlepszego filmu, za najlepszą reżyserię i najlepszy scenariusz oryginalny, jednak w tych kategoriach przegrał z "Annie Hall" Woody'ego Allena. Film natomiast zgarnął sześć statuetek w większości w tzw. kategoriach technicznych: za najlepsze efekty specjalne, kostiumy, dźwięk, montaż, ale też za scenografię i muzykę (John Williams!). A dodatkowo Oscar specjalny za efekty dźwiękowe (kreację głosów obcych, stworzeń i robotów).

Dziecko w każdym z nas

Szok, jaki wywołały "Gwiezdne wojny" w 1977 roku, trudno porównać z czymkolwiek – może z wprowadzeniem dźwięku do kina. Przesada? Chyba jednak nie: wpływ, jaki ta produkcja miała na całą kinematografię, naprawdę jest trudny do przecenienia. Przed premierą do prasy docierały zaledwie szczątkowe, standardowe informacje, że młody i obiecujący reżyser George Lucas, którego poprzednia produkcja, obyczajowe "Amerykańskie graffiti", odniosła pewien sukces, obecnie realizuje wysokobudżetowy film science fiction. W połowie lat 70. XX w. nie była to wiadomość, która wywoływała dreszcz podniecenia: uważano, że sci-fi to gatunek niszowy, którym emocjonują się przede wszystkim dzieci i freaki. I poniekąd była to racja, a Lucas i Spielberg po prostu w praktyce udowodnili, że każdy z nas ma w sobie dziecko i freaka, i właśnie do nich z radością się odwołali.

Gwiezdne wojny (1977) | Trailer | Full HD | 1080p / MOVIE PREDICTOR

Archetypy i efekty specjalne

Po raz pierwszy efekty specjalne całkowicie zdominowały produkcję: poszło na nie pięć mln dolarów z ośmiomilionowego budżetu! Zarazem były tak naturalne i przekonujące, ze widz przyjmował film jako właściwie "normalną" historię. Tym bardziej że sposób opowiadania historii był w prostej linii nawiązaniem do bajki ("Dawno, dawno temu...") z elementami uwielbianego przez Amerykanów westernu (zły charakter pokonany w ostatecznym pojedynku przez pozytywnego bohatera). Wszystko było archetypicznie jasne i proste: np. już na pierwszy rzut oka wiadomo, kto stoi "po jasnej stronie mocy" (bo ubrany jest na biało), a kto jest "ten zły" (czarny strój). Smaku dodaje odniesienie do filozofii Wschodu w wersji light (duchowa siła jedności i dobra obejmująca wszechświat, reinkarnacja, przenikanie się dobra i zła).

Stwórca filmów i bohaterów

Ten sposób opowiadania historii, który został nazwany Kinem Nowej Przygody, błyskawicznie zdobył miliardy wielbicieli na całym świecie. A Luke Skywalker (jego imię też jest symbolem!), stał się idolem dzieci i młodych ludzi. I rozpoczął długą listę podobnych bohaterów, wśród których znaleźli się m.in. Indiana Jones i Lara Croft.

"Gwiezdne wojny" już dawno wyszły poza kina: wyznaczyły nowe standardy dla kina science fiction i efektów specjalnych. Co prawda wylansowały tylko jedną prawdziwą gwiazdę (Harrison Ford), ale za to stworzyły całą galerię archetypicznych bohaterów do dziś z powodzeniem egzystujących w światowej pop kulturze (Darth Vader, Yoda). A współczesne kino, nie tylko science fiction, może spokojnie wspominać "Wojny gwiezdne", cytując klasyka "myśmy wszystkie z niego..." 

pr

Polecane